http://www.suwalki.info

:: Jestem przekonany, że Suwałki Blues Festival już jest znakiem firmowym miasta i mieszkańców.
Artykuł dodany przez: luki (2010-07-23 11:38:03)

Suwałki Blues Festival to nie tylko koncerty plenerowe, ale także występy w suwalskich klubach, m.in. śniadania bluesowe. Współpraca z restauratorami układa się doskonale, a czy w przyszłości planuje Pan zaangażować w działanie inne suwalskie środowiska? Taka integracja środowisk już jest. Przypomnę, że od dwóch lat z rzędu organizujemy wystawy fotograficzne związane tematycznie z festiwalem. W ubiegłym roku w Urzędzie Miejskim prezentowane były prace Piotra Kopciała, a w tym roku na wystawie zorganizowanej w trzech miejscach: w ratuszu, w Pizzerii-Galerii „Rozmarino” i w galerii „PAcamera” prezentujemy prace kilku suwalskich fotografików. Integrujemy również środowisko muzyczne poprzez umożliwienie występów na festiwalu rodzimych zespołów. Nie myśleliśmy o integracji innych środowisk. Zauważamy zainteresowanie wydarzeniem nie tylko ze strony profesjonalnych fotografików, ale też amatorów, którzy proszą o udzielenie akredytacji. Na dzisiaj innych pomysłów nie mam, ale kto wie. Padła taka propozycja, żeby mocniej promować lokalne zespoły muzyczne - z Suwałk i Suwalszczyzny. Zastanawiamy się nad tym, czy nie rozszerzyć czasu organizacji koncertów na jednej z głównych scen, aby dać suwalskim zespołom bluesowym możliwość występu przed szerszą publicznością. To jest do rozważenia. Świetnym pomysłem okazały się "bluesowe śniadania", na które wstęp był wolny, trochę gorzej wypadły wieczorne koncerty - ceny karnetów okazały się zbyt wygórowane zdaniem wielu suwalczan – chociażby z tego względu, iż bilety obejmowały wstęp na koncerty suwalskich zespołów bluesowych, które zwykle grają w lokalach za darmo, a teraz trzeba było za płacić za wysłuchanie doskonale znanego repertuaru. To prawda, że ceny wejściówek były wyższe od ubiegłorocznych. Bilety wstępu do klubów obejmowały nie jeden koncert a dwa i gwarantowany udział w jam session. Jeśli mamy przeliczać cenę na liczbę koncertów, to kwota ta wyniesie mniej niż 15 złotych. Myślę, że to nie dużo. Warto również pamiętać o tym, iż wszystkie koncerty na scenach głównych – w tym koncerty gwiazd - były bezpłatne. Koszty festiwalu rosną i nie chciałbym, abyśmy doszli kiedyś do momentu, w którym rozwój tego wydarzenia nie będzie możliwy, bo musieliśmy zrezygnować z poziomu artystycznego z powodu braku środków finansowych. Głosy niezadowolenia docierały do nas pierwszego dnia festiwalu - w czwartek. W piątek i sobotę takich skarg nie było, ponieważ w mieście pojawiło się więcej osób przyjezdnych i goście chętnie skorzystali z tych biletów. W klubach grały bardzo ciekawe zespoły z Węgier, Litwy, Słowacji. Organizator musiał ponieść koszty związane z ich zaproszeniem. Wysoki poziom artystyczny festiwalu niestety kosztuje. Ile w takim razie kosztuje festiwal? Festiwal ma największy budżet wśród imprez kulturalnych w naszym mieście. Ale przynosi też zdecydowanie największy i bardzo skuteczny marketing - promocję naszego miasta. Są to chyba najbardziej efektywnie wydane pieniądze na promocję krajową i zagraniczną Suwałk. Bez przesady można powiedzieć, że promocja dociera również za ocean, bo o festiwalu w Suwałkach wie również środowisko bluesowe z USA. Jeśli chcielibyśmy osiągnąć taki sam efekt marketingowy poprzez komercyjne działania promocyjne, to musielibyśmy przeznaczyć na to ogromne pieniądze. Czy każdy kolejny festiwal generuje coraz wyższe koszty? Kolejne edycje notują wzrost kosztów i jest to uzależnione od poziomu artystycznego wykonawców, jakich chcemy gościć na festiwalu. W tym roku wzrost kosztów związany był z rozszerzeniem techniki scenicznej - na terenie festiwalu usytuowaliśmy telebimy, zwiększyła się też liczba klubów, a tym samym liczba artystów, których zaprosiliśmy do udziału w SBF. Musimy liczyć się z kosztami gaż artystycznych, czy kosztami hoteli rezerwowanych dla muzyków. Jeśli mówimy o wzroście jakości festiwalu i jego wielkości, to niewątpliwie musi to być związane ze wzrostem kosztów - stąd właśnie próba sfinansowania wzrastających kosztów wpływami ze sprzedaży biletów. Z jakich źródeł jest finansowany festiwal? W tym roku są to trzy podstawowe źródła: budżet miejski, sponsorzy komercyjni i przychody własne, czyli zysk ze sprzedaży gadżetów festiwalowych i biletów. W poprzednich latach dochodziły też środki z budżetu województwa podlaskiego. Dwukrotnie próbowaliśmy uzyskać dofinansowanie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ale póki co festiwal nie zdobył uznania w opinii oceniających. Pech czy zła wola? Projekt nie został zakwalifikowany do dofinansowania, mimo że uzyskał dobrą ocenę merytoryczną. Stwierdzam to z przykrością. Myślę, że Grunwald nam przeszkodził. Czy trudno jest namówić sponsorów do wsparcia tak dużego wydarzenia muzycznego? Muszę przyznać, że coraz łatwiej. Ta impreza z racji tego, iż ma taki, a nie inny rozmach, poziom i oceny, ułatwia nam rozmowy ze sponsorami. Czy ROKiS ma zamiar wystąpić o odszkodowanie od Alannah Myles, która w ostatnim momencie odwołała występ, tłumacząc decyzję problemami ze swoim agentem? W stosunku do samej wokalistki nie mamy prawa roszczeń. Z takim wnioskiem wystąpimy do menedżera gwiazdy – zgodnie z zapisami zawartego kontraktu. Nie ma więc mowy o ponownym zaproszeniu wokalistki w przyszłym roku? Istnieje taka możliwość. Sama wokalista już po festiwalu ponownie zgłosiła do nas chęć przyjazdu do Polski i zagrania koncertu na naszym festiwalu, przepraszając za powstałe problemy. Ale przed wpisaniem artystki na listę wykonawców będziemy się na tym mocno zastanawiać. Jedynym plusem tej całej sytuacji jest to, że udało nam się nawiązać bezpośredni kontakt z panią Myles, pomijając menedżera. Jako organizatorzy próbowaliśmy ratować sytuację wynikającą z nieporozumień między menedżerem a wykonawcą. W pewnym momencie byliśmy nawet skłonni zapewnić artystce polski zespół muzyczny i wszystkie przeloty. Niestety nie udało nam się jej przekonać. Jeśli zdecydujemy się w przyszłości ją zaprosić, na pewno będziemy kontaktować się z wokalistką bezpośrednio, z pominięciem menedżera. A jeśli chodzi o wykonawców, których mieliśmy okazję usłyszeć - jakie są Pana wrażenia? Jaki koncert podobał się Panu najbardziej i kogo Pana zdaniem od razu pokochała publiczność? Każdy zespół, który wystąpił, ma swoich sympatyków i częściowo oponentów. Każdy zespół prezentuje też inny repertuar, energię i ekspresję sceniczną, styl i wpływ na muzykę. Canned Heat to przecież mężczyźni w wieku mocno średnim, a jednak pokazali klasę. Dali koncert na wysokim poziomie. Spotkałem się też z opiniami, że bardzo sympatycznie został przyjęty Dwayne Dopsie & The Zydeco Hellraisers. Zrobili furorę wśród odbiorców i w ocenie wielu osób, to właśnie oni zasługują na miano gwiazdy tego festiwalu. Czy jest szansa, żeby usłyszeć wykonawcę jeszcze raz w Suwałkach? Po koncercie wiele osób zastanawiało się, czy to możliwe. Nie ukrywam, że myślimy o tym. Notujemy wszystkie uwagi, ponieważ przygotowujemy się powoli do małego jubileuszu. Pojawił się przy tej okazji pomysł, aby pokazać zespoły, które w poprzednich latach zostały najlepiej przyjęte przez publiczność. Mi osobiście wiele radości sprawił zespół, który zastąpił Alannah Myles – Oddział Zamknięty. To była sytuacja podbramkowa. Na 48 godzin przed festiwalem okazało się, że nie mamy jednego z głównych wykonawców i fakt, że polski zespół miał akurat wtedy wolny termin, to ogromne szczęście. W ciągu kilkunastu godzin dograliśmy wszystkie warunki kontraktu, zarezerwowaliśmy wszystkie przejazdy, noclegi, zrobiliśmy promocję – łącznie z powieszeniem plakatów tej grupy. To było mistrzostwo świata. Odbiór publiczności, szczególnie młodych ludzi, był dla nas – organizatorów największą nagrodą. W jaki sposób miałyby być wybierane gwiazdy, które wystąpią podczas jubileuszowego festiwalu bluesowego? Czy będzie to plebiscyt, czy może jakiś inny konkurs, który angażowałby publiczność? Nie wiem czy to będzie atrakcyjne dla widowni i zespołów. Nie zastanawiałem się nad takim rozwiązaniem jak wybór najlepszego zespołu, artysty. Trudno powiedzieć czy wprowadzimy coś takiego do formuły SBF. Czekał Pan na występ Super Chikana. Jak ocenia Pan ten koncert? Muszę przyznać, że jestem troszeczkę zawiedziony. Widziałem występ tego artysty na koncercie kameralnym, kiedy Super Chikan miał większy kontakt z widownią. Swój występ przerywał krótkim żartem, opowiastką o historii swojego życia i o przygodzie z muzyką. Tamten koncert miał atmosferę, tutaj tego trochę zabrakło. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie ten koncert. Wydaje mi się, że publiczności było nieco mniej niż podczas poprzedniej edycji. Jaka frekwencja była w tym roku? Trudno powiedzieć czy było mniej osób. W tym roku telebimy zrobiły swoje - znacznie mniej ludzi przebywało bezpośrednio przed scenami. Sporo osób wybrało pobyt pod parasolami, w wypełnionych po brzegi ogródkach piwnych. Inni ulokowali się na trawie w parku, korzystając z iście piknikowej atmosfery. Myślę, że to nawet lepiej i bezpieczniej – nie było tłumu przed sceną, co od razu stworzyło zupełnie inny klimat odbioru. Powiedziałbym, że na koncertach było mniej suwalczan, ale dużo więcej przyjezdnych. Mieszkańcy miasta korzystali z innych atrakcji – niektórzy wybierali się m.in. na inscenizację bitwy pod Grunwaldem, w regionie odbywały się też imprezy konkurencyjne. Pogoda może również nie nastrajała do tego, żeby od wczesnych godzin popołudniowych przebywać pod scenami. Mówiąc szczerze chyba nie zależy nam na olbrzymiej frekwencji i biciu kolejnych rekordów. Nie o to nam chodzi. Co trzeba zrobić, aby Suwałki Blues Festival stał się naszym znakiem firmowym, żeby przyciągnął do miasta niekoniecznie tylko fanów bluesa? Jestem przekonany, że SBF już jest znakiem firmowym Suwałk i mieszkańców miasta. Nie zależy nam na tym, żeby zmieniać preferencje czy gusta i przyciągać niekoniecznie fanów bluesa. Będzie nam naprawdę miło, jeśli z biegiem czasu ugruntujemy sobie pozycję największego festiwalu w kraju i ci, którzy kochają tę muzykę, zechcą do Suwałk przyjechać. Przyjazd odbiorcy niekoniecznie zorientowanego na bluesa może powodować rozczarowanie. Nam zależy na osobach, które wiedzą po co wybierają się do Suwałk. Oferując tego typu zestaw gwiazd z pewnością docieramy do tych sympatyków bluesa, którzy tego oczekują. Wiemy, że południe Polski to zagłębie bluesowe. Tam jest najwięcej odbiorców naszego festiwalu i do nich chcemy dotrzeć. Na pewno na frekwencję będzie miał wpływ rozwój infrastruktury w mieście. Chciałbym tu wskazać budowę w pełni profesjonalnego parkingu – pola caravaningowego. Wiem, że bardzo wielu Niemców, Szwedów czy Norwegów lubi przyjeżdżać na tego typu imprezy, ale muszą mieć dostęp do hoteli, restauracji czy pól campingowych. Powiedzmy sobie szczerze – dzisiaj Suwałki nie są w stanie przyjąć większej liczby gości. Wszystkie hotele w czasie trwania festiwalu są zarezerwowane dla wykonawców i obsługi technicznej, ewentualnie turystów. Goście festiwalu nie mogą być zakwaterowani w ośrodkach wczasowych, bo tam w tym czasie przebywają osoby korzystające z turnusów. Właściciele kwater prywatnych także niechętnie przyjmują turystów na 2-3 dni. To się zmieni. Lokalni przedsiębiorcy zapowiadają budowę hoteli, a to jest najlepsza okazja, żeby z tych obiektów korzystali odbiorcy słuchający bluesa. A jeśli chodzi o same działania marketingowe? Czy festiwal jest reklamowany na Śląsku, za granicą? Tak, takie działania są realizowane. Festiwal był promowany w Niemczech, na Litwie. Dotarliśmy z informacją również na Węgry. W tym roku o festiwalu było głośno w mediach ogólnokrajowych. Wzmianka o Suwałki Blues Festival pojawiła się w „Teleexpressie”, rewelacyjnie promował nas Program III Polskiego Radia, zorganizowaliśmy kampanię na mega billboardach i  telebimach w całej Polsce – w większych miastach kraju. To są działania, które realizujemy już od pierwszej edycji, ale ich intensywność jest uzależniona od budżetu promocyjnego, a ten znowuż jest uzależniony od ilości środków, które pozyskujemy od sponsorów i ze wspomnianych już wpływów z biletów. Jeśli będziemy w stanie wziąć więcej pieniędzy za bilety, będziemy też w stanie więcej wydać na promocję. Musimy osiągnąć maksymalny efekt przy minimalnych zasobach. Czy ROKiS próbuje zachęcić do współpracy również ogólnopolskie stacje telewizyjne? Stacje telewizyjne nie odpowiedziały pozytywnie na nasze oferty współpracy – takie oferty skierowaliśmy praktycznie do wszystkich telewizji. Budujemy prestiż tej imprezy i stale powiększamy grono jej sympatyków po to, aby któraś ze stacji lub rozgłośni ogólnopolskich uwierzyła, że warto zainteresować się tym projektem. Pozytywne komentarze wpływają na opinię publiczną. Należy pamiętać o tym, że to festiwal, który dopiero się rozwija, który ma już pewną renomę, ale jak widać nie jest uznany na tyle, żeby najważniejsze media pozyskać dzisiaj. Czy plany rozwoju festiwalu przewidują większą aktywizację publiczności? Czy to w formie warsztatów czy kolejnych spotkań jam session. Próby zorganizowania warsztatów były podejmowane w latach poprzednich, ale nie spotkały się z dużym zainteresowaniem publiczności. Ta propozycja nie pojawiła się więc w tym roku. Zrezygnowaliśmy z tej formy aktywności i pozostaliśmy tylko przy formie pokazu sprzętu muzycznego. Myślę, że nie będziemy próbowali na siłę rozszerzać zakresu. Na co możemy liczyć za rok? Po części już odpowiedziałem na to pytanie. Wspomniałem już o piątej edycji, a skoro myślimy już o piątej, to z całą pewnością myślimy też o czwartej. W tej chwili nie mogę podać żadnych szczegółów. Trwają już co prawda dosyć interesujące rozmowy z wykonawcami, którzy są na liście naszych zainteresowań i których nie udało się nam pozyskać w poprzednich edycjach - czy to z racji braku terminów, czy z racji problemów organizacyjno-finansowych lub z powodu braku zainteresowania przyjazdem artystów na pierwszą i drugą edycję festiwalu. Obecna sytuacja jest inna. Mamy już swoją markę. Jako ciekawostkę mogę podać fragment rozmowy z zespołem Canned Heat. Menedżer grupy wykonał telefon do agenta Ten Years After – zespołu, który występował na SBF w ubiegłym roku i zapytał, czy grupa ma zabrać ze sobą swojego akustyka, backline, jakąś większą ekipę, żeby nie było żadnych problemów ze sprzętem, nagłośnieniem. Menedżer TYA odpowiedział, aby zabrali tylko podstawowy sprzęt, bo w Suwałkach wszystko jest przygotowane na bardzo wysokim, profesjonalnym poziomie, są tam specjaliści i sprzęt spełniający wszystkie światowe standardy. To rewelacyjna ocena. Tak, po takiej ocenie Canned Heat wyraził zgodę na występ i potwierdził swój przyjazd do Suwałk. Wyrabiamy sobie pewien prestiż i pewną markę, z czasem będzie nam łatwiej pozyskiwać kolejnych wykonawców. To powoduje otwarcie możliwości na pozyskiwanie kolejnych atrakcyjnych wykonawców. Czasem sami menadżerowie artystów kierują do nas oferty. Wracając jeszcze na chwilę do pytania dotyczącego przyszłej edycji - mogę zapewnić, że spróbujemy zaprosić zespoły, których nie udało nam się poprzednio ściągnąć. Na pewno wystąpi jedna gwiazda polska. Ta formuła sprawdziła się w przypadku TSA w II edycji i w tym roku, gdy zagrał Oddział Zamknięty. Niekoniecznie nawet myślimy o wykonawcy stricte bluesowym - w podobny sposób organizowane są inne festiwale w Europie, podczas których nie zawsze dominuje tylko jeden gatunek muzyczny. Na dziś mogę tylko tyle powiedzieć. Jest za wcześnie, żeby mówić o szczegółach. Dziękuję za rozmowę. (iva, współpraca: KS) Fot. Wojciech Otłowski - www.wojciech-otlowski.pl



adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=189