http://www.suwalki.info

:: Udowodnimy, że „polski biegun zimna” ma gorące serca – wywiad z Wojciechem Winnikiem prezesem klubu MKS Ślepsk
Artykuł dodany przez: fresh (2019-05-10 08:47:20)

Sezon 2018/19 w siatkarskiej I Lidze zakończył się dla Ślepska Suwałki najlepszym wynikiem w historii klubu. O trudach sezonu, akcesie do PlusLigi, sponsorach i nowej hali rozmawiamy z grającym prezesem klubu, Wojtkiem Winnikiem. Zacznijmy od Ciebie. Do Suwałk wróciłeś w 2012 roku i reprezentowałeś barwy Ślepska przez sześć sezonów. Od trzech lat łączysz granie z funkcją prezesa. Jak do tego doszło? - Moja historia jest trochę nietypowa, co podkreśla wiele osób. Trzy lata temu założyciel klubu i zarazem główny sponsor Michał Wiszniewski razem ze swoim tatą Józefem postanowili że muszą więcej czasu poświęcić działaniu firmy. Szukali swego zastępcy i losy klubu powierzyli w moje ręce. Obdarzyli mnie ogromnym zaufaniem za co im bardzo dziękuje. Nie chciałem rezygnować z mojej największej życiowej pasji jaką był sport, który uprawiam od dziesiątego roku życia. Mój warunek był więc taki, że będę łączył obie funkcje. Wydawało się to niemożliwe, trwało trzy lata i zakończyło pięknym tegorocznym wynikiem. Pokazaliśmy, że determinacja, praca i uczciwość w podejściu do swoich obowiązków i obowiązków współpracowników klubu może przyczynić się do sukcesu, mimo takiego trochę niewłaściwego układu na linii zawodnik – prezes, prezes – trenerzy. Największy sukces w karierze? Miałem przyjemność awansowania do najwyższej klasy rozgrywkowej z klubem Joker Piła na samym początku mojej kariery. Później awansowałem też z Treflem Gdańsk. Największy sukces to jednak zawsze ten ostatni sukces. To, że Ślepsk wygrał I Ligę i to że klub organizacyjnie ma mocne fundamenty pod to, aby występować w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na początku nie będziemy oczywiście żadnym krezusem tej ligi, ale mam nadzieję, że zbudujemy solidny zespół, którego celem w pierwszym sezonie będzie utrzymanie się w PlusLidze. My ze swojej strony jako klub, zarząd, sponsorzy, siatkarze i mieszkańcy miasta udowodnimy, że Suwałki nazywane polskim biegunem zimna mają gorące serca, znają się na sporcie i kochają sport. Wróćmy do minionego sezonu, który zakończył się wspaniałym triumfem, jednak w pierwszej fazie rywalizacji gra układała się, można powiedzieć, w kratkę. - Nawet na poziomie I Ligi nie byliśmy bogatym zespołem, dlatego ciężko było nam zbudować zespół taki, jaki mają choćby Stal Nysa czy BBTS Bielsko-Biała. Te ekipy mają w składzie nazwiska znane w środowisku siatkarskim nawet na poziomie PlusLigi. My musieliśmy szukać jakiegoś sposobu, szukać zawodników i rozwiązań, które pozwolą nam połączyć pewne działania i zakamuflować nasze niedoskonałości. Wiedzieliśmy, że potrzebujemy czasu na budowę drużyny. Cierpliwie pracowaliśmy i widzieliśmy, że zespół się rozwija. Na początku sezonu plasowaliśmy się na miejscach 4-7, później wskoczyliśmy na trzecie miejsce i tak naprawdę od grudnia zespół zaczął grać już zdecydowanie lepiej. Z każdym tygodniem nasze statystyki: obrona, atak, pierwsze tempo, przyjęcia z wyskoku, ilość bloków – wszystko szło do przodu. Czuliśmy, że potencjał jest ogromny i cieszymy się, że dostaliśmy zaufanie od sponsorów, którzy pozwolili nam w ciszy i spokoju pracować, czego efektem był piękny finisz sezonu w fazie play off. Mecze fazy play off przeciwko BBTS Bielsko-Biała były tym przełomowym momentem sezonu? -  Tych przełomowych momentów było na pewno wiele. My podchodząc do meczu z Bielskiem  wiedzieliśmy, że przegraliśmy dwa mecze ligowe i przegraliśmy mecz pucharowy. Chyba najbardziej mieliśmy zadrę w sercu za mecz pucharowy bo to była ostatnia runda i Bielsko zabrało nam nasze marzenia. Co roku szukamy możliwości rywalizacji o stawkę z zespołami PlusLigi, a taką możliwość dawał tylko Puchar Polski. Byliśmy zdeterminowani, ale i źli na siebie bo zagraliśmy wtedy słabe spotkanie. Chcieliśmy, żeby BBTS poczuł to samo, co czuliśmy my, gdy zabierali nam szansę na dalszą grę w Pucharze. Statystyki były przeciwko nam, ale cały czas wierzyliśmy, że damy radę. Mieliśmy bardzo misterny i sprytny plan po tych trzech porażkach. Poznaliśmy doskonale zespół z Bielska i wiedzieliśmy co zrobić żeby ich pokonać. Plan nakreślony przez sztab szkoleniowy sprawdził się doskonale i pozwolił nam z jednej strony ukryć nasze niedoskonałości, a z drugiej wyeksponować nasze najmocniejsze punkty. Przeciwnik trochę nas zlekceważył. Przyjechał z myślą że z Suwałkami i tak zawsze wygrywa, za co został przez nas skarcony. Mieliśmy ogromną radość, bo ciężka praca, którą wykonaliśmy przyniosła efekt. W tym momencie mocniej uwierzyliśmy w siebie i poczuliśmy się silniejsi. Później przyszły mecze z Lechią Tomaszów Mazowiecki, teoretycznie najlepszego zespołu w naszej lidze? -Lechia bezapelacyjnie wygrała rundę zasadniczą, jednak do tych spotkań podchodziliśmy z zupełnie innym nastawieniem niż do Bielska, gdyż dwukrotnie ich w Lidze pokonaliśmy. Co tu dużo mówić, Lechia jako zespół nam pasowała pod względem gry i cieszymy się, że udało się awansować, chociaż też byliśmy skazywani na pożarcie patrząc na tabelę i ilość punktów jakie miała Lechia. A finał? Co do samych finałów, to były już totalne emocje - 5000 ludzi na trybunach w Nysie podczas dwumeczu, potężna frekwencja, potężne emocje. Zespół z Nysy był wyrównany, solidny i stworzony pod awans, a my w roli... może nie kopciuszka, ale takiego biednego kolegi z Ligi. Dla nas najważniejsze było, że mamy zespół, ten "team spirit" i pozytywną energię. Ważna była również wymienność pozycji wśród zawodników, która przeważyła w kluczowych momentach meczów z Bielskiem czy Lechią i odwracała losy meczu na naszą korzyść. Dopisało nam również zdrowie, co było niezwykle istotne. Mieliśmy problemy w tym aspekcie od sierpnia do listopada, ale od stycznia wszyscy zawodnicy byli zdrowi, poza jakimiś drobnymi urazami. Pilnowali tego nasi trenerzy i fizjoterapeuta. My sami się pilnowaliśmy i w tym zdrowiu dotarliśmy do samego końca. To właśnie dopisujące zdrowie pozwoliło nam intensywnie trenować i złapać formę w tym decydującym momencie. Na jakim etapie jest klub jeśli chodzi o akces do PlusLigi i co trzeba spełnić, aby zagrać w najwyższej klasie rozgrywkowej? - Musimy spełnić szereg wymagań i tak naprawdę od ostatniego meczu finałowego co tydzień-dwa dosyłamy dokumentację do Polskiej Ligi Siatkówki. Powiedziałbym, że jesteśmy już gotowi w 80 %. Myślę, że jeszcze jakieś dokumenty uzupełniające będą potrzebne, ale powinno być już z górki i pod koniec maja dostaniemy oficjalną decyzję z zarządu polskiej siatkówki o grze w PlusLidze. Co do wymagań, możliwości otwiera nam głównie nowa hala, gdyż obecna jest za niska. Aby zagrać w PlusLidze obiekt na którym rozgrywane są mecze musi mieć przynajmniej 12 metrów wysokości oraz 1500 miejsc stałych siedzących. Co prawda Liga nie określa konkretnego budżetu, jaki trzeba posiadać, jednak mówi o tym, że musi on być na tyle relatywnie wysoki, aby stworzyć konkurencyjny i atrakcyjny zespół do występowania w siatkarskiej elicie. Kluby z dolnej stawki PlusLigi mają budżet od trzech do trzech i pół miliona złotych, także próbujemy osiągnąć takie ramy finansowe i złożyć tą minimalną kwotę. Później musimy znaleźć sposób jak pozyskać nowych zawodników, czym ich zachęcić, aby mimo jednego z niższych budżetów ligowych stworzyć dobry zespół, co zaowocuje dobrymi występami i pewnym utrzymaniem. Klub zyskał nowego sponsora tytularnego. - We wtorek (07.05) podczas konferencji prasowej z ogromną radością poinformowaliśmy o współpracy z firmą MALOW. Z tego miejsca chciałbym podziękować firmie za dobre relacje w ostatnich latach i wspieranie klubu. Zbudowaliśmy między sobą zaufanie, co zaowocowało dołączeniem firmy MALOW do nazwy klubu, co daje nam solidny fundament pod to, aby akces do najwyższej klasy rozgrywkowej stał się rzeczywisty i żebyśmy wykazali finansowanie takie, jakie zakłada PlusLiga. Mam nadzieję, że ta współpraca będzie się pięknie rozwijała i że będziemy czerpać doświadczenia z zarządzania, jakie firma MALOW ma na najwyższym światowym poziomie. Ogromnie się cieszymy, ale to też duże wyzwanie dla nas. Mam nadzieję, że ta umowa na 2 lata to jest tylko wstęp do czegoś jeszcze większego w dłuższej perspektywie. W trakcie konferencji poznaliśmy również nazwisko nowego szkoleniowca - Andrzeja Kowala. Jak przebiegały negocjacje? - Nie będę oryginalny jeżeli powiem, że zawsze jest ciężko namówić kogokolwiek, aby przeniósł się do Suwałk. Do naszego miasta zawsze jest daleko, a komunikacja jeszcze nie jest tak perfekcyjna jak w innych częściach naszego kraju. Ponadto nie jesteśmy krezusami finansowymi. Szukaliśmy pomysłu, kombinowaliśmy i ostatecznie się udało. Same negocjacje przebiegały w dosyć przyjemny sposób. Nie ciągnęły się wieloma tygodniami, ale też nie były łatwe. Mamy nadzieję, że doświadczenie trenera i jego kontakty zdobyte przez ostatnie lata prowadzenia zespołu Resovii Rzeszów zaowocuje rozwojem naszego klubu, rozwojem naszych zawodników no i oczywiście dobrymi występami w sezonie 2019/2020. Co dalej z dotychczasowym trenerem, Mateuszem Mielnikiem i jakie zmiany szykują się wśród zawodników? - Na razie nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Złożyliśmy propozycją trenerowi, aby został z nami jako asystent Andrzeja Kowala na kolejny sezon. Sprawa jest otwarta i mamy nadzieję, że w najbliższych dniach będziemy znali odpowiedź na to pytanie. W przyszłym tygodniu nowy szkoleniowiec przyjeżdża do Suwałk i będzie rozmawiał ze sztabem już nie mailowo i telefonicznie, tylko osobiście. Trener przeprowadzi rozmowy z zawodnikami, z którymi widzi dalszą współpracę,  także myślę że do końca przyszłego tygodnia poinformujemy o zawodnikach którzy zostają w naszym klubie, a już w kolejnym tygodniu będziemy chcieli przybliżyć nazwiska siatkarzy, którzy mogą dołączyć do klubu. Cały czas prowadzimy rozmowy z zawodnikami. Co zrobić, aby zapełnić nowobudowaną halę w Suwałkach do ostatniego miejsca, tak jak to było w przypadku ostatnich meczów finałowych? - Może jako sportowiec nie powinienem tak mówić, jednak zagranie w finale, czy też w fazie play off będzie dla nas w pierwszym sezonie czymś niezwykle trudnym. Hala Ośrodka Sportu i Rekreacji zapełniła się na mecze fazy play off, a w meczu finałowym był nawet nadkomplet publiczności i część osób nie weszła na halę. Tyle ile dobrych informacji dostajemy, czy to telefonicznie czy na ulicy, w sklepie, smsem i mailowo na skrzynkę klubową pokazuje, że zainteresowanie tymi meczami w PlusLidze już dzisiaj jest duże i głęboko wierzymy, że nasza ciężka praca i zbudowanie dobrego zespołu przyciągnie kibiców. Budowana hala i cała infrastruktura wokół niej da nowy komfort kibicom - parkingi, wejścia, swoboda oglądania tych widowisk, wszystko na nowym, duży wyższym poziomie. Co prawda do Ligi jest jeszcze daleko i nie mamy jeszcze oficjalnego potwierdzenia, ale już dzisiaj serdecznie wszystkich zapraszam do uczestnictwa w tych świętach, bo tak jak wspomniałem wcześniej, chcemy pokazać że ten polski biegun zimna i ludzie tu mieszkający mają gorące serca, potrafią się bawić, potrafił dopingować, kochają sport i kochają siatkówkę. Do Suwałk przyjeżdżać będą zawodnicy i zespoły na światowym poziomie: ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, Resovia Rzeszów, Skra Bełchatów, Jastrzębski Węgiel i wiele innych. Liczę, że takie ekipy i mecze z czołowymi drużynami pozwolą nam zapełnić Suwałki Arenę i wszyscy będziemy cieszyć się z tego, że tak piękny obiekt w naszym mieście jest w pełni wykorzystywany. Zanim emocje związane z pierwszym sezonem w PlusLidze się rozpoczną, wcześniej czeka nas jubileuszowy Memoriał imienia Józefa Gajewskiego. - Tych jubileuszy mamy sporo - w tym roku przypada 15 lat od założenia klubu, dziesięciolecie występów Ślepska w Suwałkach oraz 10 Memoriał imienia Józefa Gajewskiego. Pięknie się to wszystko zbiegło z wygraniem I Ligi. Organizacyjnie postawiliśmy sobie wysoko poprzeczkę. Mamy nadzieję, że uda nam się pozyskać na ten memoriał topowe zespoły PlusLigi, ale liczymy też na udział drużyn z zagranicy. Prowadzone są rozmowy i być może zobaczymy w tym roku zespół z Rosji, z Niemiec może przyjechać mistrz kraju - prowadzone są rozmowy i liczymy na wyjątkowo silną obsadę w tym roku. To na koniec, czego życzyć przed nadchodzącym sezonem ? - Prywatnie życzyłbym sobie chociaż trzech dni urlopu, żebym mógł odłożyć w końcu telefon. A dla klubu - przede wszystkim szczęścia, które jest z nami od dłuższego czasu. Pozytywnych emocji, które udzielają się całemu środowisku siatkarskiemu, aby ta dobra atmosfera, która wytworzyła się podczas naszych spotkań towarzyszyła nam przez cały następny sezon. Dziękujemy za rozmowę.


adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=457