http://www.suwalki.info

:: „Może uda mi się zrobić coś dobrego dla miasta” - wywiad z Ewą Sidorek, zastępcą Prezydenta Suwałk
Artykuł dodany przez: kama (2015-04-12 21:22:54)

Przyznaje, że wielu rzeczy jeszcze nie wie, jednak nie wstydzi się pytać. Pracowitość i perfekcjonizm Ewy Sidorek sprawiają, że z dokumentami dotyczącymi spraw miasta niemal się nie rozstaje. Specjalnie dla portalu suwalki.info Ewa Sidorek, która od 1 kwietnia pełni funkcję zastępcy Prezydenta Suwałk, opowiedziała o pierwszych dniach w Ratuszu, o tym, w jaki sposób chce rozwiązać trudne kwestie suwalskiej oświaty oraz co na pożegnanie powiedzieli jej uczniowie. Zaskoczyła Panią propozycja objęcia stanowiska zastępcy prezydenta? Rozmawialiśmy o tym z panem prezydentem już jakiś czas temu. Miałam czas na rozważenie i przemyślenie tego. Bardzo kocham pracę w szkole, jednak przyznam, że w tym roku nosiłam się ze zmianą zawodową. Rozważając propozycję pana prezydenta pomyślałam, że może uda mi się coś zrobić dobrego dla tego miasta. Uznałam też, że moja sytuacja rodzinna na tyle się wyklarowała, że mogę sobie na to pozwolić. Synów mam już samodzielnych, mąż pracuje i realizuje swoje pasje, w związku z tym mogłam podjąć to wyzwanie. Czy pojawiały się jednak jakieś wątpliwości? Tak. Ja jestem osobą poukładaną i pracowitą, ale też przez wiele lat walczyłam ze swoim perfekcjonizmem, który jest często wadą. Miałam świadomość tego, że są płaszczyzny, które nie do końca są mi dobrze znane, chociażby kwestia ogarnięcia działalności finansowej. Chociaż muszę powiedzieć, że kiedy byłam radną i przewodniczącą komisji finansowej, często przesiadywałam w gabinecie pana sekretarza Wiesława Stelmacha i prosiłam, aby mi wytłumaczył paragrafy, przesunięcia. Natomiast zostałam też uprzedzona, że nie da się wszystkiego wiedzieć. Mam świadomość, że trzeba polegać na osobach, które ze mną współpracują, że trzeba im zaufać i wiedzieć, że często to właśnie one są większymi dysponentami wiedzy w danej dziedzinie. Dawno też w naszym mieście nie było na stanowisku prezydenta kobiety. Panowie muszą przyzwyczaić się, że gdzieś tam między nimi krąży kobieta. Ja osobiście nie mam z tym żadnego problemu, nawet jeżeli ktoś nie widzi we mnie kobiety, tylko wiceprezydenta. Mam męski dom - mam czterech mężczyzn w domu, więc przywykłam do tych zachowań, do innego myślenia, do postrzegania świata innymi kategoriami. Umiem upomnieć się o swoje. W szerokim zakresie pani obowiązków jest między innymi oświata. Chciałabym zacząć od najmłodszych suwalczan, a mianowicie dzieci, które chodzą do żłobka. Swego czasu pan prezydent wspominał o powstaniu drugiego żłobka miejskiego. Czy są na to realne szanse? Mamy już podjęte działania w tej kwestii. Już w tym roku zwiększamy liczbę miejsc w żłobku, który funkcjonuje przy ulicy Andersa. W przyszłym roku powstanie nowy punkt przy ulicy Kamedulskiej, gdzie zwolni się cały parter. Dla nas też zależy, aby te młode kobiety, które chcą pracować, miały wsparcie miasta i takie miejsce w żłobku dla swojego dziecka. A co z przedszkolakami, które niejednokrotnie muszą być dowożone przez rodziców na drugi koniec miasta. Niektórzy rodzice wspominają na przykład o rejonizacji. Co pani na to? Jestem przeciwna. W tej kwestii jest pewna elastyczność. Nabór jest elektroniczny, a rodzice wskazują trzy placówki, którymi są zainteresowani. Na podstawie pewnych wytycznych regulaminowych, otrzymują daną ilość punktów i dziecko jest przydzielone do danego przedszkola. Czasami zdarzają się też takie sytuacje, że rodzic nie jest zadowolony, bo to nie jest to przedszkole, które najbardziej sobie wymarzył. Ale praktyka pokazuje, że jeszcze we wrześniu zaspokajane są potrzeby tych rodziców, którzy nie do końca są zadowoleni, bo dziecko nie jest przyjęte akurat do tej placówki, którą sobie wybrali. Ostatnimi czasy w naszym mieście rozgorzała dyskusja na temat liczebności klas i podziału oddziałów na grupy. Jak to wygląda, czy będą podziały? Jest to temat, którym jestem bombardowana ze wszystkich stron. Zamkniemy nabór na początku lipca. Wówczas będziemy wiedzieli, jaką liczbą dzieci dysponujemy w placówkach miejskich i ilu uczniów jest w danych oddziałach. Jeżeli uczniów będzie w klasie więcej niż 24, wtedy bezdyskusyjnie w tych oddziałach będzie podział na grupy. Jeżeli będą klasy, w których będzie mniejsza liczebność, będziemy wszystko analizować. Ja dzisiaj nikomu nie złożę deklaracji, że wszyscy będą zadowoleni, że będzie podział na grupy, ponieważ ja tego nie wiem. Czekamy do końca naboru, będziemy bardzo elastycznie do tego podchodzić, analizować każdą szkołę, każdy wybór rodzica i jego dziecka i wtedy będziemy podejmować decyzję. Może być zatem tak, że w różnych placówkach będą zastosowane różne rozwiązania? Tak, jednak kryteria będą te same. Mamy na przykład placówki, gdzie w oddziałach jest szesnaścioro uczniów, a mamy także takie, gdzie jest ich trzydziestu dwóch. Przy podziale na grupy w jednym przypadku zatem mamy po 8 uczniów, a w drugim po szesnastu. Próbujemy racjonalnie do tego podejść. Pieniądze idą za uczniem. Nie można wirtualnie utrzymywać nauczycieli, klas, szkoły, jeżeli to będą puste placówki. W zakresie pani kompetencji będzie tez nadzór nad Wydziałem Spraw Społecznych. Czy mając na uwadze wydarzenia, jakie miały tam miejsce kilka miesięcy temu, widzi pani potrzebę wprowadzenia zmian? Po dziesięciu dniach trudno mi mówić o potrzebie zmian. Na razie wizytuję te placówki. W kontekście wydarzeń, które miały miejsce, ja podkreślam, że to się zdarza. Ludzie mają swoje problemy, mają swoje tragedie. Chciałabym jednak poznać jak funkcjonują te miejsca, na jakich zasadach, jak współpracują z ludźmi i być może będziemy rozmawiać o zmianach. Ale nie dlatego, że przyszła nowa pani wiceprezydent. Ja jestem bardzo ostrożna w wydawaniu jakichkolwiek opinii. Dajcie mi czas, abym poznała te miejsca i nie tylko oceniała na zasadzie zmiany, ale też wspierała. Bo to są bardzo trudne placówki, gdzie z jednej strony jest pomoc finansowa, ale najtrudniejsza jest pomoc ludzka, gdzie trzeba wejść do obcego domu i wesprzeć rodziców, którzy są niewydolni lub wesprzeć rodzinę, która opiekuje się niepełnosprawnymi. Nie wydam żadnej opinii, dopóki nie przyjrzę się tym instytucjom i ludziom. A jak postrzega pani pomysł reorganizacji Izby Wytrzeźwień? Przejęcie jej przez stowarzyszenie z pewnością przyczyni się do oszczędności, ale czy są jeszcze inne korzyści? Nie do końca zgodzę się z tym, że tu chodzi o oszczędności. Miasto i tak będzie partycypowało w kosztach prawie na tym samym poziomie. To nie oszczędności decydują, że placówkę reorganizujemy, pozbywamy się z naszego zakresu działań. Jako że jesteśmy w Unii Europejskiej pojawiły się nowe możliwości finansowania. I takich możliwości, jakich nie ma miasto jako organ prowadzący, na przykład mają różne stowarzyszenia. Być może, gdyby placówka zmieniła się, zyskałaby też inny zakres działania, może nabrałaby innego wymiaru. Izba Wytrzeźwień jest potrzebna i spełnia ważną rolę w naszym mieście, ale szukajmy pomysłów na to, jak będzie funkcjonowała. Jednostkowo, ani pan prezydent, ani ja żadnych zmian nie wprowadzimy. Gdyby doszło do reorganizacji, czy lepiej powierzyć placówkę stowarzyszeniu już istniejącemu, czy może lepiej, aby takie stowarzyszenie założyli obecni pracownicy? Stowarzyszenia mają różny zakres działalności i funkcjonowania. Gdyby była wola przejęcia izby przez pracowników, którzy tam są, uważam, że to byłoby rewelacyjne. Jeżeli obecni pracownicy poczują się gospodarzami tego miejsca i będą chcieli pracować w nowym wymiarze funkcjonowania, myślę, że bardzo bym kibicowała takiemu rozwiązaniu. Czy widzi pani możliwość wprowadzenia zmian i rozszerzenia Karty Suwalskiej Rodziny Plus? Sama korzystam z tej karty. Cały czas analizujemy, co jest na plus w karcie, a co należy zmienić. Miasto na ile stać, podejmuje działania. Obiekty sportowe czy komunikacja to są ważne elementy życia codziennego rodziny wielodzietnej. Myślę, że na nie odpowiadamy. Zawsze warto jednak rozważać inne propozycje i jeśli nasza społeczność uważa, że z czegoś jeszcze chciałaby korzystać, to przede wszystkim prośba musi być wyartykułowana. Jeżeli trafi do nas taka, my na pewno ją przeanalizujemy. Ale to nie jest koncert życzeń i wszystko nie zostanie spełnione, bo takiej możliwości nie ma. Będziemy jednak wiedzieli, jakie są oczekiwania i być może coś z tego uda się wdrożyć w życie. Nadzoruje pani też Wydział Kultury, który od 1 kwietnia przejął promocję Suwałk. Czy uważa pani, że Suwałki, suwalska marka jest odpowiednio promowana, czy należy zrobić coś więcej? Nigdy nie jest za dużo. Na pewno najlepszą promocją jest to, co się dzieje za naszymi oknami. Jeszcze niedawno mnóstwo krytyki skierowanej było pod kątem obecnego Placu Marii Konopnickiej. A teraz widzimy - ja latem byłam pod wrażeniem ilu młodych ludzi, dzieci, rodzin korzysta z tego. To jest najlepsza dla nasz prezentacja i wizytówka. Mam wielu znajomych, którzy przyjeżdżają do nas z różnych zakątków świata. Są pod wielkim wrażeniem, jak się Suwałki zmieniają. Jest pewien kalendarz imprez stałych - SBF, Dni Suwałk i to też tworzy markę miasta. Ludzie postrzegają nas z jednej strony jako miejsce, w którym jest zacisze i spokój, z drugiej strony to, co mamy w Suwałkach i całe otoczenie miasta powoduje, że ludzie chcą tu przyjeżdżać i to właśnie trzeba promować. Proszę powiedzieć, w którym obszarze swoich kompetencji czuje się pani najmniej pewnie? Poznaję wszystkie obowiązki i zadania. Każdego dnia odkrywają mi się nowe problemy i staję w obliczu zadania do wykonania. Uczciwie mówiąc, jeśli podpisuję się pod dokumentami, które dotyczą finansów i jeżeli to są pieniądze mniejszego rzędu, to zawsze mówię, że jeśli popełnię błąd - oddam ze swojego portfela. Ale jeżeli to są już duże sumy, to zawsze telefonuję do swojego skarbnika, rozmawiam z naczelnikami, bo to są kwestie, które są w toku. Przyznaję się do tego, że czegoś nie wiem, ale pytam, nie udaję, że wiem. Pani uczniowie z żalem się z panią żegnali? Ja też z wielkim żalem się z nimi żegnałam. Cale życie marzyłam, żeby być nauczycielką. Praca z młodymi ludźmi to jest coś wspaniałego. Myśmy się wymieniali energią. Wspaniałą młodzież zostawiłam, był płacz z obu stron. A jak zareagowali na wiadomość, że zostanie pani zastępcą prezydenta? To był dzień rekolekcji. Młodzież udała do kościoła, a my nauczyciele mieliśmy radę pedagogiczną. Kiedy skończyła się rada, jedna z koleżanek poinformowała mnie, że czekają na mnie uczniowie. Jedna z dziewczynek powiedziała do mnie „Pani profesor, myśmy usłyszeli straszną wiadomość. Niech pani nam powie, że to jest nieprawdą”. Stałam z naręczem kwiatów i nie widziałam co mam powiedzieć. A poza tym, wielu moich uczniów, nie tylko z Polski, przysłało mi maile, SMSy, dostałam tyle wspaniałych, ciepłych słów i to dla mnie jest bardzo ważne. To pokazuje, że mamy wspaniałych młodych ludzi, którym trzeba też dać serce i poświęcić dużo czasu, a przede wszystkim trzeba ich szanować i dawać możliwości rozwoju. Jak sama pani przyznaje, szkoła jest pani wielka pasją, a poza nią jakie zainteresowania pani posiada? Szkolenia i coaching to druga przestrzeń mojego rozwoju, która pozwalała mi pracować nad sobą i nie stać w miejscu. A na inne nie mam czasu. Jeśli zdarzy się jednak chwila tylko dla siebie, co lubi pani robić, może uprawia pani jakiś sport? Jak powiedział mój syn, najbardziej ekstremalny sport, jaki uprawiam to czytanie książek. A dla zupełnego relaksu sprzątam dom i wtedy odreagowuję. Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.


adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=380