Nie jesteśmy idealną dwunastką - wywiad z Markiem Zborowskim-Weychmanem

Marek Zborowski-Weychman, przewodniczący klubu "Łączą nas Suwałki"

O zmianach w klubie i relacjach między radnymi, o szczepieniach nauczycieli i nauczaniu zdalnym czy też o sporach przy nazewnictwie ulic i rond rozmawiamy z Markiem Zborowskim-Weychmanem, nowym przewodniczącym klubu "Łączą nas Suwałki".

 

Zmiany na stanowisku przewodniczącego i relacje w klubie

Jestem już trzecim przewodniczącym w czasie trzech lat, więc można by powiedzieć, że mamy roczne kadencje. Oczywiście tak nie jest. Najpierw przewodniczącym naszego klubu był Zbigniew De-Mezer, który jest bardzo doświadczony i wie na czym rzecz polega. Później mieliśmy trochę zawirowań - może nie w samym klubie, ale w takich stosunkach ludzkich w klubie i poza nim. Docieraliśmy się jako radni i mieliśmy różne poglądy na niektóre sprawy. W związku z tym Salomonowym wyjściem było wtedy, aby Wojciech Pająk został przewodniczącym, a Kamil Klimek wiceprzewodniczącym. Minął rok i okazało się, że w związku z zagmatwanymi sytuacjami rodzinnymi, a mianowicie z dziećmi i chęcią właściwej jako ojcowie opieki nad nimi postanowili, że ustąpią pola. Ja mniej więcej wiem już o co chodzi w Radzie Miasta i w byciu radnym i myślę, że mogę spróbować swoich sił jako przewodniczący. Była też taka możliwość, aby ponownie przewodniczącym został Zbigniew De-Mezer, ale stwierdził on, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. W związku z tym do tej rzeki wszedłem ja, a on pełni funkcję wiceprzewodniczącego. 

 

Na początku relacje nas wszystkich był na zasadzie docierania się, badania wzajemnych stosunków. Mieliśmy różne zdania na różne tematy i dalej tak jest. To nie jest tak, że jesteśmy idealną dwunastką plus prezydent, która myśli tak samo i ma te same priorytety. Tak nie jest. Każdy z nas jest inny, każdy ma swoje hobby, swoją działkę i swoje wizje. Każdy chce przeforsować swoje, w swoją stronę, co oczywiście nie jest możliwe ze względu choćby na szczupłość naszego budżetu. I tak dużo naszych inicjatyw wspólnych i każdego z osobna zostaje zrealizowanych. Nie da się jednak zrobić wszystkiego i stąd tarcia. Te tarcia dają jednak pozytywne efekty. Widać co się w mieście dzieje, jak przechodzimy przez pandemię, jak podejmujemy wspólne uchwały, jak razem z prezydentem umiemy wychodzić choćby tak jak teraz, przedsiębiorcom z nowym projektem o gastronomii. Jako przewodniczący Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych na pewno odczuję to w budżecie, ale lepiej jest nie mieć pieniędzy na komisji, a mieć w Suwałkach firmy, które między innymi utrzymują też miasto, a potem my jako radni możemy przeznaczać te pieniądze na zbożne cele. 

 

Czemu to ja zostałem przewodniczącym? Mam duże doświadczenie w zarządzaniu. Pełniłem wiele funkcji, a taka najbardziej znana i najdłużej pełniona to funkcja dyrektora szkoły, więc znam się mniej więcej na zarządzaniu. Dwa ostatnie lata dały mi poznać jak wygląda samorząd, a z kolei to, że nie byłem wcześniej w samorządzie może być zaletą, gdyż jestem świeży i we wszystko wchodzę z entuzjazmem. Nie jestem obciążony dziedzicznie przez poprzednie kadencje. Może być to wadą, ale też i zaletą. Zarówno prezydent, ustępujący przewodniczący jak i jeszcze kilka osób, zgłosiło moją kandydaturę pomimo tego, że nie było to nigdzie uzgadniane. Wybór zapadła jednogłośnie i nie wypadało odmówić.  

 

Czy różni się praca jako przewodniczący klubu?

Przewodniczący jest pośrednikiem pomiędzy prezydentem, a klubem. Trzeba prowadzić spotkania klubowe, które odbywają się co jakiś czas. Trzeba się do nich przygotować, trzeba rozdzielać funkcje w klubie, prosić koleżanki i kolegów radnych o podjęcie działań w określonym temacie. Przewodniczący koordynuje to co wszyscy robią w klubie, nie pracuje się tylko na własny rachunek, a na rachunek całego klubu. Należy też reprezentować klub na zewnątrz, wypowiadać się w jego imieniu, przyjmować pisma od prezydenta i na nie odpowiadać. 

 

W przypadku braku jednomyślności przewodniczący ma "dwa głosy"?

Jeszcze tego nie testowaliśmy. Klub nie jest taką organizacją, która ma jedną linię i musi koniecznie się jej trzymać ponieważ mamy tę swobodę, że każdy może być inny przy różnego rodzaju głosowaniach. Każdy może mieć swoje zdanie i przy nim pozostać. Nie musimy się spinać przy np. światopoglądowych sytuacjach, głosowaniach czy wypowiedziach. Możemy pozostawić duży margines każdemu indywidualnie. Przy głosowaniach w których możemy być pół na pół nie musi obowiązywać coś takiego jak podwójny głos przewodniczącego, natomiast tam gdzie są sprawy strategiczne chcielibyśmy, aby każdy miał to samo spojrzenie i tak długo nad nim pracujemy, aż zostanie ono wypracowane. 

 

Jakie Pan jako radny widzi problemy w mieście, co należałoby zrobić?
Jest wiele rzeczy, które chciałbym, aby sprawnie działały. Należy poprawić pewne drobne rzeczy jak na przykład akcja odśnieżanie, która powinna być prowadzona bardziej efektywnie czy parking przy szpitalu, który powstanie dzięki działaniu naszych kolegów radnych. Natomiast moja część działalności to po trochu kultury, sportu i przede wszystkim oświata. Na tych polach mam kilka pomysłów i niedługo niektóre z nich ujrzą światło dziennie. Nie chciałbym jednak zapeszać i muszę się przygotować zanim o nich powiem.  

 

Na pewno jest Pan bardzo zainteresowany sprawą Suwalskiego Słownika Biograficznego.

Jest to jeden z działów przypisanych do kultury, ale także do historii i tradycji naszego miasta. Znajdziemy tam biogramy wszystkich naszych wybitnych mieszkańców naszego miasta, naszych poprzedników. Fakt, że nie ukazał się on na 300-lecie to wielka szkoda, gdyż intencją jego stworzenia było właśnie dopełnienie wydarzenia jakim było 300-lecie. Słownik tak czy siak jednak powstanie. Jestem w stałym kontakcie z Panem Andrzejem Matusiewiczem, redaktorem naczelnym tego działania, który mówił, że prace zbliżają się do końca. Z drugiej strony włożono w to tyle czasu, pracy i pieniędzy, że promocja Słownika powinna mieć określoną oprawę, Żeby to nie było tak, że w czasie pandemii pokażemy w mediach jak ten Słownik wygląda zamiast bezpośrednio ukazać go mieszkańcom. Warto byłoby zadbać o to, by Słownik miał odpowiednią promocję i oprawę. Taki wernisaż godny czasowi pracy jaki włożono w jego przygotowanie i osób, które zostały w nim umieszczone. Szkoda by było, gdybyśmy wpuścili go na rynek jak pierwszą lepszą książeczkę, gdyż jest to ważna książka dla naszego miasta. Podobnie było z księgą 300-lecia miasta. Również duże dzieło z którego promocją i pokazem udało się rzutem na taśmę trafić przed samą pandemią. Mam nadzieję, że tak też będzie ze słownikiem - nie łapmy pcheł, tylko poczekajmy na godny moment. 

 

Jak wyglądają relację z opozycyjnymi radnymi? Czy dyskusje takie jak te o rondo WOŚP są właściwe na sesji Rady Miasta?

Rozmawiamy ze sobą. Tradycją jest, że szefowie ugrupowań spotykają się przed sesją, aby porozmawiać, ale spotykamy się też w różnych miejscach i o różnym czasie. Natomiast co do spraw przy których mamy inne poglądy, nie jesteśmy w stanie rozmawiać o nich na tej samej płaszczyźnie i będą one nas różniły. Tak jak było to w przypadku ronda Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nazwa nie podobała się części radnych i nie mogliśmy znaleźć wspólnego stanowiska. Nasze idee i nasze działania związane z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy są im obce i w związku z tym było na sesji tak jak było. Przykre jest tylko to, że mimo iż w głosowaniu wiadomo że będzie pokazane jakie są nasze czy inch poglądy, to niepotrzebnie doszło do osobistych wycieczek i rzeczy którego nie wydawały mi się godne mównicy Rady Miasta.   

 

Czy kwestia nadawania nazw ulicom i rondom w mieście jest należycie usystematyzowana?

Była kiedyś komisja do spraw nazewnictwa ulic i z tego co wiem komisja opiniowała, a i tak mieszkańcy ostatecznie decydowali co do tego jak ulice zostaną nazwane. Ostatnie zmiany nazwy ulic wynikały z ustawy dekomunizacyjnej poprzez którą należało zmienić nazwy niegodne. Przy tych ulicach mieszka wiele osób i to one zadecydowały o nowych nazwach. Niech mieszkańcy mają to prawo, to taka mała demokracja. Niech każdy decyduje o swoim o swoim lokalnym środowisku, o swojej małej ojczyźnie. Jeżeli mielibyśmy przełożyć to na narzucenia odgórne, to niby można, ale dlaczego nie pójść na rękę mieszkańcom? Obecnie nie ma komisji, ani organu, który by to nadzorował, ale ostateczną decyzję i tak podejmują radni. 

 

Mieszkańcy, którzy złożyli petycję, chcieli aby rondem WOŚP nazwać te przy skrzyżowaniu ulic Reja i Daszyńskiego, a tak się nie stało. 

Wniosek, który złożyła grupa młodzieży napotkał na kontrwniosek. Część radnych zaproponowała, aby to samo rondo nazwać imieniem Suwalskich Wolontariuszy, co osobiście uważam za świetny pomysł. Jestem bardzo zbudowany, że taka propozycja padła. Jest grupa ludzi, młodych wolontariuszy, która podpisała się pod petycją stwierdziła, że rondo u zbiegu ulic Leśnej i Utraty jest równie dobre. Nie chodziło o to, które ronda ma być nazwane rondem WOŚP. Chodziło o to, żeby uczcić Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy jako ruch, jako grupę, która pokazuje jak może wyglądać, jak ja to mówię, "akcyjny wolontariat". Nie jesteśmy jedynym miastem, która ma rondo WOŚP. Jest w kraju wiele rond, placów czy skwerów. 

 

Jako nauczyciel i wieloletni dyrektor co sądzi Pan o poziomie suwalskich szkół patrząc na niedawno opublikowany Ranking Perspektyw?

Oczywiście, że lepiej być na pierwszy miejscu, a nie na przykład na 117. Tak naprawdę boje się rankingów ponieważ odnoszą się one do tego, co stało się w minionym roku. Taka jest istota tych rankingów i tak też trzeba na nie patrzeć. Nie można generalizować rankingu z ostatniego roku mówiąc, że dana szkoła jest zła albo bardzo dobra. Może być taka sytuacja, jak już w ubiegłych latach bywało, że bardzo mała szkoła w jednej z podsuwalskich wsi miała z egzaminu ósmoklasisty średnią 90%. W ósmej klasie uczyło się tam pięć osób, bardzo dobrze się uczących i te pięć osób osiągnęło bardzo dobre wyniki. Natomiast szkoła, która ma bardzo wielu laureatów i olimpijczyków miała np. średnią 50%. Dlatego, że oprócz tych olimpijczyków i bardzo uzdolnionych osób są jeszcze inni, którzy z różnych przyczyn nie radzą sobie tak dobrze z nauką, a suchy wynik egzaminu idzie w świat. Tak samo jest i tutaj. Czasem są dzieci, które mają wybitne zainteresowania, angażują się w wolontariat, różne inne działania. Są też lata gdy takich dzieci w szkołach brakuje i to nie dlatego, że szkoła jest dobra czy zła. Tak się po prostu zdarza. To wynik losowy i to co akurat dostarcza nam materiał ludzki. Na szkołę trzeba patrzeć z kilku perspektyw. Należałoby sprawdzić tak zwaną edukacyjną wartość dodaną. Kiedyś było to bardzo modne i ma od wielu lat powrócić, tylko jakoś nie może. Chodzi o sprawdzenie przyrostu wiedzy danego ucznia i absolwenta - jego powodzenie w dalszych etapach nauki i w dorosłym życiu. Dopiero wyprowadzenie tego młodego człowieka w dorosłe życie i jego sukces będzie wspólną miarą tego jak wypadła edukacja w poszczególnych etapach i tego jak wychowywali dziecko rodzice. Bez tego nie ma ani edukacji, ani wychowania. Jeżeli porównujemy teraz tak na sucho rankingi to pandemicznie niewiele się w Suwałkach zadziało i nasze szkoły nie są najwyżej, ale proszę mi wierzyć, że za rok będzie lepiej, a za dwa lata będzie jeszcze lepiej, Za trzy lata może za to znów będzie słabo, gdyż duże znaczenie ma tu niestety los. 

 

Jaki jest Pana stosunek do głośnego tematu szczepienia nauczycieli?

Ja jestem za szczepieniami i jak tylko będę miał możliwość to to zrobię. Mam ten przywilej, że skończyłem już 60 lat w związku z czym będę się szczepił tą tak zwaną "lepszą szczepionką", chociaż gdybym nie miał 60 lat to i tak bym się zaszczepił każdą szczepionką. Każda szczepionka daje duże szanse, że nawet w przypadku zachorowania przejdziemy chorobę prawie bezobjawowo, a na pewno mamy dużo większe szanse, że nie zachorujemy ciężko. Uważam, że nauczyciele powinni być zaszczepiani od razu w pierwszy rzucie, tak samo jak lekarze, dlatego że to na nas spoczywa bezpośredni kontakt z tak dużą grupą osób, które na dodatek najczęściej gdy chorują, to przechodzą swoje choroby bezobjawowo. W związku z tym mogą być roznosicielami wirusa nawet o tym nie wiedząc. My jesteśmy narażeni na bezpośredni kontakt. Najbardziej narażone są nauczycielki przedszkoli i klas I-III, które obecnie pracują z dziećmi bezpośrednio. My przez internet się nie zarazimy, tylko że nauka przez internet jest trochę sztuczna. Dopiero bezpośredni kontakt z uczniem daje możliwość spojrzenia mu w oczy i zauważenia czy wie on o co chodzi czy nie i dostosowania metod do jego możliwości, chęci i tego co umie i jest w stanie zrobić. 

 

Czy ma to sens, aby klasy I-III chodziły stacjonarnie do szkoły, a starsze uczyły się zdalnie?

Rozumiem intencje tego działania. Klasy I-III przesiadują w jednej klasie, nauczy ich jedna nauczycielka i możliwość rozprzestrzenienia się wirusa jest mała. Klasy IV-VIII nawet gdy siedzą w jednej klasie to co godzinę mają innego nauczyciela. Małe dzieci siedzące w domu to także rodzice siedzący w domu wraz z nimi. Zamiast pójść do pracy i pomnażać nasz narodowy dobytek poprzez płacenie podatków, muszą zostać w domu i zajmować się dziećmi. Są oczywiście nieścisłości - do galerii handlowej można było pójść, ale już na stok narciarski nie. Uważam, że na stoku trzeba by mieć niesamowitego pecha żeby się od kogoś zarazić. Natomiast w galerii ludzie stykają się cały czas. Nie sposób nie przejść obok jednej czy drugiej osoby nawet jeśli liczba osób w środku jest ograniczona. Tak samo jest w kilku innych dziedzinach, również właśnie w szkole. Trzeba jak najszybciej zaszczepić nauczycieli, w reżimie sanitarnym otwierać szkoły i wrócić trochę do normalności ponieważ na dzieciach się to bardzo źle odbije. Widać po dzieciach z klas I-III, że one od początku muszą się uspołeczniać, od początku muszą wchodzić w ten reżim szkolny. Czwarta klasa na karku i to docieranie się w klasie trzeciej jest bardzo istotne. A co powiemy o klasach pierwszych i najmłodszych dzieciach, które jeszcze tak naprawdę nie miały okazji na dobre wejść do tego szkolnego reżimu. Przez internet to się nie uda. 

 

Ten, powiedzmy, "stracony" czas nauczania zdalnego da się w przyszłości odrobić w ławce szkolnej?

Mam nadzieję, że tak. Największy problem jest ze skrajnościami. Ci uczniowie, którzy normalnie i systematycznie uczą się przedmiotów tak tego nie odczują, bo czy uczą się w szkole czy w domu to i tak przypilnują ich rodzice. Natomiast ci, którzy mają problemy z nauczaniem mają duże mniejsze szanse żeby podciągnąć swoją wiedzę poprzez uczestnictwo w klasie z innymi uczniami, którzy ciągną tych nieco słabszych w górę. Zajęcia wyrównawcze, zajęcia dodatkowe, wymiana doświadczeń, rozmowa z nauczycielem - tego wszystkiego brakuje tym słabszym uczniom, ale też tym dobrym. Dla bardzo dobrych uczniów, aby się rozwijać kontakt z nauczycielem jest nieodzowny. Wszystko wyjdzie jednak w praktyce, możemy jedynie gdybać jak będzie, gdyż nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji i takich doświadczeń. Nigdy wcześniej w systemie edukacji nie odeszliśmy aż tak mocno od  systemu klasowo-lekcyjnego. Są co prawda kraje, w których nauczanie zdalne występuję normalnie, jednak wtedy taka nauka polega na nauczania jeden do jednego, a nie jeden nauczyciel na 30-osobową klasę. 

 

Radni Prawa i Sprawiedliwości złożyli do prezydenta pismo w sprawie zmiany na stanowisku wicedyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego po tym, jak Pani Paula Danecka w sylwestrową noc uczestniczyła w proteście pod domem Jarosława Kaczyńskiego i umieściła w internecie film z tego wydarzenia. Jak Pan jako nauczyciel odniesie się do tego zdarzenia?

 

Każdy w zakresie obowiązującego prawa może robić to co jest mu wygodne i co podpowiada mu sumienie. Tak zwany w cudzysłowie "wyczyn" wicedyrektor ośrodka odbywał się po godzinach pracy, bez udziału uczniów, na jej własny, prywatny rachunek w żaden sposób nie związany z pracą i jej działalnością wychowawczo-opiekuńczą. Ani nie chwaliła się tym uczniom w szkole, ani nie zabierała ich ze sobą. W związku z tym jej działania są jej prywatną sprawą. Karta nauczyciela w artykule 6. mówi o obowiązkach nauczyciela np. dbanie o kształtowanie uczniów postaw moralnych i obywatelskich zgodnie z ideą demokracji. Jeżeli nauczycielki pójdzie do dzieci i powie im, że mają robić coś niezgodnego z postawą moralną i obywatelską zgodną z ideą demokracji, pokoju i przyjaźni między ludźmi, to jest to przyczynek to wyciągnięcia konsekwencji dyscyplinarnych wobec nauczyciela. Ale wobec nauczyciela, który wystąpił przeciw karcie nauczyciela i wszystkim prawom, które ma kultywować. Do tego w takich wypadkach służy wojewódzka komisja dyscyplinarna nauczycieli i tam można sprawę skierować. Dodatkowo, jedyną właściwą osobą do roztrząsania działań wicedyrektora jest dyrektor szkoły. Ani Rada Miejska, ani prezydent miasta nie ma uprawnień do tego, żeby występować z jakimkolwiek działaniem w stosunku do nauczyciela. Może jedynie rozmawiać z dyrektorem i wysłuchać jego opinii, ale nie może nic mu nakazać, ani wyciągać żadnych konsekwencji, bo nie są to jego kompetencje. Każdy, na jakimkolwiek stanowisku - radnego, posła czy działacza samorządowego, podejmuje jakieś działania. Jednym te działania mogą się podobać, innym nie. Jeżeli nie obrażają nikogo, nie są nacjonalistyczne albo urażające czyjąś godność, no to są to jego prywatne sprawy. Czy sposób wyrazu mi się podoba czy nie, to już całkowicie moja prywatna interpretacja i nie powinno to wpływać na postępowanie typu dyscyplinarnego. Na pewno pochylimy się nad tym tematem i porozmawiamy. Z tego co wiem jednak na chwilę obecną, nie doszło do łamania prawa. 

 

Co z mandatem radnej Anny Ruszewskiej, która jest wiceprezesem Centrum Aktywności Społecznej „Pryzmat”? Stowarzyszenie otrzymało dotację od władz miasta, co spowodowało wszczęcie postępowania przez wojewodę podlaskiego.

Przepisy, które mówią o mandacie radnego mówią, że radny nie powinien zasiadać we władzy żadnej organizacji, która prowadząc działalność gospodarczą korzystna z mienia gminy. Pryzmat nie jest Stowarzyszeniem, które prowadzi działalność gospodarczą. Nie dywagując już dalej, tylko z tego powodu radna nie złamała prawa. Wojewoda zadał pytanie jaki jest stosunek Rady Miasta do tego faktu i myślę, że radni zagłosują tak, że radna prawa nie złamała i nie sądzę, aby wyszła z tego jakaś większa dyskusja. Chociaż gdybyśmy teraz zaczęli rozszerzać kazusy prawne tej ustawy, to pewnie znalazłoby się coś do czego można się przeczepić. Nie mniej jednak nie ma ani winnego, ani na to paragrafu. 

 

Dziękujemy za rozmowę

5 Komentarzy

Mam pytanko. Kiedy mamy się spodziewać wywiadów z przewodniczącymi pozostałych klubów i ugrupowań ? 

pyszczycie o wolności mediów. Takie jest wasze podejście do tematu. Lokalne media wysługują się ratuszowi bo ich sowicie opłaca, chociażby poprzez audycje sponsorowane i tego typu wywiady.. Gra idzie o kasę i nic więcej. Promujecie jedną stronę skrzętnie przemilczając wszystko co złe w zarządzaniu miastem. A radio białystok wyciąga co niewygodne i to wzbudza wściekłość. Taka jest wolność i niezależność mediów, kto płaci ten ma.

Pisarz

20/05/2021

Czy nie ma juz w Suwałkach zasłuzonych osób aby na nazyw ulic, placów wymuslać takie nazwy jak Wolontariusze czy WOŚP? To wygląda śmiesznie. Trochę zastanowienia panowie radni.

Dodaj komentarz