http://www.suwalki.info

:: Dalej na wschód już nie uczą polskiego
Artykuł dodany przez: admin (2005-09-05 17:15:58)


Rozmowa z Arturem Zdanio, nauczycielem języka polskiego, przez rok w syberyjskim Ułan-Ude, a od września w suwalskim OHP i Centrum Kształcenia Nauczycieli.

– Co tobą kierowało, żeby wyjechać na Syberię uczyć polskiego?

– Już dawno planowałem pojechać na wschód, żeby uczyć, nie z poczucia misji, ale bardziej z chęci przygody. Wcześniej jeździłem ze Wspólnotą Polską na Litwę – z książkami, ubraniami. Miałem wewnętrzne przekonanie, że można tak ludziom pomóc. I zdarzyło się, że po prostu nie miałem pracy. Przypomniałem sobie o projekcie nauczania języka polskiego na wschodzie i zgłosiłem się. Wcześniej uczyłem polskiego w jednej z suwalskich szkół podstawowych. Pojechałem na kurs. Zapytano mnie, gdzie chcę jechać. Odpowiedziałem, że jak najdalej. Zaproponowano Ułan-Ude, mówiąc, że w krajach byłego Związku Radzieckiego dalej na wschód niema już nauczania w języku polskim. I pojechałem. Pierwszy wyjazd był w połowie kwietnia 2004 roku – do połowy czerwca, następny od końca sierpnia do końca maja tego roku.
Wierzę w znaki, a kiedy leciałem samolotem z Moskwy do Ułan-Ude obok mnie usiadły dwie starsze panie, Buriatki – jedna wydawała się bardzo stara. W trakcie rozmowy okazało się, że jest szamanką i wraca z Moskwy... od lekarza. Spojrzała mi w oczy i powiedziała: „To dobre miejsce dla ciebie”. Nie zrozumiałem co mówiła, przetłumaczyła mi to jej córka. Jak się później okazało – miała rację.

– Czym różniła się twoja praca w Ułan-Ude od tej w Suwałkach?

– Przede wszystkim na zajęcia przychodzili tylko ci, którzy chcieli, nikt ich nie szukał i nie namawiał. Sami przyszli i prosili, żeby zajęć było więcej. Szkoła nazywa się Sobotnio-niedzielna szkoła języka, historii i kultury polskiej w Ułan-Ude, stolicy Republiki Buriacji. Działa od dziesięciu lat. Kiedy przyjechałem tam uczyć, był to tak zwany rok smuty, ponieważ wszyscy najlepsi uczniowie skończyli cykl nauki i wyjechali na studia do Polski, a ci którzy wyjechali wcześniej, jeszcze nie zdążyli wrócić. Trafiła mi się grupa, która w ogóle nie mówiła po polsku, niektórzy znali tylko „Ojcze nasz”. W grupie było około 80 osób, w wieku od lat 7 do 70. To jedyna polska szkoła w Ułan-Ude. Mało kto jednak miał udokumentowane polskie pochodzenie, często jedynie czuli się Polakami. Wystarczyło też, że w rodzinie pojawił się polski wątek, rodzice już wysyłali dzieci na zajęcia. Ja nikogo nie pytałem o narodowość. Za naukę uczniowie nie płacili. Ja dostawałem pensję z ministerstwa i miałem obowiązek uczyć każdego, kto przyjdzie.

– Dlaczego chcieli uczyć się polskiego?

– Niektórzy dlatego, że mama kazała. Wiedzieli, że dawno temu był w rodzinie jakiś Polak. Polak oznaczało zapadnik – człowiek zachodu, lepszy od reszty. To przekonanie wynika stąd, że pierwsi zesłańcy, jacy przyjechali do Ułan-Ude– powstańcy listopadowi i styczniowi – to był kwiat ówczesnej inteligencji, młodzieży, wojskowości. Ludzie aktywni, wykształceni, którzy kiedy tylko przyjechali do Ułan-Ude, zaczęli zakładać stowarzyszenia, sklepy. Mówiło się, że ktoś chodzi ubrany po polsku – to znaczy chodzi ubrany modnie. O piękne polskie kobiety zabijali się miejscowi Rosajnie i Buriaci. I to poczucie przez lata narastało. Nie zniszczyła tego mitu nawet rewolucja październikowa, bo Polacy nadal tworzyli tamtejszą rzeczywistość.

– Jaki był program nauczania?

– Nie miałem żadnego programu, oprócz ogólnych wytycznych z ministerstwa, czego mam nauczyć na poszczególnych latach kursu. Na te same zajęcia przychodzili uczniowie na różnym poziomie zaawansowania, ale nie dzieliłem ich na grupy, starałem się wszystkich pogodzić. Ciekawe były zajęcia z ludźmi najstarszymi, dla których lekcje stały się bardziej spotkaniem grupy towarzyskiej. Zajęcia odbywały się w czwartek, piątek i sobotę, od rana do wieczora. Myślę, że uczniowie czuli się dobrze także dlatego, że nie dostawali tam ocen i nie byli karceni, a szkoły rosyjskie są surowe...
Nie miałem odczucia, że pracuję, bo wybierałem tematy, które mnie też cieszyły. Lubię literaturę i politykę, więc z najstarszymi czytaliśmy prasę z internetu, dyskutowaliśmy, ze studentami czytałem poezję, a z nastolatkami bawiłem się w gry językowe. Zajęcia zawsze okazywały się za krótkie. Ciągnęliśmy tak długo, dopóki nie zgłodnieliśmy, wtedy ktoś biegł do sklepu, kupował jedzenie za składkowe pieniądze i robiliśmy obiad, kolację. A cóż ja innego miałem robić? Kończyłem zajęcia, szedłem do pustego domu, w którym siedziałem sam...

– Jakie doświadczenie z tamtego okresu chciałbyś przenieść do suwalskiej szkoły, w której będziesz teraz uczył?

– Na pewno przydałby się większy luz wobec ucznia. Chciałbym tak ustawić moje metody nauczania, żeby były atrakcyjne, żeby uczniowie przychodzili do mnie dlatego, że chcą, a nie muszą. Jeżeli uda mi się to zrobić, to będzie wielki sukces.

- Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Szyszko - Tygodnik Suwalski

Ułan Ude pod względem liczby mieszkańców jest porównywalne z Białymstokiem. W mieście działają cztery uczelnie. W centrum socrealistyczne budynki murowane sąsiadują z pięknymi, drewnianymi syberyjskimi domami. Przedmieścia są drewniane, kolorowe, sprawiają wrażenie wiejskiej osady. Tutaj wieś spotyka się z miastem.
 




adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=27