http://www.suwalki.info

:: Parkour - bieg to sztuka
Artykuł dodany przez: iva (2010-04-12 13:33:15)

Parkour jest wymagającym sportem – polega na efektywnym przemieszczaniu się przez miasto z użyciem różnych technik. Mimo że do naszego miasta dotarł już kilka lat temu, to suwalscy traceurzy wciąż muszą walczyć z wieloma ograniczeniami. Interwencje policji, a ostatnio wykrzykiwanie wulgaryzmów przez megafon pod adresem młodych ludzi są na porządku dziennym. Adrian Rentel trenuje parkour od 5 lat. Spróbował po obejrzeniu „13 Dzielnicy” i „Yamakashi”. Na początku nie było łatwo - miał różne kontuzje, złamał rękę. - Moja mama mówiła, że się zabiję – wspomina. Razem z nim ten sport trenowało 40 osób. - Wtedy w Suwałkach był boom na parkour. Potem moi koledzy wyjechali, zostałem sam. Zacząłem uczyć młodszych – dodaje. Ghost Town i inne filmy
Łatwo nie jest. Nie tylko ze względu na to, że parkour wymaga ciągłym zmian - „progresu” - jak to określają sami traceurzy. Na porządku dziennym jest niechęć mieszkańców, ciągłe telefony na policję, obrzucanie młodych ludzi wyzwiskami – czasem wykrzykiwanymi przez megafon. Adrian nie rozumie tej wrogości. Dla młodego filmowca – amatora, który swoje pierwsze produkcje prezentował w ubiegłym roku w Kinie „Bałtyk”, parkour jest czymś więcej niż tylko skakaniem po ścianach i ławkach. - To filozofia. Nie chodzi tylko o to, aby ciągle pokonywać przeszkody. Dzięki parkour potrafię ocenić zagrożenie i ryzyko, podjąć działanie. Kocham to, co robię. Parkour to na pewno lepsza forma rekreacji niż palenie i picie. Nie jestem wandalem, ale ludziom trudno to zrozumieć – twierdzi 20-latek. W suwalskiej grupie próżno szukać chuliganów. Koledzy Adriana to młodzi muzycy, ludzie trenujący sztuki walki, taniec towarzyszki, poeci. - Chciałbym dostać się na filmówkę, inni marzą o AWF-ie czy szkole kaskaderskiej – dodaje. Traceur przypomina, że każdy trening jest nagrywany i fotografowany. Nastawienia mieszkańców miasta nie zmienia jednak ani kamera, ani nawet obecność profesjonalnego fotografa. - Niektórym podoba się to, co robimy – wzbudzamy podziw. Inni nas straszą policją albo bez ostrzeżenia dzwonią na komendę. Policjanci za każdym razem spisują nasze dane. Nie uciekamy przed nimi, bo to w niczym nam nie pomoże. Kiedyś na interwencję przyjechał policjant, który sam trenował parkour. Powiedział, że to mu pomogło przejść testy sprawnościowe – wspomina Adrian Rentel. Młody suwalczanin przywykł już do oskarżeń, że w opuszczonych budynkach „pije i ćpa”. Ludzie nie wierzą, że w pustostanach grupa trenuje parkour. - Jeśli jesteśmy przed Urzędem Skarbowym, to nikt się już nie dziwi, ale służby porządkowe i tak są wzywane – policja otrzymuje zgłoszenie, że ktoś boi się podejść do bankomatu, bo przed budynkiem stoi grupa „dresów” – opowiada chłopak. Parkour jest obecny właściwie w całej Polsce – w mniejszych i większych miastach – Warszawie, Olsztynie, Gdańsku, Olecku. - W Piszu jest nawet gorzej niż w Suwałkach, tam policja wypisuje mandaty, ludzie dostają wezwania do sądu. Nie dziwię się, że uciekają przed służbami mundurowymi – dodaje suwalczanin. Adrian uważa, że do uprawiania tego sportu wystarczą dobre buty i dobre chęci. Parkour wymaga intensywnych treningów. Grupa ćwiczy od poniedziałku do czwartku – codziennie 3 godziny, w weekendy nawet 6-7 godzin. - Nie mamy swojego miejsca. Zawsze ktoś nas wygania. Nie oczekujemy nie wiadomo czego, wystarczyłby nam garaż za Fabryką Mebli, moglibyśmy nawet płacić za jego użytkowanie – tłumaczy chłopak. - Chciałbym, żeby ludzie zrozumieli, że nie jesteśmy chuliganami. Doskonalimy nasze ciała i psychikę. Mam nadzieję, że policjanci i mieszkańcy będą traktowali nas ze zrozumieniem – dodaje Adrian Rentel. Krzysztof Kapusta, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji ma mieszane odczucia. - Policja otrzymuje zawiadomienia o wybrykach chuligańskich. Wszystkie zgłoszenia sprawdzamy. Dzwonią do nas ludzie, którzy np. informują nas o niszczeniu elewacji budynku. Za uprawianie sportu nikogo nie będziemy karać, ale co innego, gdy ktoś niszczy mienie, ściany, skacze po ławkach. Jeśli właściciel budynku poinformuje nas o zniszczeniach, to osoby za nie odpowiedzialne, poniosą konsekwencje – tłumaczy policjant. Krzysztof Kapusta sądzi, że traceurzy powinni się ujawnić. - Społeczeństwo powinno wiedzieć, że to grupa młodzieży trenująca dość nietypowy sport, a nie chuligani i wandale – zaznacza. Fot. Daniel Żylinski - www.danek33.pl


adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=175