Z Wigier do Bałtyku - Płyniemy dla Przystani

Z Wigier do Bałtyku - Płyniemy dla Przystani

Na kolejną charytatywną wyprawę kajakową wyruszą wkrótce pasjonaci podróży: Daniel Danecki i Jakub Skrodzki. Suwalczanie zamierzają w maju bieżącego roku przepłynąć kajakami z Klasztoru w Wigrach do Bałtyku.

W maju 2020 roku Daniel Danecki, Jakub Skrodzki oraz Arkadiusz Makowski rozpoczną spływ kajakowy z Wigier do Bałtyku.Suwalczanie przepłyną Czarną Hańczą, Kanałem Augustowskim, Biebrzą, Narwią i Wisłą aż do morza. Przewidywany czas pokonania 1000 km spływu to 16 dni. Trasa będzie przebiegała przez kilka większych miast takich jak: Augustów, Łomża, Nowogród, Ostrołęka, Pułtusk, Zegrze, Nowy Dwór Mazowiecki, Płock, Toruń, Bydgoszcz, Chełmno, Grudziądz, Kwidzyn, Tczew. Inicjatywa ta ma zachęcić firmy i instytucje do wpłacania datków na konto Społecznej Organizacji Przyjaciół Dzieci Przystań w Suwałkach.Placówka obejmuje opieką wychowawczą i socjalną dzieci wywodzące się z rodzin z problemem alkoholowym oraz niewydolnych wychowawczo.

Skąd pomysł na tego typu wyprawy kajakowe?

Kuba: Z Danielem poznaliśmy się podczas wspólnego morsowania. Połączyła nas pasja do podróży i sportu. Każdy z nas miał w głowie jakieś marzenie związane z wyprawą kajakową, mimo, iż nie mieliśmy zbyt dużego doświadczenia w kajakarstwie. Każdy z nas był raptem na kilku spływach, więc można powiedzieć, że rzuciliśmy się na głęboką wodę. To właśnie Daniel wymyślił wyprawę Czarną Hańczą, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia to w końca padło hasło Bałtyk. Początkowo mieliśmy przepłynąć Czarną Hańczę w pojedynczych kajakach, na szczęście ostatecznie stanęło na jednym. To można powiedzieć trochę nas uratowało, gdyż na trasie były tak trudne do przepłynięcia miejsca, że na dwa kajaki nie dałoby się tego zrobić.

Daniel: Pomysł pierwszego spływu Czarną Hańczą chodził mi po głowie przez długi czas. Początkowe plany były nieco inne od tego, jak się ostatecznie potoczyło. Wyprawę zaplanowałem z innym kolegą, pasjonatem nurkowania, który miał przepłynąć Hańczę w piance. Kuba, który z nami morsował dokooptował się jako trzeci. Po jakimś czasie okazało się, że mój kolega musi zrezygnować i zostaliśmy we dwójkę z Kubą. Postanowiliśmy, że to zrobimy, podejdziemy do tego maksymalnie profesjonalnie i rozpoczęliśmy przygotowania. Od jakiegoś czasu wiedziałem, że mój kolega zbiera jeden procent podatku na swoją córkę Zuzię, która jest ciężko chora. Pomyślałem, że skoro i tak organizujemy wyprawę, to czemu przy okazji nie spróbować by zebrać dla niej jakichś pieniążków.

Kuba: Przekonałem się, że organizowanie charytatywnych akcji wygląda zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałem. Myślałem, że organizując zbiórkę dla potrzebujących przebiera się w ofertach sponsorów, że wszyscy walą drzwiami i oknami. Okazuje się jednak, że jest zupełnie odwrotnie. Do każdej osoby trzeba kilkukrotnie pójść, pisać e-maile, przypominać się – trzeba to wychodzić, wyprosić. Zdajemy sobie sprawę, że nie tylko my organizujemy charytatywną akcję, obecnie jest tego bardzo dużo. Wchodząc codziennie na Facebooka można wręcz powiedzieć, że panuje konkurencja. My się nie zrażamy i walczymy, by pozyskać dla Przystani jak największą liczbę sponsorów.

Daniel: Dużo czasu zajęło nam, aby wywalczyć pieniądze dla Zuzi. Udało się zebrać pewną kwotę pieniędzy na jej rehabilitację. My tak czy siak byśmy popłynęli, ale przy okazji choć trochę pomogliśmy. Jeśli chodzi o pieniądze dla Przystani to masa pisania, dzwonienia, pytania czy ktoś chce wziąć we tym udział w zamian za reklamę, oklejenie kajaków logiem firmy, co możemy dać od siebie podczas tej wyprawy. Jeśli na 20 e-maili otrzymamy jedną pozytywną odpowiedź to już jest dobrze. Są firmy, które zaoferowały swoją pomoc, już kilka wpłat jest. Sponsorzy mają czas do końca marca, aby wpłacić pieniądze. Musimy mieć trochę czasu, żeby zrobić ładny baner, naklejki na kajaki i materiały promocyjne. Nie mamy żadnego managera, wszystko musimy załatwić sami w wolnym czasie.

Co działo się u was pomiędzy jednym a drugim spływem?

Kuba: Wspólnych wypraw nie mieliśmy. Daniel zorganizował wraz z innym kolegą rowerową podróż szlakiem latarni morskich podczas której przejechali 1120 kilometrów ze Świnoujścia do Suwałk w dziewięć dni. Ja z kolei w zeszłym roku byłem na dziesięciodniowej wycieczce autostopowej po krajach południowej Europy. Podróżowałem przez Czechy, Słowację i Węgry, aż dotarłem do Serbii. Po drodze nie miałem żadnych problemów, żadnych niebezpiecznych sytuacji. Spodziewałem się większych trudności, a poszło mi to bardzo łatwo na trasie – czy to z jedzeniem, czy noclegami. Podróżowałem sam, jednak zbyt mocno tego nie odczuwałem. Samotna wyprawa sprawia, że siłą rzeczy nie możesz polegać na drugiej osobie, stajesz się bardziej otwarty na kontakty z miejscowymi osobami. Ja dobrze się z tym czułem.



Jak łączycie codzienną pracę z wyprawami?

Daniel: W moim przypadku oprócz pracy dochodzi jeszcze kwestia rodziny – mam żonę i dwóch synów. Są cudowni i wspierają mnie na każdym kroku. Żona nie robi mi żadnych problemów odnośnie wypraw, jednak pracując na pełen etat jest to nieco problematyczne. Jak przygotowywałem się do trasy rowerowej Świnoujście – Suwałki musiałem trochę potrenować. Praktycznie każdego dnia jeździłem rowerem na dłuższych dystansach. Utrzymywałem kondycję, ale jednak trochę kosztem spędzania czasu z rodziną. Jeżeli logistycznie wszystko dobrze się zaplanuje i ma się cudowną rodzinę to da się to pogodzić.

Kuba: Organizowanie takich rzeczy następuje zawsze po pracy, w weekendy. Sam czas na spływ to po prostu dwutygodniowy urlop. mamy wyznaczony limit 16 dni i musimy się w nim zmieścić.

Przejdźmy do wyprawy w maju

Daniel: Jak po każdej wyprawie zarzekam się, że już kolejnej nie będzie. Bo ciężko, bo zmęczenie, bo chcę spędzić czas z rodziną. Ale jak mówi moja żona, minie kilka dni i tak Ci się zdanie zmieni. Tak było i tym razem. Początkowo planowałem przepłynąć z klasztoru Wigierskiego do Wisły około 500 kilometrów. Pierwszą osobą, którą zapytałem, czy chciałaby ze mną popłynąć był Jarosław Borejszo, ówczesny dyrektor Wigierskiego Parku Narodowego. Pan Jarosław również jest pasjonatem kajakarstwa i pomagał nam przy naszej pierwszej wyprawie. Co prawda nie zgodził się popłynąć na tak długi dystans, ale podsunął mi pewną myśl. Taką trasę na pewno ktoś już przepłynął, więc może spróbuj przepłynąć z Wigier do Bałtyku. Mi od razu zapaliła się lampka – kurczę, to jest dwa razy tyle. No ale chyba da się zrobić, najwyżej będę płynął dłużej. I tak zostało. Żona gdy o tym usłyszała złapała się za głowę, ale dostałem zielone światło. Przedstawiłem pomysł Kubie, który z chęcią się zgodził, a po dwóch tygodniach dołączył do nas jeszcze Arek Makowski, który organizuje festiwal podróżniczy na Wigrach i ostatecznie popłyniemy we trójkę.

Taka wyprawa to również treningi, plan podróży, sprawdzony sprzęt.

Kuba: Sprzęt mamy już zorganizowany, transport kajaków na miejsce startu i z mety również. Dzięki PWSZ w Suwałkach możemy za darmo ćwiczyć na siłowni, a ostatnio zaczęliśmy treningi typowo kajakarskie na wodzie. W miarę możliwości planujemy trenować w kajaku co niedzielę.

Daniel: My nie bierzemy od sponsorów żadnych środków pieniężnych. Wszystko co przekazują idzie bezpośrednio na konto Przystani. Kilka firm z Suwałk i z innych regionów Polski oraz ludzie o dobrym sercu wspomogli nas sprzętem. Dostaliśmy m.in. nowe kajaki, odzież, namioty, śpiwory, trochę elektroniki. Jesteśmy przygotowani w 80%. Pozostają jeszcze jakieś drobne sprawy sprzętowe. Jeśli nie uda się pozyskać ich od sponsorów to sami je zakupimy. Do każdej wyprawy tak czy siak zawsze musimy dołożyć własnych środków. Głównym kosztem będzie wyżywienie i nocleg.

Dlaczego zdecydowaliście się na pomoc Przystani?

Daniel: Na co dzień pracuję dosłownie sto metrów od Przystani. Od około dziesięciu lat codziennie jadąc do pracy przejeżdżam obok, widzę te dzieciaki, widzę jak dorastają i stąd Przystań. Wiem jak to wyglądało kiedyś, a jak teraz. Dzięki uporowi Marcina (kierownik Przystani) i ludzi dobrej woli to miejsce nabiera blasku i jest tam coraz lepiej. Jeśli możemy do tego dołożyć swoją cegiełkę to jeszcze lepiej. Zawsze znajdzie się osoba, której trzeba pomóc, której można pomóc. Tym razem jest to Przystań, gdyż mam z nimi ciągłą styczność. To był mój wybór, przy następnej wyprawie zdecyduje Kuba. Już teraz wiemy bowiem, że jeżeli wszystko się uda i bez problemów wrócimy do domu to będzie druga część wyprawy. Tym razem w drugą stronę z Klasztoru Wigierskiego przez Białoruś i Litwę do Bałtyku.

Jak można się z wami skontaktować?

Kuba: Najlepiej poprzez profil na Facebooku, tam zawarte są wszystkie informacje. Mamy też konto na Instagramie, ale na FB jesteśmy najczęściej i najszybciej odpowiemy. Wymienione są tam progi wsparcia dla sponsorów ze szczegółowym opisem co za każdy próg oferujemy. Lista uczestników wyprawy jest już jednak zamknięta i nikogo więcej nie dobierzemy.

Dziękujemy za rozmowę.

Z Wigier do Bałtyku - Płyniemy dla Przystani
Z Wigier do Bałtyku - Płyniemy dla Przystani
Z Wigier do Bałtyku - Płyniemy dla Przystani

Dodaj komentarz