http://www.suwalki.info

:: Powyborcza rzeczywistość, czyli mądry Polak po głosowaniu
Artykuł dodany przez: luki (2006-11-19 16:29:19)



Wybory samorządowe 2006 za nami. Muszę przyznać, że słowa te piszę z wielką ulgą. Bo choć śledzenie sceny politycznej- w przeciwieństwie do części społeczeństwa- nie wywołuje u mnie wrzodów żołądka, to i tak przez ostatnie tygodnie mój współczynnik tolerancji na zakrzywianie rzeczywistości i mydlenie oczu mieszkańcom Suwałk, był wystawiony na ciężko próbę. Aż strach pomyśleć, co byłoby, gdybyśmy prezydenta wybierali np., co rok…

Drugie Las Vegas, czyli kiełbacha wyborcza

Ja, jak zapewne każdy mieszkaniec naszego miasta, z entuzjazmem przyjmuję wiadomości dotyczące rozwoju Suwałk. Wizja grodu nowoczesnego i przyjaznego od razu wywołuje w nas pozytywne uczucia, budzi nadzieję na zmiany. To jak najbardziej naturalne zjawisko…tak samo, jak wykorzystywanie tego faktu w kampanii. Pobudzanie wyobraźni wyborców poprzez składanie, często nierealnych obietnic, jest powszechne i stanowi nieodzowny element przy pozyskiwaniu przychylności elektoratu. Metoda, rzekłbym- bezpośredniej perswazji,(która zresztą, jak słyszeliśmy, była stosowana) typu „Ja ci dam butelkę, a ty postaw krzyżyk przy moim nazwisku”, na całe szczęście postrzegana jest jeszcze jako zbyt odważna i niezgodna z prawem. O wiele bezpieczniej jest odpowiednio skonstruować swój program wyborczy. Człowiek po jego ‘konsumpcji’ jest na tyle trzeźwy, że zdoła trafić na głosowanie, a na dodatek prokuratura nie zarzuci nikomu manipulacji wyborcą-, ale czy słusznie?

Zapoznając się z pomysłami rozwoju miasta, którymi faszerowały nas ostatnio komitety wyborcze, miałem wrażenie, że albo ktoś tu uważa mnie za kompletnego idiotę, albo-, co wydaje się być bardziej prawdopodobne- sam nim jest. Nie chodzi mi tu nawet o stopień prawdopodobieństwa realizacji tychże pomysłów, ale raczej o ich logikę i sposób formułowania. Obietnice typy „Zadbam o zwiększenie bezpieczeństwa na ulicach”, czy „Podniosę jakość lokalnej oświaty” są tak bogate w treść i pełne niczym wydmuszka ze strusiego jaja. Co prawda może i nie brzmią tak banalnie jak hasła bożyszcza tłumów- Krzysztofa Kononowicza(„Wszystko zlikwiduję”:)), ale nie trzeba mieć IQ pokroju naszej rodzimej gwiazdy pop, aby stwierdzić, że są tylko po to, by wypełnić puste miejsca na ulotkach z wizerunkiem kandydata. Kolejna refleksja, która nawiedziła mnie podczas widoku zrywanych plakatów ze słupów ogłoszeniowych, dotyczy konsekwencji(a raczej ich braku) ze składania chwytliwych przyrzeczeń. Nie ma nic gorszego, niż ataki ze strony kontrkandydatów, dotyczące realizacji konkretnych punktów z poprzedniego programu. Tyle, że i temu można skutecznie zapobiec. Wystarczy wspomnieć, że powodzenie jakiejś inwestycji uzależnione jest o decyzji, czy to rządowych, czy unijnych. A, że często tak właśnie jest, obiecywać można złote góry. Co z tego, że pozytywna odpowiedź z centrali jest tak prawdopodobna, jak szanse Polski na organizacje Euro 2012(obym się mylił)- winą obarczy się innych, a sam polityk pozostanie czysty i godny zaufania. Czyż to nie wspaniałe rozwiązanie?

Chciałbym za cztery lata móc napisać, iż moje wywody były kompletnie chybione, ale biorąc pod uwagę rzeczywistość, w której obudziliśmy się w poniedziałek, 13 listopada- śmiem twierdzić, że tak nie będzie.

Nie ma Las Vegas, czyli niestrawność po kiełbasce

Z socjologicznego punktu widzenia wybory to rzecz jak najbardziej przydatna, wręcz konieczna. Bo skąd niby społeczeństwo miałoby nabierać nowych nadziei na zmiany w kraju, z książek scince- fiction? Co prawda są i tacy, którzy dość mocno dystansują się od wizji lepszego jutra, ale nie brakuje ludzi, którzy w swoim kandydacie upatrują prawdziwego wybawiciela, reformatora. Ja zdecydowanie identyfikuję się z tą pierwszą grupą- wolę być mile zaskoczony, niż nieprzyjemnie rozczarowany. Mam nadzieję, że tym razem właśnie tak będzie.

autor:sairam




adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=72