http://www.suwalki.info

:: Wywiad z Pawłem Pasiakiem i Martyną Letkiewicz
Artykuł dodany przez: luki (2010-01-14 21:53:20)

Rozmowa z Pawłem Pasiakiem - trenerem sekcji bokserskiej i Martyną Letkiewicz - najlepszą pięściarką w Polsce. Jak długo istnieje sekcja bokserska przy Ośrodku Sportu i Rekreacji w Suwałkach? Trener Paweł Pasiak: Powstała we wrześniu 2007 roku. Jakie były początki klubu? Czy wystąpił Pan do OSiR-u z propozycją założenia takiej sekcji? PP: Nie zdążyłem. Chciałem początkowo utworzyć swój własny klub - po powrocie z zagranicy, ale później zdecydowałem się na współpracę z OSiR-em. W tej sekcji bokserskiej jestem od chwili jej założenia. W momencie jej powstania nie posiadałem jeszcze wymaganych uprawnień, ale miałem wiedzę, ponieważ szkoliłem się z zawodnikami, którzy odnoszą sukcesy na świecie. Trenowałem pod okiem bardzo dobrego szkoleniowca. Dopiero po pół roku okazało się, którzy z naszych bokserów mają szansę na drobne sukcesy w tym sporcie Niestety nie dogadywałem się z drugim trenerem, mieliśmy podzielone zdania. Trener miał inną wizję? PP: Problem w tym, że chyba nie miał żadnej wizji, jak widział przyszłość klubu - nie wiem. Sądzę, że bardziej chodziło mu o to, aby boks w ogóle był w Suwałkach. Treningów było za mało, a proces treningu i selekcji przebiegał nieprawidłowo, wolno i bez jakichkolwiek prognoz na przyszłość. Mnie to nie interesowało - walki przegrywane na poziomie Turnieju Mikołajkowego to porażka i wstyd, a także brak motywacji u zawodników na dalszym etapie szkolenia. Wiedziałem, że niektórych zawodników stać na sukces w imprezach centralnych. Chciałem czegoś więcej niż tylko udziału w zawodach w Białymstoku i Ełku, mimo tego że są tam bardzo silne kluby. Nasze drogi rozeszły się definitywnie. Nie miałem jeszcze wtedy tak wytrenowanego zawodnika, ale wiedziałem, że trzeba patrzeć w przyszłość. W boksie zawsze trzeba być krok do przodu, w tym sporcie nie można stać w miejscu, podczas szkolenia zawodników ważny jest każdy miesiąc, nie ma czasu na przerwy, na ferie czy święta, bo potem w ringu liczą się sekundy. A Ty, Martyno, trenujesz w klubie od samego początku? Martyna Letkiewicz: Dołączyłam dwa miesiące po rozpoczęciu pierwszych treningów. Jak zaczęła się Twoja przygoda z boksem? Interesowałaś się tym sportem już wcześniej, czy decyzję o wstąpieniu do sekcji bokserskiej podjęłaś pod wpływem impulsu? ML: Chciałam spróbować, to jest bardzo ciekawy sport. Czy któraś z Twoich koleżanek także trenuje boks? ML: Teraz tylko jedna, ale kiedy zaczynałam dziewczyn było więcej. W zajęciach uczestniczyły koleżanki z mojej klasy, jednak zrezygnowały z treningów. Widocznie było za ciężko. PP: To raczej brak charakteru... Czy nikt z twoich znajomych nie dziwi się ze wybrałaś boks? Jesteś dziewczyną i w dodatku radzisz sobie świetnie tym sporcie, jesteś lepsza niż większość chłopaków z klubu bokserskiego. ML: Teraz ludzie mi gratulują, choć na początku trochę się dziwili. Niektórzy myśleli, że moje zwycięstwa to była kwestia szczęścia. Kiedy odbyły się kolejne imprezy, to zmienili zdanie. Znajomi czasem pytają, czy to tak łatwo. Odpowiadam - no tak, łatwo... (śmiech). Wiele osób zachęcałam do tego sportu, brały nawet udział w moim treningu, a na kolejnym już żadna z nich się nie zjawiła. Jakie cechy powinien posiadać dobry zawodnik, który ma szansę odnieść w przyszłości sukces? PP: Szkolenie podstawowe zawodnika trwa około dwóch lat. Jeżeli boksuje regularnie na zawodach, to dopiero po tym czasie mogę stwierdzi,ć że to jest zawodnik, który ma szansę na wynik sportowy. Nie mówię tu o jakimś niewyobrażalnym wyniku, ale o tytule Mistrza Polski. Martyna trenuje krócej niż dwa lata, a już jest Mistrzynią Polski. PP: Tylko że z Martyną to była zupełnie inna historia. Martyna i Jakub Krajewski to zawodnicy, którzy zadawali pytania podczas treningów. Nawet jeśli coś im nie wychodziło, to zawsze pytali, czy to dobrze, czy źle... Widziałem, że Martyna już się przejmuje swoimi umiejętnościami i chce to robić jak najlepiej. Postanowiłem wtedy, że dam szansę Kubie i Martynie, poświęcałem swój prywatny wolny czas na pracę indywidualną z nimi. Ona początkowo w ogóle nie nadawała się do tego sportu, właściwie nie nadawała się do żadnego sportu. Nie miała koordynacji ruchowej, siły, wytrzymałości, mogła przebiec tylko dwa okrążenia, wielką trudność sprawiały jej szybkie ćwiczenia siłowe – a wiadomo, że siła i wytrzymałość są w boksie bardzo ważne. Było widać, że jej to przeszkadza. Z każdym tygodniem jej kondycja się poprawiała. Zauważyłem, że ona to lubi i garnie się do tego. Martyny nie musiałem zachęcać, była na każdym treningu. Przez te dwa lata opuściła tylko jeden trening. Jak dużo samozaparcia wymaga uprawianie tego sportu? Na pewno zdarza się, ze jesteś chora, źle się czujesz. ML: Podczas zawodów, kiedy wychodzę na ring, też mogę śle się czuć. PP: Ona mnie potrafi okłamywać. Boksuje z kontuzją i bólem, ale mi nie powie. ML: Mówię, ale po treningu. Musisz kochać boks, a to sport wymagający. Interesowałaś się np.: siatkówką, modelarstwem? ML: Uprawiałam wiele sportów - od dzieciństwa. Na pewno nie takim poziomie, na jakim jestem teraz. Nie szło mi też tak dobrze jak w boksie i żadnego sportu nie pokochałam jak boksu. PP: Martyna ciężko trenowała – ale też dużo indywidualnie – czyli tak jak Kuba Krajewski. Może nawet miałem w stosunku do niej zbyt wysokie oczekiwania, ale jak widać przyniosło to efekt. Na Mistrzostwa Polski jechałem z niepewnością. Moim zdaniem nie była jeszcze gotowa. Martyna nie miała doświadczenia w ringu. W Suwałkach boksowała tylko z chłopakami, w Białymstoku wzięła udział w dwóch walkach, raz walczyła w Kętrzynie. Na mistrzostwa jechaliśmy po to, aby zobaczyć, jak wygląda taka impreza. Nie nastawiałem się na jakikolwiek medal, bo wiedziałem, że obsada jest bardzo silna. Miałem obraz tych zawodniczek, widziałem ich walki. Niektóre z nich miały za sobą 30 - 40 walk, a Martyna – 4. Myślałem wtedy, że nawet jeśli przegramy, to nie będzie to przegrana wysoka. Chcieliśmy przekonać się, na jakim poziomie jest boks kobiet w Polsce. No właśnie – na jakim jest poziomie? PP: Zawodniczki można podzielić na dwie grupy – wszystkie trenują jednakowo, z jednakowym obciążeniem. W kadrze mają tych samych trenerów. Są zawodniczki i bardzo doświadczone, i bardzo dobrze wyszkolone, z kolei innym czegoś brakuje. Nie wiem, czy to kwestia psychiki, czy kwestia fizjologii. Niektóre nie mają szybkości, nie mają odpowiedniej siły ciosów, boją się tych ciosów. Martyna zalicza się do zawodniczek bardziej doświadczonych. Wie, czego chce. Poradziłaby sobie z połową seniorek w naszym kraju. Jeśli nie będzie żadnych problemów i nasza współpraca będzie postępowała tak jak dotychczas, to myślę, że będzie o niej jeszcze głośno. Jakie kluby w Polsce się teraz liczą? Czy Suwałki dzięki sukcesom Martyny pojawiły się na mapie boksu kobiet? PP: Tak. Martyna jest uznawana za najlepszą zawodniczkę w Polsce w kategorii 54 kilogramów. Na Mistrzostwach Polski wagi są zawsze bardzo mocno obsadzone, w każdej startuje kilkanaście zawodniczek. To nie jest tak, że Martyna zdobywa medal z miejsca, bo w zawodach uczestniczą trzy pięściarki .Medal z przypadku nie odnosi skutku motywującego na dalszym etapie kariery. Zadziwiające jest to, że o klubie zaczęło być naprawdę głośno dopiero wtedy, gdy Martyna odniosła pierwszy spektakularny sukces. PP: Też się nad tym zastanawialiśmy. Boks to dyscyplina olimpijska, a nikt w historii suwalskiego pięściarstwa nie miał na swoim koncie takich sukcesów i takich wyników. Martyna to pierwsza pięściarka z Suwałk, która zaszła tak wysoko. Były w Suwałkach inne pięściarki? PP: Była kiedyś jedna dziewczyna, ale z tego co wiem, ona nie odniosła żadnego sukcesu. Boksowała rekreacyjnie, bo na boks nie było wtedy pieniędzy, na kobiety w tym sporcie nikt nie zwracał uwagi - a szkoda. Co teraz planujecie? Podobno w grę wchodzi nawet start na Olimpiadzie. Co musicie jeszcze zrobić, żeby w 2012 roku wystartować w Londynie? ML: Jest nam potrzebna ścieżka, a ścieżką jest mój medal na Mistrzostwach Europy albo na Mistrzostwach Świata - obojętnie jaki. PP: Martynie brakuje medalu z imprez międzynarodowych. Myślę, że jest przygotowana i śmiało może startować w Mistrzostwach Europy. Martyna boksowała już z seniorką - mistrzynią Europy i dwukrotną mistrzynią Ukrainy. Ukrainki uznawane są za bardzo silną drużynę, silniejszą może niż Niemki. Martyna walczyła wtedy w zastępstwie za naszą seniorkę, Karolinę Michalczuk – mistrzynię świata w boksie amatorskim. Sam fakt, że zajęła jej miejsce jest bardzo dużym wyróżnieniem. Jakie medale masz już na swoim koncie? ML: (Śmiech). PP: W ubiegłym roku Martyna wygrała wszystkie imprezy w Polsce. Zaczęliśmy od Mistrzostw Polski, potem były Międzynarodowe Mistrzostwa Śląska. ML: Była to jedna z większych imprez, nawet większa niż Mistrzostwa Polski. PP: Martyna potem boksowała w I Pucharze Kobiet w Boksie – zdobyła złoty medal i została najlepszą zawodniczką. W tej chwili przygotowujemy się do kolejnych Mistrzostw Polski. Kiedy odbędą się te zawody? ML: Na początku kwietnia. PP: Mamy nadzieję na finał, na razie nie myślimy jaki będzie medal. ML: Jak to jaki - złoty! PP: To jest właśnie odpowiedź Martyny - zawsze taka sama. Na kilka sekund przed walką pytam, czy ona wie, po co przyjechała. Jeszcze nigdy nie odpowiedziała inaczej. Ona wchodzi na ring i wie, co musi zrobić, żeby zdobyć ten medal. Są tacy zawodnicy, z którymi nie ma kontaktu w czasie walki. Bokser jest tak zestresowany, że nie można się z nim dogadać. Taki zawodnik nie słucha, nie rozumie, co się do niego mówi. W tym sporcie trzeba mieć silną psychikę, żeby ten stres zamienić w siłę. Martyna zrobiła to, co robią zawodnicy na najwyższym poziomie - zamieniła stres w zabawę, ona bawi się boksem. Nie bije się na siłę. Boksuje na bardzo wysokim poziomie, czasami robi w ringu rzeczy, które mnie zaskakują, bo mogą sobie na nie pozwolić zawodnicy z kilkunastoletnim doświadczeniem. Kiedy inni trenerzy naszych przeciwniczek słyszą, ze boksuje Martyna Letkiewicz, to od razu widać zrezygnowanie w całej drużynie. Zawodniczki siedzą ze spuszczonymi głowami, a pięściarka, która ma z Martyna boksować udaje, że wszystko jest w porządku. Na Mistrzostwach Polski Martyna boksowała z bardzo silnymi zawodniczkami. Trafiliśmy na same medalistki Mistrzostw Polski i Europy. Byłem od razu przygotowany na porażkę, ale razem doszliśmy do wniosku, że w ringu nie boksują medale a zawodnik. Fakt, że ktoś jest obwieszony medalami od góry do dołu nie przesądza o wygranej. Trzeba pokazać swoje umiejętności w ringu. Miałaś kiedyś wątpliwości, że możesz nie dać rady fizycznie? ML: Nie, nigdy nie wątpiłam. PP: Martyna była przygotowana fizycznie lepiej niż niektórzy chłopcy. ML: Miałam taką walkę, w której do końca została może minuta, a ja przegrywałam 3-4 punktami. W boksie to bardzo dużo - niektóre zawodniczki zdobywają 1 punkt przez całą rundę. Tę walkę wygrałam. To był ogromny wysiłek – bardziej psychiczny niż fizyczny – świadomość tego, że przegrywam, a do końca kilkadziesiąt sekund. PP: W boksie liczą się tylko czyste ciosy trafione w głowę i tułów. Jeśli wygrywająca zawodniczka zacznie się wycofywać pod koniec ostatniej rundy i unikać walki w ringu, jest już po walce i nie ma szans na odrobienie strat. Wśród bokserów wyróżnia się również Jakub Krajewski. Czy inni zawodnicy suwalskiego klubu odnoszą znaczące sukcesy? PP: Chłopcy są młodsi od Kuby, więc na razie trudno powiedzieć, jak potoczy się ich ścieżka sportowa. W tej chwili są na wysokim poziomie w kategorii młodzików. Trenuję zawodników, którzy boksowali już z pięściarzami z Białorusi - ze szkoły mistrzostwa sportowego. Nasi zawodnicy wygrali te walki, to był dla mnie sygnał, że ci zawodnicy mogą osiągnąć wynik sportowy. Oni boksują dopiero od 1,5 roku. Myślę, że mamy w tej chwili kilku godnych następców naszego Kuby. Ilu zawodników w tej chwili trenuje w klubie? PP: 45 osób. Czy chętnych było kiedyś więcej? PP: We wrześniu 2009 klub liczył 55 pięściarzy. Sami rezygnują czy daje Pan do zrozumienia, że jakieś osoby się do tego sportu nie nadają? PP: Chyba nigdy nie dałem zawodnikowi do zrozumienia, że się nie nadaje. Jeśli przychodzi tylko dla towarzystwa i próbuje udowodnić, jakim to on jest Mistrzem Świata, to dopiero wtedy daję mu coś do zrozumienia. Często rozgrywam to taktycznie. Myślę tu o natężeniu ćwiczeń. Czasem 16-latek nie może sobie poradzić z 13-letnim zawodnikiem. Przez ostatni rok podziękowałem za współpracę prawie 100 młodym chłopakom oraz wymieniłem starszych zawodników bez rokowań na przyszły wynik w boksie. Taki proces selekcji jest konieczny w sportach indywidualnych. Wielu chłopców nie nadaje się do żadnego sportu. Jeśli 14-latek nie potrafi zrobić przewrotu w przód ani wykonać podstawowych ćwiczeń ogólnorozwojowych, nie powinien trenować boksu. Takie ćwiczenia wykonują dzieci z przedszkola. Zrobiłem swoim zawodnikom test dla 8-12-latków i połowa tego sprawdzianu sportowego nie przeszła - to był dla mnie szok. Gdzie jest problem? Młodzież unika aktywności i ćwiczeń? PP: Sądzę, że to głównie wina rodziców. Niektórzy wychodzą z założenia, że dziecko musi mieć komputer, telefon i nie powinno wychodzić z domu - po co ma iść po zeszyt do kolegi, mama zadzwoni za syna, wszystko załatwi przez telefon. Dziecko wolny czas spędza przed komputerem - tak funkcjonuje 90 procent naszych zawodników. Chłopcy z biedniejszych rodzin mają inne podejście. Jeden z zawodników chodzi 8 kilometrów na piechotę na moje treningi. Kuba dojeżdża 35 kilometrów w jedną stronę - mieszka w małej miejscowości, nie ma dostępu do Internetu, co mnie bardzo cieszy, choć Kuba to bardzo dojrzały zawodnik ma na koncie dwa razy tyle walk co Martyna. Oni wiedzą, że dzięki sukcesom w sporcie mogą zajść bardzo wysoko. Z moich obserwacji wynika, że ze 150 zawodników, którzy przewinęli się przez moje treningi, do boksu na dobrym poziomie nadaje się 10-12 osób. Wielu chłopców odpada już na pierwszym spotkaniu - podczas podstawowych badań lekarskich. Mają jakieś wady serca, mają cukrzycę, problemy z tarczycą, ogólnie bardzo złe wyniki. Proszę przypomnieć o jakiej grupie wiekowej mówimy – czy na pewno o nastolatkach? PP: W tej chwili przyjmuję tylko osoby w wieku 12-13 lat. Do badań podstawowych dochodzą jeszcze specjalistyczne badania głowy - przy tych badaniach z 10 zawodników odpada 9. Martyno, jak wygląda twój standardowy trening? Jak przygotowujesz się do mistrzostw? ML: Przed zawodami trenuję 5-6 razy w tygodniu, do tego pływam na basenie. Właściwie cały czas spędzam z trenerem, ewentualnie sama biegam. Trening jest lekki, jeśli się ten sport kocha. Trenuję dla przyjemności, ale wiadomo, że są momenty, kiedy jest ciężko, kiedy się nie ma siły, ale mi to naprawdę sprawia przyjemność. Lubię podejmować wyzwania. PP: Przygotowanie odpowiedniego planu treningowego to jest wielka sztuka. W tej chwili przygotowuję indywidualny cykl treningowy zawodnikom - posługuję się specjalistyczną literaturą, kontaktuję się z wykładowcami Akademii Wychowania Fizycznego. Jak myślisz, czy w ocenie samego trenera Twój trening jest ciężki? ML: Myślę, że tak. Trener sporo ode mnie wymaga, od innych zawodników chyba nie aż tyle. PP: Wymagam od niej więcej, bo wiem, że ją na to stać i brakuje jej niewiele do osiągnięcia bardzo wysokiego poziomu w tym sporcie. Teraz jesteśmy w najtrudniejszym momencie – Martyna jest bardzo dobrą zawodniczką, musi wspiąć się jeszcze wyżej. Jeżeli jest na to przygotowana psychicznie i nie skręci gdzieś po drodze, to na pewno nam się uda. Nie widzę w jej przypadku żadnych przeciwwskazań - ma dobre zdrowie i ma bardzo silny charakter. W tym sporcie znalezienie chłopaka z takim charakterem jest trudne. A znalezienie dziewczyny... PP: Dzisiejsze dziewczyny to są gwiazdy, interesuje je tylko makijaż, dyskoteka i inne cuda. Mówię czasem do Martyny: idź gdzieś dzieciaku, odpocznij sobie, a ona odpowiada, że nie, bo ma jutro trening i musi się wyspać. Po tym można poznać poziom zawodnika. To jest właśnie dojrzała pięściarka. Niektórych satysfakcjonuje brązowy medal z jakichś śmiesznych zawodów, a dla mnie srebrny medal Martyny to porażka, nie sukces. Mierzycie wysoko – czy nie za wysoko? PP: Nie zwariowaliśmy, bo udało nam się wygrać trzy imprezy. To nie była kwestia szczęścia. W każdym turnieju Martyna boksowała w 3-4 walkach, szła do przodu drobnymi kroczkami i nikt nie dał jej medalu w prezencie. Podczas eliminacji do Mistrzostw Europy powiedziałam Martynie coś, czego nigdy nie powinienem był mówić – jeżeli jesteś mistrzynią Polski z przypadku, to przegrasz tę walkę, a jeżeli nie, to pokaż jak boksuje mistrzyni Polski. Czy podczas treningów korzysta Pan z doświadczeń z zagranicy? Czy w Wielkiej Brytanii metody są inne niż w polskich klubach? PP: O porównaniu metod polskich trenerów najwięcej może powiedzieć Martyna, ona trenowała z kadrą narodową. To była dla niej dobra okazja, żeby zobaczyć, co potrafią inne pięściarki. Okazuje się, że są zawodniczki, które trenują kilka lat i umieją mniej od niej. Jeszcze do dzisiaj konsultuję się ze swoim trenerem w Wielkiej Brytanii. Tam uczyłem się od innych zawodników, w klubie spędzałem 3-4 godziny dziennie. Pracowałem tylko 4 dni w tygodniu, żeby mieć czas na boks, ponieważ nie pojechałem tam po pieniądze, a po naukę. Jakie sukcesy ma Pan na swoim koncie? Czy boksował Pan w Polsce? PP: Nie miałem takiej możliwości. Przyszedłem kiedyś na pierwszy trening do klubu, a kilka dni później już nie było sekcji. Uczył mnie mój dziadek, który boksował przed wojną i po wojnie. Pan Krzysztof Skłodowski z suwalskiego Muzeum Okręgowego pokazał mi album ze zdjęciami, który dla muzeum przekazał mój dziadek - jest w nim fotografia z ringu z 1937 roku. Był to mecz bokserski Suwałki – Grodno. Wtedy klub bokserski stał na miejscu Hotelu Suwalszczyzna. W książce pt. „75 lat boksu na Podlasiu” jest fragment o moim dziadku. Brał udział w pierwszym meczu rewanżowym po wojnie, był to mecz Białystok – Suwałki, w którym Białystok przegrał 13:1. Mój dziadek boksował około 10 lat - nawet w obozie jenieckim pod Ełkiem. Myślę, że to, co robię, robię też dla dziadka. Nie wiem, czy ktoś w Suwałkach był takim pasjonatem boksu jak on i ludzie z tamtego okresu. Czy to początek nowej ery boksu w Suwałkach? PP: Tak, zawsze chciałem odbudować boks w naszym mieście. Nie zależy mi na grupie chuliganów, wolę mieć kilku, ale dobrej klasy zawodników. Chcę, żeby o Suwałkach było głośno, żeby zaistniały na mapie boksu w Polsce. Jeszcze teraz podczas zawodów każdy nas traktuje jak wieś. Martyno, masz teraz 17 lat, co będziesz robiła w przyszłości – wyjedziesz na studia, przestaniesz trenować? ML: Nie wyjadę. Już od dłuższego czasu o tym myślę. Chcę zajść dalej i cały czas robić to, co kocham, bo chyba o to chodzi w życiu. PP: Wielu zawodników w młodym wieku robi duży błąd przechodząc na zawodowstwo. Jeden z moich przyjaciół – świetny bokser z Ukrainy - powiedział kiedyś, że to jest bilet w jedna stronę. Jeśli jesteś najlepszy, wszyscy cię szanują, ale jeśli przegrasz, idziesz w odstawkę. W amatorstwie są stypendia, nagrody, z tego można żyć. Stypendium olimpijskie oraz inne dodatki za uczestnictwo w kadrze narodowej i olimpijskiej w boksie to w tej chwili prawie 5 tys. złotych miesięcznie. Osiągalne tylko dla kilku zawodników w Polsce. Amatorski boks uprawia się do 34 roku życia. Czego oprócz zwycięstw można wam życzyć w tym roku? PP: Chyba najbardziej zdrowia, żeby kontuzje omijały zawodników i żeby nasza współpraca z OSiR-em nadal tak dobrze się układała. Na razie trenujemy na hali, bez ringu i liczymy, że sytuacja się poprawi, bo to tak jakby nasi piłkarze grali na polu, a potem weszli na boisko. Dziękuję za rozmowę. (iva)
Gala boksu w Białymstoku

Gala sportu w Suwałkach – Martyna Letkiewicz z Jerzym Kulejem

I Puchar Polski

Mistrzostwa Polski

Mistrzostwa Śląska

Martyna Letkiewicz

Mistrzostwa Śląska - finał

Turniej w Niemczech – złoto i tytuł najlepszej zawodniczki

Gala w Białymstoku – w narożniku z trenerem

Gala w Białymstoku




adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=159