http://www.suwalki.info

:: Do dwóch razy sztuk
Artykuł dodany przez: azet (2013-08-29 14:54:45)

Niepowodzenie podczas rekrutacji na studia to porażka trudna do przełknięcia, ale nie sytuacja bez wyjścia. Nawet gdy podczas pierwszego naboru nam się nie powiodło, to istnieje kilka sposobów na to, by zdobyć upragniony indeks. Co roku wielu osobom nie udaje się dostać na wybrany kierunek w ramach pierwszej tury rekrutacji. Powodem najczęściej są słabe wyniki matury lub konieczność poprawiania egzaminu dojrzałości. Co wtedy robić? Najważniejsze to mieć plan B. Wejdź drugi raz do tej samej rzeki Jednym z rozwiązań w takiej sytuacji jest udział w drugim naborze. Organizują go uczelnie, które w pierwszym etapie rekrutacji nie zapełniły miejsc, jakimi dysponują na danym kierunku. Choć panuje opinia, że ponownie takie działania podejmują tylko uczelnie drugiej ligi, to nic bardziej mylnego. Niż demograficzny sprawia bowiem, że wiele szkół wyższych boryka się z małą liczbą studentów. W efekcie wolne miejsca możemy znaleźć nie tylko na mniej popularnych, ale też na modnych kierunkach. Wielu żaków składa bowiem kilka aplikacji, a gdy dostaną się na wymarzone studia, zwalniają miejsce dając tym samym szansę innym. Warto więc śledzić strony internetowe szkół, gdzie często pojawiają się wiadomości o drugim naborze. Przydatne są też fora, na których można zdobyć ciekawe informacje od doświadczonych studentów. Niektóre uczelnie dają też możliwość zostania tak zwanym wolnym słuchaczem. Takie osoby, mimo że z powodu braku miejsc nie zostały formalnie przyjęte na wymarzone studia, mogą po otrzymaniu zgody władz uczelni uczestniczyć we wszystkich zajęciach, korzystać z pracowni, a ponadto mają prawo do zdawania egzaminów. Otrzymują więc prawie takie same przywileje, jak studenci przyjęci na studia w tradycyjnym trybie. Po zaliczeniu pierwszego etapu studiów wolny słuchacz składa ślubowanie i może wstąpić w poczet pełnoprawnych studentów dziennych. Postaw na praktykę Alternatywą jest także studiowanie wymarzonego kierunku zaocznie. Choć jest to opcja płatna, to jednak ma wiele zalet, dlatego decyduje się na nią wielu młodych ludzi. Umożliwia ona bowiem podjęcie pracy w tygodniu i uczęszczanie na zajęcia w weekendy. Ciężko? Oczywiście, ale opłacalnie, bo ma się więcej czasu na zdobywanie umiejętności praktycznych. Zaoczny żak może poszukać praktyk czy stażu, które przygotują go do zawodu, a nawet przerodzą się w pracę na pełen etat. Jeszcze inną drogą jest studiowanie wymarzonego kierunku na jednej z uczelni prywatnych. W tego typu szkołach wyższych zwykle rekrutacja trwa dłużej – nawet do września. Często zajęcia na nich prowadzą ci sami wykładowcy, co na uczelniach państwowych. – Studenci uczestniczą w takiej samej liczbie zajęć, ale często w mniej licznych grupach. To zapewnia bardziej indywidualne podejście i daje większe szanse na nawiązanie bezpośredniego kontaktu z wykładowcą – mówi Luiza Kalupa z Wyższej Szkoły Edukacji Integracyjnej i Interkulturowej w Poznaniu. – Stereotyp, zgodnie z którym uczelni niepubliczne nie wymagają od studentów zaangażowania, dawno został już obalony – dodaje. Warto pamiętać, by niezależnie od tego, czy bierzemy udział w pierwszym czy drugim naborze, dokładnie zapoznać się nie tylko z ofertą uczelni, ale także sprawdzić, jakiego rodzaju certyfikatami dysponuje. – Cenną informacją jest akredytacja i pozytywne wyniki kontroli przeprowadzanych przez Polską Komisję Akredytacyjną. Wspiera ona zarówno publiczne, jak i niepubliczne uczelnie w procesie doskonalenia jakości kształcenia. Jej pozytywna opinia jest potwierdzeniem wysokich standardów edukacyjnych – mówi Luiza Kalupa z WSEIiI. LTM Communications


adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=340