http://www.suwalki.info

:: „Dziękuję, że mogę tu mieszkać” - wywiad z Ukrainką Iryną Popovą
Artykuł dodany przez: kama (2015-08-14 14:17:14)

Wojenne przeżycia sprawiły, że słysząc głośne dźwięki wciąż się wzdryga. Mieszkając w Doniecku niemal codziennie widziała bowiem spadające bomby i zabitych rodaków. W Suwałkach pomału odnajduje spokój i równowagę. Specjalnie dla portalu suwalki.info Iryna Popova, która od czerwca wraz z synem mieszka w naszym mieście, opowiedziała o trudnej sytuacji w objętym wojną Donbasie, o tym, jak wyglądało życie ukraińskich uchodźców w ośrodku w Rybakach i gdzie widzi swoją przyszłość. Jak się Pani mieszka w Suwałkach? Bardzo dobrze. Zaaklimatyzowałam się już, mieszkamy, ja pracuję, syn chodzi na zajęcia plastyczne. Jest spokojnie. Czy państwa rodzina jest już w komplecie? Pani mąż dojechał do Suwałk? Nie, mąż jest jeszcze na Ukrainie. Problemem jest to, że nie ma dokumentów, aby mieszkać w Polsce, a poza tym trzeba mu znaleźć pracę. To na pewno jeszcze potrwa, bo na kartę stałego pobytu trzeba długo czekać. Pani syn Makar od września idzie do szkoły? Byliśmy ostatnio na badaniach pedagogiczno-psychologicznych i zasugerowano nam, aby Makar poszedł do zerówki. Psycholog powiedział, że może iść do pierwszej klasy, ale pedagog radził, aby syn lepiej poznał język polski. Makar nie zna jeszcze wszystkich słów. Często pyta mnie co to jest, co to znaczy, a ja chciałabym, aby w pierwszej klasie dobrze się uczył. Mieszka pani w Suwałkach już ponad miesiąc. Z jakimi reakcjami spotkała się pani ze strony mieszkańców, swoich sąsiadów. Czy były to przyjacielskie reakcje, czy zdarzały się też te mniej pozytywne? Zawsze spotykam się tylko z przyjacielskim stosunkiem ze strony suwalczan. Mówią mi, że trzymają za nas kciuki. Ludzie tutaj wiedzą, że sytuacja na Ukrainie cały czas jest bardzo trudna. Poza tym ja nie chcę tylko mieszkać, chcę też pracować, dawać miastu coś od siebie. Kiedy pojawiła się możliwość przyjazdu do Polski, długo pani to rozważała? Długo myślałam, czy jechać. Przede wszystkim brałam pod uwagę dobro syna. On powinien mieć dom, a nie tak, że dzisiaj tutaj, jutro tam. Powinien mieć jakąś stabilizację. Tutaj czujemy się dobrze. Zanim przyjechaliście do Suwałk, od stycznia wraz z innymi uchodźcami mieszkaliście w Rybakach. Jak wyglądało tam wasze życie? Przyjechaliśmy do Rybaków 13 stycznia. Łącznie było 200 osób. Dzieci poszły do szkoły i do przedszkola, a w lutym wszyscy zaczęliśmy zajęcia z języka polskiego. Nauczyciele przyjeżdżali z Warszawy, uczyliśmy się 3 miesiące. Było też dużo wycieczek, wyjazdów. Byliśmy między innymi w Warszawie z koncertem u Pani Prezydentowej i w Sejmie. Ja prowadziłam zajęcia taneczne z dziećmi, które mieszkały w ośrodku. Do nas też przyjeżdżali ministrowie, była pani premier Ewa Kopacz. Lekcje języka polskiego odbywały się codziennie? Tak, była to intensywna nauka. Mieliśmy 3 miesiące, aby nauczyć się języka, ale myślę, że zajęcia powinny trwać dłużej. Chciałabym lepiej mówić po polsku. Wszystko rozumiem, ale wiem, że robię jeszcze dużo błędów. A jak wyglądało życie na Ukrainie, kiedy jeszcze tam pani mieszkała? To było fatalne. Codziennie strzelali, każdego dnia żyliśmy w niepewności, czy spadnie na nas bomba, czy zrujnuje mieszkanie. Codziennie latały samoloty, spadały bomby, ludzie ginęli. To nienormalne. Kiedy zaczynali strzelać, ludzie padali na ziemię, żeby ich nie zabiło. Bała się pani o swoje życie, o życie najbliższych? Bałam się o dziecko. O siebie mniej. Teraz najbardziej denerwuję się o rodziców. Bo jeśli coś im się stanie, ja do nich do Doniecka nie mogę przyjechać. Czy jest szansa, aby odwiedziła pani swoich bliskich na Ukrainie? W Doniecku nie, ale mam siostrę, która mieszka we Lwowie i u niej już byłam. Kiedy mama do mnie dzwoni, zawsze pyta: Ira kiedy ty przyjedziesz z Makarem? Ale ja jej mówię, że nie przyjadę do Doniecka dopóki tam będzie wojna. I z kolei ja ją pytam, dlaczego oni tam siedzą i nie wyjadą do córki do Lwowa. Bo do Lwowa będę przyjeżdżać. I tam widzieliby i Makarego, i mnie. Ale oni nie chcą przeszkadzać córce, u której musieliby mieszkać. Gdyby dostali mieszkanie, byłoby inaczej. Ale Ukraina nic nie daje. Co pani czuła, kiedy wyjeżdżała z Doniecka? Kiedy gdzieś mieszkasz i wszystko masz, i nagle trzeba wyjechać to jest bardzo ciężko. Nie wiesz, czy kiedykolwiek wrócisz. (łzy) A czy w przyszłości rozważa pani powrót na Ukrainę? Jeśli chciałabym wrócić na Ukrainę, to w ogóle bym tutaj do Polski nie przyjeżdżała. Przyjazd tutaj jest zmianą całego mojego życia. Zaczynamy je budować od początku. Poza tym myślałam, że w tym roku sytuacja na Ukrainie się unormuje. Teraz jednak widzę, że to na długo tak zostanie, albo i na zawsze, tak jak w Abchazji. Putin chce, aby Ukrainy nie było na mapie, tak jak w przeszłości nie było Polski. Jaką zatem przyszłość widzi pani dla swojego kraju? Jak w kraju jest wojna, to jaka tam może być przyszłość? Szansa będzie, jeśli ten kawałek z powrotem będzie należeć do Ukrainy. A jeśli nie, to zawsze będzie to boląca rana. Zapomina pani już o tych strasznych przeżyciach? Teraz żyję spokojnie. Ale kiedy coś nagle strzeli, lub usłyszę coś głośnego, mam cały czas strach. Myślę jednak, że takie reakcje miną. Dla Makara już minęło. On już zapomina to, o tym, co tam widział. Dziękuję za rozmowę.


adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=383