http://www.suwalki.info

:: Jeśli sukces, to duży!
Artykuł dodany przez: luki (2005-09-12 14:37:58)


O sportowej klasie i… kasie. O profesjonalizmie i prowincjonalizmie. O tym, jak osiągnąć sukces.
Rozmowa z Jerzym Szleszyńskim, prezesem Suwalskiego i Podlaskiego Okręgowego Związku Badmintona, wiceprezesem Polskiego Związku Badmintona.


– Znamy się od kilku lat i zawsze słyszę po kolejnych sukcesach naszych badmintonistów: „owszem sukces jest, ale nas interesuje sukces naprawdę duży”. Czy dziesiątki tytułów mistrza Polski, medale na mistrzostwach Europy, starty na igrzyskach olimpijskich sportowców suwalskiego klubu to mało?

– To dużo, nawet bardzo dużo, ale rzeczywiście chcemy więcej. Owszem – były medale na mistrzostwach Europy – brązowe. Chcemy medali w innych, szlachetniejszych kolorach. Był udział w olimpiadzie, ale nam się marzy nie tylko udział, ale i sukces.

– Najpierw jednak był początek, od czegoś zaczynaliście. Sukces przyszedł później...

– Jeśli rzeczywiście możemy mówić o dużych osiągnięciach, to dlatego, że ja i inni ludzie związani z suwalskim badmintonem od samego początku wysoko zawiesiliśmy poprzeczkę. Nie tylko w sporcie zresztą. Sponsor naszej wyczynowej sekcji, wielokrotnego mistrza Polski i medalisty klubowych mistrzostw Europy, to spółki Litpol i Malow, którym prezesuje Henryk Owsiejew. To człowiek, który postanowił wprowadzić swoje zakłady do pierwszej ligi gospodarczej. I zrobił to. My już dawno uznaliśmy, że nie wystarczy nam być najlepszymi w Suwałkach, w województwie białostockim czy nawet w kraju. Kiedy to osiągnęliśmy, przyszła pora na sukcesy w Europie i na świecie. Mieszkamy na prowincji, ale myśleć i działać na prowincjonalną modłę, jeśli chcemy mieć sukces duży, nam nie wolno.

– To znaczy?

– Przede wszystkim trzeba zrozumieć, że nikt za nas niczego nie zrobi, nie pomoże, nie załatwi. Jeśli jest tak, że to centrala rozdaje pieniądze, obozy, stypendia, przyznaje organizacje mistrzowskich zawodów – to trzeba w tej centrali być i mieć realny wpływ na podejmowane tam decyzje. Jestem, nie ukrywam, bardzo zajętym człowiekiem, ale jednak muszę znaleźć czas, by działać nie tylko na szczeblu lokalnym, ale również jako wiceprezes Polskiego Związku Badmintona i prezes okręgowego związku. To procentuje. Myślę, że działacze reprezentujący inne dziedziny suwalskiego sportu zbyt często o tym zapominają.

– Czy jednak dążąc do dużego sukcesu, nie zapomnieliście o Suwałkach? W składzie pierwszej drużyny, tej zdobywającej tytuły i medale, jest tylko połowa suwalczan! Grali Litwini, Białorusini…

– A ja jeszcze marzę o Chince lub Indonezyjce! Już to wyjaśniam: Suwałki to w sumie ciągle małe miasto. Miejscowych talentów, tu urodzonych i wychowanych, starczyło na zaistnienie w I lidze. Ale już nie na tytuł mistrza Polski. Polaków, najlepszych w kraju, starczyło na tytuł mistrzów Polski, ale już na medale w czempionatach Europy potrzebowaliśmy wsparcia zawodników z zagranicy. Taka jest prawidłowość światowego sportu. Przy okazji, jeśli gramy na przykład w Pucharze Europy, to mniej jest istotne, kto gra w składzie naszej drużyny. Istotne jest to, że w tejże Europie pokazujemy się jako drużyna z Suwałk, z Polski. I na to zresztą liczy również nasz sponsor. Cieszę się, że tę oczywistą prawdę akceptują obecne władze miasta, które dziś bardziej nam pomagają, niż to było wcześniej.

– Powoli dochodzimy do pieniędzy, bo dziś sport wyczynowy bez pieniędzy obyć cię nie może. Czy z badmintona można żyć?

– Powiem tak: mistrzyni olimpijska z Indonezji Susi Susanti dostała milion dolarów i pałac w Dżakarcie. Duńczyk Christiansen podpisał przed laty kontrakt z producentem sprzętu na 10 milionów dolarów. Dedykuję to tym „znawcom”, którzy ciągle badminton, dyscyplinę olimpijską uprawianą przez miliony na całym świecie, mylą z plażową kometką.

– Ale to największe gwiazdy, a nasi?

– Ci najlepsi mają dochody rzędu kilkunastu tysięcy miesięcznie. Oprócz tego poznali Europę, cały świat. To też się dla młodego człowieka liczy. Jeśli chcą zarabiać tyle, co największe gwiazdy, to muszą te gwiazdy dogonić, sami stać się gwiazdami. Tylko takie cele prowadzą do wielkiego mistrzostwa.

– Wspomniałeś o reklamie dla naszego miasta poprzez badminton...

– Jest naprawdę duża. Wszędzie występujemy jako drużyna z Suwałk. Wszędzie to podkreślamy. A bywamy rzeczywiście na całym świecie. Ostatnio w Pekinie nasi chłopcy – Łogosz i Mateusiak (pula nagród 250 tys. dolarów) zajęli trzecie miejsce wśród najlepszych na świecie. Byli tam jako reprezentanci Polski i naszego miasta. To przykład jeden z dziesiątków.

– Dziękuję za rozmowę i życzę medali. Dla Suwałk.

Rozmawiał: Stanisław Kulikowski - Tygodnik Suwalski




adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=28