http://www.suwalki.info

:: „Pasjonatem zostanę do końca życia” - wywiad z Markiem Gałązką
Artykuł dodany przez: azet (2013-06-19 13:50:17)

O nowej jakości suwalskiej kultury, przenikaniu się sztuk, niezwykle istotnej misji instytucji, a także reakcji na głosy krytyki i oczekiwaniach wobec suwalskich władz - opowiada Wicedyrektor Suwalskiego Ośrodka Kultury, znany muzyk, ceniony artysta i animator kultury - Marek Gałązka Suwalska instytucja kultury zaczęła funkcjonować w nowym budynku. Szybko się okazało, że zmiana, jaka się dokonała, nie dotyczy tylko siedziby. To znacznie więcej. Na pewno do tej pory dużo się działo w Suwałkach w obszarze kultury, ale teraz to niejako wyjście z cienia, działanie na szerszą skalę? W teatrze profesjonalnym obowiązuje zasada koturnu. Kiedy aktor wychodzi na scenę, wszystko, co robi na scenie, daje od siebie, musi podnieść na pewien wyższy poziom, czyli zastosować tzw. koturn. Musi głośniej mówić, szerzej gestykulować, żeby być lepiej widocznym, bardziej wyrazistym. Takie są prawidła gry aktorskiej. Myślę, że w Suwałkach zyskaliśmy właśnie taki koturn w obszarze kultury, dlatego powinniśmy zacząć zupełnie inaczej myśleć o wartościach artystycznych prezentowanych wydarzeń. To, co do tej pory działo się w Suwałkach w zamkniętych przestrzeniach, które były adaptowane do potrzeb działań artystycznych - czy to była aula PWSZ-u, czy jakaś sala gimnastyczna, czy nawet aula szkoły muzycznej – nie dawało nawet 20 procent możliwości, które posiada Duża Scena, ten obiekt i ten projekt architektoniczny. Tak samo my - pracownicy kultury, powinniśmy podnieść sztukę na dużo wyższy poziom prezentacji, a naszym działaniem doprowadzić do tego, żeby wśród mieszkańców Suwałk uczestnictwo w sztuce zajmowało znaczące miejsce w ich codziennym życiu. Nie można w tej chwili, moim zdaniem, pozwolić sobie na stare, zachowawcze myślenie. Ja na szczęście nie mam kompleksów w tym zakresie. Nigdy nie miałem. I dlatego w swojej wizji programowej proponuję rzeczy najbardziej, moim zdaniem, wartościowe i pasujące do tego w pełni nowoczesnego i profesjonalnego miejsca. Mówi Pan o „zamkniętych przestrzeniach”. Czy Suwalski Ośrodek Kultury wyznaczył sobie za zadanie właśnie „otwartość”? Można to było przynajmniej odczuć podczas Festiwalu Otwarcia, zwłaszcza w trakcie happeningu przygotowanego przez młodzież… Generalnie koncepcja jest taka, żeby to miejsce było jak najbardziej otwarte i żeby dało się jak najszybciej oswoić mieszkańcom. I taki był też zamysł trzydniowego Festiwalu Otwarcia. Nie było to zwykłe przecięcie wstęgi i pokazanie jakiegoś jednego przedstawienia. Była to natomiast próba prezentacji tego, co wartościowe w różnych gatunkach sztuki i adresowane do różnej publiczności. Właściwie do całego przekroju naszej lokalnej, suwalskiej społeczności. „Skrzypek na dachu” trafia do szerokiego widza i ma wszelkie znamiona klasycznej kultury popularnej, na gruncie polskim stworzył go zresztą Jerzy Gruza, znakomity reżyser, który w naszej popkulturze ma znaczącą pozycję. Natomiast koncert Tomasza Stańki z orkiestrą Aukso, projekt specjalnie przygotowany na Otwarcie, jest z kolei przykładem absolutnej top kultury. Tutaj akurat mieliśmy okazję znaleźć się na artystycznych szczytach. Natomiast to, co zaproponowaliśmy w postaci „Koncertu na ścianie”, całego festynu przedpołudniowego ze spektaklami dziecięcymi i z happeningiem zorganizowanym przez młodzież Suwalskiego Ośrodka Kultury, to jest to, o czym ja myślę w kontekście otwartości. Ośrodek nie zamierza się zamykać, wręcz przeciwnie. Zarówno sam budynek, jak i jego specjalnie zaprojektowane otoczenie - z fontanną i poplenerowymi rzeźbami - doskonale wkomponowały się w zastaną przestrzeń niedawno powstałej dzielnicy, którą na swój użytek nazywam Nowym Miastem w Suwałkach. To miejsce jest konsekwentnie oswajane przez mieszkańców, co mnie cieszy. Doskonale było to widać podczas Familijnej Niedzieli… I to jest fantastyczna rzecz, że ludzie już się do tego miejsca przyzwyczaili, że dobrze im służy, że lubią tu przesiadywać, przychodzić na spacery. A przy okazji zajrzeć do środka, zobaczyć, co się tutaj dzieje. Dobrze się tu czuje młodzież, która zaczęła zajęcia. To widać, że nie ma w sobie oporów, żadnych barier pod hasłem: „nie pójdę tam, bo to jest jakiś teatr, opera…”. A czy w ogóle były takie obawy? Były. Nie tylko wśród nas, animatorów. Ja osobiście nie miałem obaw, ale kilka osób, również we władzach samorządowych, wyrażało właśnie takie wątpliwości: czy jeżeli zaproponujemy tutaj artystów rangi Tomasza Stańki, czy np. Lecha Janerki (którego chcemy zaprosić w najbliższym czasie jako istotny głos ważnego historycznie i kulturowo pokolenia), to nie odstręczą oni od tego miejsca ludzi. Tymczasem otwarcie pokazało, że jest wręcz przeciwnie. Na przykład Muszelki Wigier - festiwal piosenki i tańca dzieci i młodzieży, które się tu doskonale zaadaptowały, także udowodniły, że młodzi ludzie świetnie się tutaj poczuli. To kwestia szczególnego waloru tego obiektu, o którym nie zapomnieli jego projektanci: z pracowni amatorskiego ruchu artystycznego na wielką scenę mamy naprawdę jeden krok. Plus dodatkowy: obiekt jest pomyślany jako wybitnie interdyscyplinarny, możemy tu robić bardzo różne rzeczy. Właśnie o tę interdyscyplinarność, w kontekście widowiska „Od wschodu do zachodu słońca”, chciałam zapytać. Wcześniej nie było chyba w Suwałkach możliwe, aby połączyć w taki sposób sztuki, by nawzajem się oświetlały, przenikały, dzięki temu dawały nową jakość? Zawsze interesowała mnie w sztuce interdyscyplinarność. Może dlatego, że wyrosłem na offowym teatrze lat 70. Sam byłem skromnym uczestnikiem tego teatru, czy jeszcze w czasach studenckich we Wrocławiu, czy później, kiedy podjąłem pierwszą pracę w charakterze instruktora teatralnego w Olecku i założyłem Teatr AGT w 78 roku. Ta interdyscyplinarność była dla mnie oczywista, naturalna, była przedłużeniem tego, co się działo wtedy w europejskim teatrze. Teatr, jak żadna inna ze sztuk, jest właśnie takim miejscem, gdzie wszystkie dyscypliny sztuki się doskonale uzupełniają, integrują, dopełniają. I taki obiekt jak SOK, doskonale wyposażony, bardzo dobrze zaprojektowany, stwarza niebywałe możliwości działań interdyscyplinarnych, wzajemnego przenikania się poszczególnych sztuk. Dzisiaj, w świecie współczesnej kultury, żadna dyscyplina sztuki nie jest odrębna, wysublimowana z kontekstu innych dyscyplin. W festiwalach, w których brałem udział i które sam organizowałem, zawsze interesowała mnie ich interdyscyplinarność. Pod tym kątem układałem program moich autorskich festiwali, Sztamy czy Przystanku Olecko. Przystanek to był w ogóle multidyscyplinarny festiwal, bo on sięgał dalej niż sztuka. To była tylko jedna ze sfer tego festiwalu, bo tam była i ekologia, i działania integracyjne z pogranicza psychoterapii, i wydarzenia o charakterze rekreacyjno-sportowym itd. Jestem wielkim zwolennikiem takiego przenikania się efektów twórczej aktywności. Bardzo się cieszę, że otoczenie wokół budynku SOK stwarza też takie możliwości. Jeszcze nie raz, nie dwa, mam nadzieję, uda się mieszkańców Suwałk zadziwić tym, co może się dziać wokół obiektu, na dachu, na ścianie, w środku, i że to wszystko może się odbywać symultanicznie. Jednocześnie w różnych punktach, w różnych miejscach. I że może dotyczyć bardzo różnych artystów i przestrzeni artystycznych. I dostarczać mnogości wrażeń, otwierać szerokie pole interpretacji… Nic tak nie rozwija horyzontów emocjonalnych jak twórczość, jak sztuka, jak obcowanie z kulturą, z jakością estetycznych przeżyć. Jeśli to jest jeszcze bardziej szerokie, w sensie interdyscyplinarności i głębokie - dzięki poziomowi, obcujemy wtedy z animacją i edukacją artystyczną z prawdziwego zdarzenia. Jest to kwestia odpowiedniego, spójnego i dynamicznego zarazem programu artystycznego. Animo znaczy „tchnąć ducha”. W jaki sposób…? No właśnie, poprzez wartościową sztukę. I my chcemy coś takiego zaproponować. A kiedy jest wartościowa? Wtedy, kiedy ma niesamowitą energię, ekspresję i wyzwala emocje, a jednocześnie ma pasję, ma prawdę w sobie. Skoro mamy obiekt, który stwarza możliwości profesjonalne, pozwólmy tu działać także amatorom! Dla mnie działanie w sztuce, w kulturze to z jednej strony twórczość, którą uprawiam, a z drugiej właśnie praca animatora czy nawet menedżera kultury, a w sumie to - praca „amatora” - pasjonata swojej profesji. Zależy mi na tym, aby zarazić takim myśleniem i współpracowników, i uczestników życia kulturalnego w Suwałkach. Właśnie też Pana nazwisko jest pewnym magnesem. Pojawił się nawet taki znamienny wpis na stronie facebookowej SOK: „Polecam. To przecież Marek Gałązka!”. Miło mi. Ja chciałam zapytać, jak się ma Pana praca w Ośrodku do pracy twórczej. Czy nie trzeba poświęcać jednej na rzecz drugiej. Czy może przeciwnie: jedna dla drugiej stanowi z jednej strony źródło doświadczenia, z drugiej - inspiracji? To prawda. Tak jest. Rzeczywiście, pod warunkiem że się zachowuje odpowiednie proporcje i ma się tzw. zdrowe podejście do tych rzeczy… Ale ja nie mam „zdrowego podejścia”, jestem niestety pasjonatem (i pewnie zostanę nim już do końca swojego życia). Nie umiem rozdzielić jednej sfery od drugiej. Teraz zdecydowanie poświęciłem swój czas i uwagę pracy animatora i menedżera. Dopóki to się wszystko odpowiednio nie ułoży i nie zacznie iść swoim trybem, myślę, że będzie moim priorytetem. Ale przyjdzie taki moment… W chwili, gdy pan prezydent Czesław Renkiewicz i pani dyrektor Bożena Kamińska zaproponowali mi współpracę, byłem akurat świeżo po zrealizowaniu mojego najważniejszego chyba dotąd w życiu projektu artystycznego - pierwszej płyty autorskiej od początku do końca. Wydawałem ją wspólnie z artystami z Polski i zagranicy pod hasłem: AUTORSONG. W ten sposób w zasadzie skończyłem pewien etap twórczy i zaczęło mnie ciągnąć z powrotem w kierunku pracy animatora. Tak więc zaproszenie do współpracy pojawiło się w optymalnym czasie – trafiło na podatny grunt . Dzisiaj działam przede wszystkim w tej sferze, co nie przeszkadza mi oczywiście myśleć o dalszej pracy twórczej. Mam nadzieję, że docelowo, kiedyś, będzie się to wszystko dopełniało. Chciałam też zapytać o inną rzecz, o głosy krytyki. Jak Pan na to reaguje i czy w ogóle? Chodzi o sprowadzanie tego całego przedsięwzięcia do takich wymiarów ekonomicznych: „nie stać nas” i tym podobne. Osobiście do tej pory nie spotkałem się z głosami krytyki, dotyczącymi oferty artystycznej. I z tego powodu bardzo się cieszę, bo to znaczy, że właściwie nie ma się do czego przyczepić i idziemy słuszną drogą. I o to chodzi. Wręcz przeciwnie, usłyszałem bardzo dużo ciepłych słów pod naszym adresem jako animatorów i organizatorów, oraz jakości wydarzeń artystycznych, pomysłu na Otwarcie. Natomiast od dłuższego czasu, od ładnych kilku lat w ogóle nie zaglądam na różnego rodzaju fora internetowe, bo one są deprymujące i frustrujące. Generalnie rzecz biorąc: podcinające skrzydła. Szczerze mówiąc, jeśli ktoś mi podsyła linki z takim głosami, to nawet ich nie otwieram. Zdarzyło mi się teraz, ktoś podesłał - świeża sytuacja, otworzyłem. Przeczytałem parę głosów, które w większości właśnie były frustrujące albo wykonane przez sfrustrowanych ludzi i po prostu przestałem to czytać, bo stwierdziłem, że nie ma tam nic rzeczowego. Szczególnie jeśli chodzi o tę całą kampanię pod tytułem ekonomia, „nie stać nas”, „po co taki wypas w Suwałkach?”, chciałbym wspomnieć tutaj słowa wykonawcy, firmy, która ten obiekt wykonywała na zlecenie miasta. Duże konsorcjum, korporacja budowlana. Pomyśleli, że być może pewne systemy techniczne, które miały obowiązywać w tej sali, uda im się zastąpić jakimiś tańszymi. Argumentacja była następująca: „A po co wam Bolszoj Teatr w Suwałkach?” No właśnie po to, żebyśmy mogli doświadczać sztuki na najwyższym poziomie, jak w Bolszoj. Bo my nie jesteśmy gorsi i żyjemy w XXI wieku. Jesteśmy w środku północno-wschodniej Europy. I czas najwyższy, żebyśmy mogli uczestniczyć w kulturze i sztuce na poziomie tego XXI w. Żebyśmy młodym artystom z naszego regionu stwarzali takie warunki, które pozwolą im się edukować i wyrażać twórczą ekspresję w takich warunkach, jakie obowiązują w cywilizowanym świecie. Dlatego głosy pod tytułem „po co nam coś takiego”, „kto to utrzyma” itd., to są dla mnie głosy zupełnie niezrozumiałe i przypisuję je właśnie temu gronu wiecznie niezadowolonych, sfrustrowanych malkontentów, którym się nigdy nic nie podoba. Zamiast się cieszyć, że właśnie tutaj w Suwałkach mamy wielką szansę na rozwój dzięki takim obiektom jak Suwalski Ośrodek Kultury na Jana Pawła II, muszą z góry zakładać, że to będzie generować straty, że nas nie stać, że po co nam coś takiego, że Suwałki to prowincja i nie ma potrzeby robienia takich kulturalnych inwestycji. Czyli podłączają się pod głos wspomnianej firmy budowlanej z Warszawy. Nie rozumiem, dlaczego do tej pory w naszym kraju w takich miastach na obrzeżach jak nasze, nie potrafią przebić się do świadomości reguły działalności w społecznościach lokalnych, które obowiązują już od wielu, wielu lat w krajach zachodnich, gdzie teoria animacji społeczno-kulturalnej, w ogóle teoria animowania w różnych dziedzinach życia społecznego, jest najważniejsza i obowiązująca w praktyce. Gdzie stawia się na kreację w środowiskach miejskich, mniejszych i większych. Gdzie np. Zagłębie Ruhry, które padło i skończył się wielki przemysł, podniosło się bardzo szybko i powstało tam zagłębie kulturalne, a w starych kopalniach i hutach funkcjonują teatry, sale koncertowe i galerie wystawiennicze, nie handlowe. Także w naszych polskich realiach mamy takie miasta jak Wrocław, Gdynia, Rzeszów, Tarnów ostatnio również Katowice, które walczą o młodego mieszkańca, żeby tam pozostał, stawiając na kulturę, na tzw. przemysł kreatywny, jak choćby w Alwerni pod Krakowem, gdzie stworzono najnowocześniejsze, największe studia filmowe w Polsce. Ja myślę, że czas najwyższy po prostu to uświadamiać mieszkańcom, że bez tego typu obiektów my nigdy nie wyjdziemy z naszego zaścianka, tutaj, w tym miejscu Europy. To wspaniale, że mamy skanseny, takie, jak miejsca gdzieś w okolicach Żytkiejm, Wiżajn, gdzie żywy duch nie postępuje i że turyści, którzy kochają taką indywidualną turystykę, chcą tam pojechać. Ale z drugiej strony musimy mieć coś takiego, co pozwoli nam normalnie żyć, normalnie funkcjonować we współczesności i zaoferować gościom z Polski i zagranicy: z Moskwy, Nowego Jorku i Warszawy sztukę i uczestnictwo w kulturze na najwyższym moskiewskim, nowojorskim, warszawskim, czyli normalnym poziomie. Jeśli nie powstało tu centrum wydobycia rudy, a takie były przymiarki w latach 70., to niech nasze miasto postawi na: „wydobycie” ekspresji i energii, aktywność i kreację swoich mieszkańców, na nowoczesną naukę, informatykę, na sport, turystykę i współczesną kulturę i sztukę. Teraz natomiast sam budynek stanowi inspirację, także dla środowisk przedsiębiorców, środowisk biznesowych. W przestrzeni SOK odbyły się przecież Targi Budowlane. Zatem ta przestrzeń staje się jeszcze bardziej uniwersalna. W dzisiejszym współczesnym świecie wszystkie sfery działalności, aktywności i ekspresji twórczej, tak się wzajemnie doskonale przenikają, że nie przeszkadza jedno drugiemu, wręcz nadaje nowych znaczeń, kreuje nowe wymiary. Od dawna np. wystawy sztuki współczesnej odbywają się np. w fabrycznych przestrzeniach, a targi designu pojawiały się na scenach operowych czy teatralnych. Popkultura współczesna, jeśli tylko nie jest zmanierowana, zindoktrynowana i zmanipulowana przez media, szczególnie w tym zakresie „kreatywną” telewizję, jest szeroko otwarta. Wiemy o tym, że zespół Lao Che przyjedzie w sierpniu, cieszymy się. Chcielibyśmy wiedzieć, kogo i czego możemy się jeszcze spodziewać w najbliższym czasie. Najważniejsze są planowane przedsięwzięcia o charakterze festiwalowym. Oprócz tego, że odbędzie się kolejny znakomicie zapowiadający się w tym roku Suwałki Blues Festival czy Dni Suwałk, gdzie np. kolejny kabareton pod hasłem „Wsuwka” będzie się odbywał wreszcie w normalnej przestrzeni scenicznej na Dużej Scenie SOK, planujemy w połowie września festiwal fantastyki. Trzy dni szaleństwa. Ludzi, którzy są tym zainteresowani, pasjonatów są tak ogromne ilości, że w życiu się tego nie spodziewałem. To się będzie nazywało Festiwal Fantastyki Portal Północny Wschód, oczywiście w SOK. W połowie listopada Festiwal Filmowy OBRZEŻA, a pod koniec listopada zaskakujący ze względu na wykonawców (m.in. SDM i LUC) - AUTORSONG FESTIWAL, którego będę gospodarzem. Wstępnie planujemy festiwal młodej, alternatywnej sztuki północno-wschodniej Europy pod hasłem NEON ART - North East on Art, czyli Północny Wschód ku Sztuce. Trudno mi jeszcze powiedzieć, jak będzie, ale przymierzamy się (oprócz prezentacji młodych twórców głównie multimedialnych), do zagrania koncertu solo Katarzyny Nosowskiej czy właśnie wspomnianego wcześniej Lecha Janerki, nie mówiąc o młodych wykonawcach z tej części Europy. Wkrótce wybieram się do Wrocławia rozmawiać z dyrektorem Teatru Capitol Konradem Imielą w celu nawiązania współpracy i ściągnięcia do Suwałk legendarnego musicalu. Mówię tutaj o „Hair”. To chyba jedno z większych przedsięwzięć, jakie planujemy. Chcielibyśmy przynajmniej raz w kwartale pokazać jakieś duże widowisko musicalowe. Może jeszcze w tym roku Monty Python z zaprzyjaźnionej z nami już Gdyni, oczywiście powtarzamy jej Skrzypka już w lipcu 22, 23 i 24. No i cała sfera przedstawień związanych z projektem Teatr Polska, gdzie pokażemy kilka naprawdę wybitnych przedstawień proponowanych przez Instytut Teatralny Ministerstwa Kultury. Między innymi znakomite „Trash Story” Marcina Libry z dawnego Biura Podróży zrealizowane w Teatrze Lubuskim w Zielonej Górze. Nb. bardzo wiele się dzieje w sferze teatru w Polsce właśnie na tzw. prowincji. Już nie Warszawa dominuje: jest Wałbrzych, Bydgoszcz, ostatnio coraz bardziej interesująco jest w Białymstoku. Marzy mi się, żeby na naszej scenie powstały większe produkcje artystyczne, teatralne, nasze własne, niż wspomniane wcześniej widowisko „Od wschodu do zachodu słońca”. Dużo myślę i pracuję nad tym. Kalendarz jest właściwie do końca roku wypełniony. Oprócz Lao Che, wcześniej 9 sierpnia Katarzyna Groniec, we wrześniu Raz Dwa Trzy, itd…, itp… Nie zapominamy o najmłodszych i trochę starszych. Już niedługo punkowy Janosik w wykonaniu Teatru Lalka z Warszawy oraz głośny Jaś i Małgosia wg Jana Brzechwy z zaprzyjaźnionej Opery Podlaskiej - interaktywne przedstawienie muzyczne z dziećmi. Przymierzamy się też do realizacji dużego festiwalu jazzowego. Tomasz Stańko i jego koncert pokazał, że wysokiej jakości jazz ma tutaj absolutnie znakomitą publiczność i na taki festiwal sądzę, że mielibyśmy pełną salę. Projekt powinien zaistnieć już w przyszłym roku, a na przyszły rok w ogóle jest sporo takich ciekawych pomysłów. Na koniec, w kilku słowach: jak określić misję instytucji, tego odmienionego Suwalskiego Ośrodka Kultury? Misja jest właściwie jedna: animacja społeczno-artystyczna i kulturalna, czyli animowanie społeczności lokalnej poprzez kulturę i uczestnictwo w sztuce wysokiej próby. I teraz, jak my tego dokonamy, jakie metody i techniki zastosujemy, żeby ta społeczność lokalna mogła się dzięki nam rozwijać, to już zależy naprawdę od naszych umiejętności, naszego wyczucia, naszej energii. Możliwości są. Oczywiście bardzo dużo też zależy od pomocy. Przede wszystkim władz lokalnych, które mają ogromne wymagania, często dosyć trudne do przełknięcia, jeśli się ma długofalowe zamierzenia i ambicje, bo władze lokalne myślą, jak każde władze. Takim zaspakajaniem pierwszych potrzeb, ale potrzeby w kulturze to wcale nie są te, które wydają się oczywiste. One nie wynikają z prostych wyników ankiet. To tylko nam się tak wydaje. Proste przełożenie ankietowe powie nam, że mieszkańcy Suwałk chcą: Dody, Michała Wiśniewskiego, Feela, dyskoteki i otwartych imprez z darmowym piwem. A to wcale tak nie jest, bo przykład Blues Festivalu pokazał, że w ciągu 5 lat można wykształcić fantastyczną suwalską - w ilości kilkunastu tysięcy - publiczność, która się znakomicie wkomponowała w przyjezdnych fanów i świetnie tego bluesa czuje. Tak, oczywiście będziemy potrzebowali wsparcia finansowego, ale przede wszystkim potrzebujemy wsparcia, nie chcę tego nazwać górnolotnie - „duchowego”, ale załóżmy - intencyjnego. Wsparcia pod tytułem: róbcie, wierzymy wam, dacie radę! To wy jesteście profesjonalistami - ufamy wam! Ta nasza misja, w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, żeby poprzez twórcze i umiejętne projektowanie, organizowanie i realizowanie naszych działań - „tchnąć ducha” w społeczność i stworzyć z Suwałk miasto, w którym warto pozostać na stałe i realizować własne marzenia. Miasto, które będzie odwiedzane przez miłośników z całej Polski i nie tylko. Żeby Suwałki stały się nazwą mającą swoją markę i renomę. Miejscem, do którego warto przyjechać, bo tu się zawsze coś ciekawego dzieje, są świetni wartościowi artyści i twórcy oraz przyjaźni ludzie, są ekspresyjne i niesamowite pomysły, tu jest dobra energia… Życzymy powodzenia w realizacji tej misji. Dziękujemy serdecznie za rozmowę.


adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=336