http://www.suwalki.info

:: Jak powstał SUM?
Artykuł dodany przez: luki (2010-05-18 22:13:29)

Wywiad z Marcinem Siejdą i Pawłem Bydelskim, organizatorami koncertów odbywających się w ramach Suwalskiego Ucha Muzycznego W jaki sposób powstał SUM? Czyim pomysłem było stworzenie tej nieformalnej grupy? Paweł Bydelski: To był pomysł Marcina. Narodził się po udanym koncercie w „Rozmarino”, gdzie grał Szamburski. Był to występ w ramach projektu „Młodzież w działaniu”. Rozmawiałem wtedy z Marcinem i narzekałem, że w Suwałkach nie ma gdzie zorganizować koncertu. Marcin Siejda: Tak, to był 2007 rok. Kontaktowałem się wtedy ze Stowarzyszeniem „Nie Po Drodze”, ponieważ wpadłem na pomysł, żeby w przyszłym roku zorganizować koncert w siedzibie Teatr-Akcji. W czerwcu 2008 roku ponownie odezwałem się do Krzyśka Rudowicza - który był ówczesnym wiceprezesem stowarzyszenia - w sprawie tego koncertu. Stwierdził, że nie będzie z tym problemu. Zapewniłem go o tym, że wszystkim zajmiemy się sami, żeby nie obciążać organizacyjnie stowarzyszenia. Pierwszy koncert odbył się 28 czerwca 2008 r. Wystąpiły wtedy cztery suwalskie zespoły: „Mamroty”, „Fri Stejdż Bend”, „Arbitrium” i „Trash -M”. Logo SUMa i plakat na pierwszy koncert stworzył poproszony przeze mnie o to Wiesław Szumiński. Znak ten funkcjonuje do dziś! Ile pracy włożyliście w zorganizowanie pierwszego koncertu? M.S.: Przed pierwszym koncertem mieliśmy trochę obaw. Staraliśmy się też wymyślić ciekawą nazwę przedsięwzięcia. Chcieliśmy, żeby miała ona związek z Suwałkami i muzyką. Natchnęła nas też trochę hurtownia ryb, która była na dole w budynku obecnej siedziby Teatr-Akcji. Zrobiliśmy burzę mózgów i zdecydowaliśmy się na SUMa - to ciekawy akronim i metafora. Naszym założeniem od początku była organizacja cyklicznych koncertów pod szyldem SUM. Problemem był jednak brak miejsca. Do tej pory nie mamy stałego miejsca koncertowego. SUM pływa więc na różnych wodach. Pierwsze cztery koncerty odbyły się w siedzibie Teatr – Akcji, za co bardzo dziękujemy „Nie Po Drodze”. Początkowo niedogodnością na Sejneńskiej był brak sceny. Zadzwoniłem do „Forte”, wytłumaczyłem o jaką pomoc nam chodzi i jakich materiałów potrzebujemy. Dostaliśmy od firmy całą przyczepę palet i płyt, które sami wybraliśmy. „Forte” bezpłatnie przekazało nam ten materiał i zapewniło transport, ciągnik z przyczepą. P.B.: Scenę budowaliśmy w trójkę: ja, Marcin i Strunka z FSB. Sporo się natargaliśmy, ale warto było. M.S.: Ta scena wykorzystywana jest do tej pory w siedzibie „Teatr-Akcji”. Skończyliśmy jej budowę kilka dni przed koncertem. Od początku wspierała nas Fundacja Miasto w kwestiach formalnych, a Młodzieżowy Dom Kultury bezpłatnie użyczył nam sprzęt nagłośnieniowy do pierwszego koncertu. P.B.: Wszystko było gotowe dokładnie na dwa dni przed koncertem. Scenę podwyższyliśmy przed trzecim występem na Sejneńskiej. Jak duże zainteresowanie wzbudził pierwszy koncert Suwalskiego Ucha Muzycznego? M.S.: Przyszło sporo ludzi, a nie wiedzieliśmy, na jaką frekwencję możemy tak naprawdę liczyć. To była zupełnie nowa inicjatywa w naszym mieście. Kolejny koncert odbył się 13 września, 2008 roku; zaprosiliśmy wtedy dwa hardcorowe zespoły z Olsztyna. Uważam, że to było ciekawe wydarzenie - ten występ był pierwszym od wielu lat, podczas którego zagrały zespoły hardcorowe. Wtedy - Patryk „Pataś” Matyszczyk, dołączył do Suwalskiego Ucha Muzycznego i do dziś prężnie działamy w naszym małym kolektywie (śmiech). P.B.: Ostatnie koncerty hardcorowe odbywały się w „Futerale” przy ulicy Kościuszki, który już od paru lat nie istnieje. Wielka szkoda, że nawet takiej klitki jak „Futerał» czy dawne «Antidotum» w mieście nie ma, aby zorganizować tam koncert. Marzy mi się w Suwałkach takie miejsce jak chociażby Sejneńska Spółdzielnia Jazzowa, bo gdybyśmy mogli zSUMować nasze działania w jakimś stałym lokalu, na mapie miasta pojawiłby się ciekawy punkt na skalę ogólnopolską. Czy chęć pomocy przy organizacji koncertów SUM zgłaszają kolejne osoby? Zauważacie takie zainteresowanie? P.B.: W tej materii wiele się nie zmienia, znaczy ani nikt się nie zgłasza, ani my nikogo nie poszukujemy. M.S.: Większa liczba osób tak naprawdę nie jest potrzebna. P.B.: Tworzymy trio, mamy ustalony schemat działania. Wiemy, co robić. Organizacja koncertu nie jest skomplikowana. Jeśli nie musielibyśmy martwić się o to, czy przyjdą ludzie, to na organizację świetnego koncertu wystarczyłoby nam 3 tys. złotych. M.S.: Mówimy o koncercie muzyki niezależnej, to trzeba podkreślić. P.B.: Przy koncertach pomagają nam „ludzie dobrej woli”, m.in. Marcin Pawlukiewicz z bloga Kulturalne Sejny, który jest naszym kronikarzem filmowym - działa non-profit, dla idei. Tak samo Wojtek Kosynier, który robi fotki podczas koncertów (Wojciech Otłowski - red.), czasem parę fotek pstryknie Maciek Mackiewicz. W jaki sposób wyławiacie zespoły na kolejne koncerty? Czy macie problem z zaproszeniem ciekawych grup do Suwałk? Zdarzyło się kiedyś, że mimo usilnych starań nie udało się wam przekonać zespołu do występu na SUM, czy ktoś wam kiedyś odmówił? M.S.: Jeśli nie udaje nam się zaprosić jakichś zespołów to przede wszystkim ze względu na terminy. Od pewnego czasu to zespoły zgłaszają się do nas, chcą zagrać podczas SUM. Zespoły wyławiany różnymi metodami, każdy słyszał o myspace, Fabryce Zespołów, itp. Czy już można powiedzieć, że Suwalskie Ucho Muzyczne wyrobiło sobie pewną markę? M.S.: Tak, zdarza się, że zespoły same szukają z nami kontaktu. To działa w ten sposób, że grupy z różnych części Polski, które u nas grały, spotykają się przy różnych okazjach i wymieniają się informacjami, sprawdzają na bieżąco w Internecie, co się dzieje w Suwałkach. P.B.: Północny-wschód okazuje się być bardzo atrakcyjny. Zespoły, które od nas wyjeżdżają, mówią, że świetnie im się u nas grało. Publiczność bardzo dobrze odbiera muzykę. Członkowie grup są też zachwyceni miastem – SUM to również świetna promocja samych Suwałk, chociaż może nikt poza nami nie zdaje sobie z tego sprawy, ponieważ to my mamy bezpośredni kontakt z zespołami. Czy powstało już grono wiernych wielbicieli SUM? Czy na każdym koncercie jest ta sama publiczność, czy może grupa słuchaczy zmienia się w zależności od zespołu, który akurat zagra lub od miejsca, w którym odbywa się koncert? M.S.: Wszystko zależy i od zespołu, i od terminu. Czasem eksperymentujemy np. łącząc występ zespoły bluesowego z grupą grającą rock/reggae/ska, jak było w przypadku koncertu: Corner Band i  Jabberwocky. Są widoczni stali bywalcy koncertów SUM. Bardzo to nas - organizatorów cieszy! P.B.: Niektóre koncerty gromadzą dwa pokolenia. M.S.: Ostatnio na bluesa przyszli ludzie w średnim wieku, którzy później świetnie bawili się na występie drugiego zespołu, prezentującego muzykę bardziej młodzieżową. P.B.: Zauważamy, że tolerancja muzyczna suwalczan zwiększa się. M.S.: Sądzę też, że SUM doskonale wypełnia pewną lukę, która powstała w momencie, gdy w Suwałkach zaprzestano organizacji koncertów muzyki alternatywnej. SUM prezentuje muzykę niepopularną, ale bardzo ciekawą. Nie każdy słucha przebojów stacji radiowych - są też tacy, którzy nie chodzą na dyskoteki i to właśnie z myślą o nich organizujemy koncerty. P.B.: To jest właściwie jedyna alternatywa w naszym mieście. M.S. To prawda. W Suwałkach jest sporo zespołów bluesowych, które mają swoją publiczność. Czasem odbywają się w mieście koncerty jazzowe albo rockowe. Zazwyczaj mają miejsce w „Rozmarino” i w Restauracji „Na Starówce” lub w MDK-u, ale koncertów alternatywnych oprócz SUM nikt nie organizuje. Co wyjątkowego można odnaleźć w SUMie? P.B.: Myślę, że nasze koncerty budują tolerancję. Dawniej był podział na punkowców, grungowców, metalowców etc. Teraz tworzą oni po prostu grupę alternatywnej młodzieży. Ważne jest to, że młodzież przychodzi po to, aby posłuchać muzyki na żywo. Ludzie dzięki temu wchodzą w interakcję z muzykami — mogą doświadczyć, że muzyka pełna emocji płynie właśnie do nich. Z głośnika tego nie poczują. M.S.: Młodzi ludzie mogą też porozmawiać z muzykami. Nawiązują z nimi kontakt, budują nowe znajomości. Oprócz tego mogą doświadczyć na żywo stylów muzycznych, których nie grają lokalni muzyczy; np. psychobilly, ska, depresyjne elektroreggae (śmiech). P.B.: Niejednokrotnie zdarzało się tak, że muzycy wychodzili „na miasto” z  publicznością, ponieważ zostali zaproszeni przez jakąś grupę młodzieży. Czy jako organizatorzy SUM staliście się rozpoznawalni? M.S.: Nie mam pojęcia czy jesteśmy popularni. Mnie być może mają ludzie dosyć, ponieważ zapowiadam koncerty i czasem muszę je kończyć ze względu na godz. 22.oo… co nie jest wdzięcznym zadaniem, a publika – wiadomo - chciałaby jak najdłużej się bawić. P.B.: Organizujemy SUM po to, aby ożywić Suwałki. Chcemy, żeby coś się w mieście działo. Nikt z nas nie myśli o laurach - gdyby tak było, to na pewno za każdym razem zwracalibyśmy na siebie uwagę i  podkreślalibyśmy, że to właśnie my organizujemy Suwalskie Ucho Muzyczne. To nie w tym rzecz. M.S.: Nam nie chodzi o to, żeby się lansować. Mamy swoje zajęcia, mamy pracę. Wszystko robimy dla żywej muzyki koncertowej. P.B.: Mnie to pytanie jednak dotyczy. Sobotni koncert (15 maja – red.) był trzecim koncertem „Fri Stejdż Bend”, który odbył się w ramach SUM. Ja jako frontman tej kapeli pewnie uzyskuję jakąś popularność (śmiech). Uważasz, że SUM pomógł „Fristejdżom” w promocji grupy? P.B.: Mogło tak być. Każdy koncert przedstawia zespół publiczności. Zdarza się, że na każdy kolejny koncert przychodzą nowi ludzie, więc to jest dodatkowa promocja. Ponadto zespoły, z którymi zdarza nam się grać, dowiadują się że taki „Fristejdż” sobie funkcjonuje, więc czasami informacja o nas idzie również w Polskę. I to jest z pewnością pomocne w budowaniu społecznej świadomości istnienia kapeli. Grając koncerty u siebie iobserwując reakcje widowni, bardziej wierzę w to, iż nasze piosenki przekazują treść, a muzyka emocje, które trafiają do ludzi. To pomaga w tworzeniu - nadaje mu sens. Chciałbym podkreślić jeszcze jedną rzecz – na koncertach SUM nie zarabiamy, wiele zespołów przyjeżdża w zamian za pokrycie kosztów dojazdu i parę groszy. Nierzadko członkowie zespołów z Polski nocują w naszych prywatnych mieszkaniach. Płacimy przede wszystkim za wynajęcie sprzętu oraz za reklamę i promocję. Suwalskiego Ucha Muzycznego nie organizujemy dla pieniędzy. M.S.: Wiele zespołów zagrało w ramach SUM dla samej muzyki i dla własnej promocji. P.B.: Tak w naszym kraju gra alternatywa. Gdybyście mieli ocenić dotychczasowe koncerty to czy pokusilibyście się o stwierdzenie, że któryś koncert był całkowitym niewypałem lub nie wyszedł tak, jak planowaliście? P.B.: Występ nie, ale wydarzenie tak. Myślę o koncercie „Obiboksów”. To zespół o niesamowitej energii koncertowej i wielkim potencjale. Naszym jedynym błędem było zorganizowanie go w okresie wakacji. M.S.: Koncert odbył się 3 lipca 2009 roku. Kilka razy przesuwaliśmy termin występu. Zrobiliśmy późno plakaty, więc promocja wystartowała z pewnym poślizgiem. Przyszło niewiele osób - może 50. Wakacyjny, urlopowy okres również nie wpływa dobrze na dobrą frekwencję. A ile osób przychodzi zazwyczaj? P.B.: Sto, a czasem nawet ponad dwieście. M.S. W przypadku grupy „Obibox” nie zwrócił się nam nawet koszt samego koncertu, ani nawet koszty zaproszenia zespołu z Warszawy. Suwalskie „Mamroty” zagrały bez jakiejkolwiek gratyfikacji. P.B.: Musieliśmy wtedy dopłacić, chociaż to akurat zdarzało się nam niejednokrotnie. Skąd bierzecie środki na organizację koncertów? M.S.: Nie licząc projektu obejmującego cztery koncerty w ubiegłym roku i warsztaty pn. „SUM Eksperyment”, które zostały sfinansowane z programu „Młodzież w działaniu”, czyli z funduszy europejskich, to pieniądze na organizację koncertów uzyskujemy na zasadzie tzw. bramki. Przychód z biletów musi nam wystarczyć na opłacenie wszystkich kosztów. Parokrotnie koszty koncertu ponosiły kluby, np. Klub 54, ale przychód z wejściówek pokrywał koszty zespołów, nagłośnienia, promocji, itp. Podobnie było w przypadku ostatniego koncertu zespołów „Otako” i „Trulejbas”, który został sfinansowany przez Piotra Bagińskiego, gdzie mimo dobrej promocji wydarzenia nie przyszła odpowiednia liczba osób... Na ten koncert przyszło tylko 65 słuchaczy. Niedawno „Otako” otrzymało prestiżową nagrodę na Festiwalu Polskiego Radia programu II – „Nowa Tradycja”. P.B.: Jeśli na coś nie starcza, to musimy z kimś negocjować. M.S.: Co nie zawsze się udaje. Zawsze jest takie ryzyko, że nie przyjdzie odpowiednia liczba osób. Wynajęcie nagłośnienia jest dosyć drogie, płacimy też za plakaty i za umieszczenie ich na słupach ogłoszeniowych, po drodze wykładamy pieniądze na inne drobne rzeczy potrzebne do zorganizowania koncertu. P.B.: Same słupy generują spore koszty. Nie jesteśmy organizacją pożytku publicznego a grupą nieformalną. M.S.: Czasem działamy z ramienia „Fundacji Miasto”, ale Fundacja nie może zagwarantować nam bezpłatnego rozklejania plakatów, ponieważ nie jest wpisana jako OPP. P.B.: Robimy co możemy, aby rozreklamować SUM. M.S.: Grono naszych patronów medialnych powiększa się, a przecież o to chodzi, aby informacja trafiła tam, gdzie trzeba. Niekiedy to karkołomna robota, ale bardzo fajna. Na pewno daje dużo satysfakcji. Jak dotąd wszystkie zespoły, które wystąpiły w Suwałkach, były zadowolone. Żaden muzyk nie narzekał – zbieramy pochwały za przygotowanie koncertów, muzykom podoba się suwalska publiczność i nasze miasto. P.B. Największy problem mamy z miejscami koncertowymi, musimy kombinować. M.S.: Ale fakt, że jest mało miejsc koncertowych, pobudza naszą kreatywność. To prawda, miejsca koncertów SUM są nietypowe - a to lokomotywownia, a to dworzec PKS. Na dworcu ma podobno odbyć się wyjątkowy koncert. To jedno z wydarzeń, do którego przygotowujecie się od dłuższego czasu. P.B.: Koncert na dworcu PKS zorganizujemy dopiero wtedy, kiedy znajdziemy sponsorów, bo to jest bardzo duże wydarzenie. M.S.: Na razie mamy dwóch sponsorów. Jednym jest firma z Suwałk, a drugim mecenasem jest firma, która będzie miała swój salon w Plazie. Mimo wszystko jest to nadal zbyt mały fundusz, aby zrealizować ten koncert. Plan jest następujący – chcemy zorganizować koncert na dworcu PKS, na zewnątrz. Otrzymaliśmy już zgodę prezesa. Wybraliśmy nawet konkretne miejsce, w którym stanęłaby zadaszona scena o wymiarach 8 na 6 metrów. Gwiazdą będzie Sidney Polak. Być może wystąpiłby wtedy również „Jabberwocky” z Augustowa i „Fri Stejdż Bend” z Suwałk. Chcielibyśmy, aby lokalne zespoły mogły zaprezentować się w tym nietypowym miejscu. Termin koncertu nie jest na razie określony. Koncert na dworcu PKS prawdopodobnie nie odbył się nigdzie w Polsce. Byłoby to pierwsze takie wydarzenie na czynnym dworcu autobusowym. Patronat medialny nad nim objęłyby nie tylko lokalne media, ale też i ogólnopolskie, takie jak: Gazeta Wyborcza, Onet.pl, grupa TVN, może TVP Kultura. Organizacja tego koncertu nie będzie łatwa, sądzę jednak, że oryginalność pomysłu mogłaby przyciągnąć wielu zainteresowanych. Wstęp na koncert byłby oczywiście bezpłatny. Na razie zebraliśmy niespełna jedną trzecią potrzebnej kwoty. Kiedy mógłby odbyć się ten koncert? Przy założeniu, że SUMowi uda się zdobyć potrzebne środki... M.S. Na pewno w wakacje, lub wcześniej. Nie ma obawy, że coś nie wyjdzie. Sidney Polak jest dosyć popularnym artystą. Dodatkową reklamą, która ściągnęłaby publiczność, byłyby plakaty w autobusach PKS – spółka udostępniłaby nam miejsce na reklamę. Ze strony PKS jest widoczne duże zainteresowanie i chęć pomocy w organizacji tego wydarzenia. P.B.: Do wszystkiego trzeba tylko trochę dobrej woli. M.S.: Taki koncert jest kosztowny. Im bardziej znany zespół, tym częściej udziela się w mediach i ma większe wymagania. To jest naturalne. Ile czasu zajmuje wam przygotowanie kolejnych SUMów? M.S.: W ciągu kilku dni nie zorganizuje się koncertu. Każdy SUM poprzedzają kilkutygodniowe przygotowania - nie organizujemy występów, podczas których gra tylko jeden zespół. P.B.: Gdybyśmy mieli zsumować czas samych czynności, które wiążą się ze zorganizowaniem koncertu, to byłoby to kilka godzin. Czy oprócz organizacji koncertów Suwalskie Ucho Muzyczne będzie realizowało kolejne działania, takie jak np. warsztaty, które odbywały się w ramach projektu „Eksperyment”? P.B.: Tak, na pewno. M.S.: Warto coś takiego powtórzyć. Jeśli jakiś projekt uda się wprowadzić w życie, to wówczas mamy ten komfort, że nie doskwiera nam brak funduszy, co bardzo ułatwia sprawę. Możemy wtedy proponować zespołom dobre wynagrodzenie, mamy opłacone nagłośnienie, catering i hotel dla muzyków. Wróćmy do samego projektu „SUM Eksperyment” - w jaki sposób waszym zdaniem Eksperyment wpłynął na środowisko muzyczne Suwałk? P.B.: W czasie trwania Eksperymentu spotkaliśmy kilku nowych muzyków – takich, którzy nie wyszliby na sceny szybko, o ile w ogóle. To był bardzo ciekawy projekt. Nagraliśmy wiele godzin materiału. W Eksperyment był zaangażowany Leszek Kozłowski - człowiek zajmujący się nagłośnieniem i akustyką. Uzyskany materiał można teraz ciąć i miksować, robić z tego jakąś muzykę. Udostępniamy to ludziom do ogólnego użytku. Jeśli ktoś chciałby wykorzystać nagrania, chętnie je udostępnimy. Nie rościmy sobie do nich praw. Chcieliśmy pokazać ludziom, co można robić z muzyką oraz to, że można przyjść i zagrać z nieznajomymi ludźmi coś, co nie mieści się w żadnych konwencjach, nie jest jazzem, bo brak temu techniki, a jednocześnie posiada nieocenioną energię. Przy okazji Eksperymentu zorganizowaliśmy też warsztaty perkusyjne. Prowadził je dobry i znany suwalski perkusista. SUM Eksperyment pozwolił nam na zaproszenie kilku fajnych kapel do Suwałk. M.S.: Takich, których nie udałoby się nam zaprosić metoda DIY-ową. Niektóre z tych zespołów mają już inne oczekiwania, mają swoje stawki i wówczas potrzebowalibyśmy dofinansowania z zewnątrz. Co dalej z SUMem? M.S.: Koncerty SUM są potrzebne. Odpowiedzią na celowość naszej inicjatywy jest fakt, że na koncerty przychodzą zainteresowani ludzie. Jest to publiczność otwarta na różną stylistykę muzyczną, w większości młodzież. Sam w latach szkoły średniej chodziłem na koncerty alternatywnej muzy, które działy się w tzw. PTTKu, na Kościuszki. Ciekawe koncerty odbywały się w latach 90. i teraz chcielibyśmy, żeby dobra muzyka pojawiała się w naszym mieście, m.in., to nas motywuje. P.B.: Zanim zrobiliśmy pierwszego SUMa, to przez kilka miesięcy - nie wiem, czy nie rok - nic się nie działo. Zapotrzebowanie na taką muzykę jest, ponieważ są w Suwałkach ludzie, którzy nie chodzą na dyskoteki. Potwierdzeniem tego jest zwiększająca się z koncertu na koncert frekwencja. Na początku przychodziło ponad 100 osób, teraz przychodzi 150, a czasem 200 słuchaczy. Na ostatnim hardcorowym koncercie było 200 osób. M.S.: SUM wypływa na otwartą przestrzeń. Staramy się organizować coś ciekawego, czego nie usłyszymy w Suwałkach, bo tu nie ma jednak dużej różnorodności muzycznej. Jest to jedna z cech małych miast. Chyba że są młodzi ludzie, którzy grają w garażach jakieś odjechane, dziwne, fajne klimaty. Jeśli tak jest, to dobrze by było, aby wyszli z ukrycia. Serdecznie dziękujemy wszystkim tym, którzy przyczynili się dobrą współpracą do rozwoju SUMa. Wszystkim, którzy pomagali w jakikolwiek sposób w organizacji koncertów i przede wszystkim wspaniałej publiczności! Jesteście cudowni! Dzięki! Każdego, kto ma nowe pomysły lub chciałby pomóc przy organizacji koncertów SUM, zapraszamy do współpracy: [email protected]
Marcin Siejda
Fot. W. Otłowski
Paweł Bydelski
Fot. W. Otłowski
Fot. W. Otłowski
Fot. W. Otłowski
Fot. W. Otłowski
Fot. W. Otłowski
Fot. W. Otłowski
Fot. W. Otłowski
Fot. W. Otłowski



adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=179