http://www.suwalki.info

:: Najbardziej magiczna ze sztuk
Artykuł dodany przez: admin (2005-06-02 15:58:53)

Rozmowa z artystą fotografikiem Stanisławem J. Wosiem.

– Powiedziałeś kiedyś, że bardziej interesuje Cię popękana ściana niż cukierkowy krajobraz...

– Tak, bo na przykład kiedy widzę, jak w Morskim Oku odbija się słońce czy rośliny, bo to dla mnie są znaki. I na dobrą sprawę symbole są wszędzie. Na tych płytkach na podłodze też by się znalazły świetne faktury. Gdybym miał dużo czasu i wygrał w totolotka, co jest moim marzeniem, to bym te płytki malował jako obrazy dwa na dwa metry. Bliższe jest mi traktowanie rzeczywistości jako wyzwania i inspiracji niż dosłowne jej przenoszenie. Pęknięcie na ścianie czy kamyczek polny mogą być inspiracją do wielkich natchnionych rzeczy. Ponadto są znakami, które świetnie ilustrują naszą kondycję, nasz dramat istnienia, przemijania. Fotografia jest najbardziej magiczną ze sztuk, ponieważ zapisuje ten proces z całą intensywnością. Z największą siłą pokazuje, jacy byliśmy kilka lat temu i jacy jesteśmy teraz. To bolesna konstatacja, bo nikt nie jest szczęśliwy z tego powodu...

Jeżeli ktoś ma umiejętności plastyczne, może spróbować to namalować, narysować, ale efekt nie jest ten sam. Ja też próbowałem to robić. W młodych latach byłem zawziętym abstrakcjonistą. Kiedy jednak pokazywałem moje obrazy mamie, ona mówiła: „To jest ładne, ale namaluj mi wierzby”. Później zawzięcie usiłowałem budować formy, które były zespołem znaków bliskich naturze. Zawsze przegrywało to jednak z najczystszą fotografią kawałka umęczonej rzeczywistości.

– Dlaczego obrazy na Twoich fotografiach nakładają się i przenikają?

– To jest przypisane ludzkiej egzystencji. My nieustannie operujemy przenikaniami się obrazów, nakładamy na czyjeś twarze inne twarze, na jawę nakłada się sen, na rzeczywistość – świat filmowy itd.

Niedawno zrobiłem serię zdjęć „Wileńskie memento mori”. Na jednej z fotografii jest fragment ściany wileńskiej, choć taką samą można spotkać w Suwałkach czy w Raczkach, i na to nałożona jest pisana cyrylicą sentencja z jakiejś tablicy. Podobnych cykli powstało zresztą dużo. Łączę obrazy z różnych miejsc. Nie jestem suwalczaninem „zawziętym”, żeby tylko stąd czerpać inspiracje, choć tutaj znajduję ich najwięcej.

– Czemu nie dokumentujesz upływu czasu portretami ludzi?

– Jestem nieśmiały, jeżeli chodzi o portret. Twarz i ciało ludzkie są pociągające, ale każdy człowiek ma jakieś swoje tajemnice, swoje sprawy. Fotograf musi się zbliżyć do tych tajemnic, do głębi drugiego człowieka. Różne mogą być formy tego zbliżenia. Ja jednak wiem, że nigdy nie będę wiedział o danej osobie tyle, aby fotografując ją, używając swoich formalnych zabiegów, być uczciwym wobec jej wnętrza. Portret musi być spotkaniem w połowie drogi: ty mi dałeś swoją tajemnicę, ja na to nakładam formę, a odbiorca widzi, że ta współpraca ma właściwy wymiar – powstał portret, do którego stworzenia posłużono się prawdziwym mistrzostwem formalnym. Nie oznacza to, że nie dojrzeję do portretu. Wiele razy pytano mnie: czy boisz się ludzi, czy masz im coś za złe? Chyba tak naprawdę to nie kochasz ludzi, bo w większości twoich prac nie ma człowieka. Odpowiadam im, że to nieprawda, bo to wszystko są ślady człowieka, symbole ludzkich obecności czy nieobecności. One są wszędzie. Przecież można mówić o człowieku, nie pokazując go.

– W swoich pracach łączysz techniki fotograficzne z malarskimi. Czy chciałbyś znowu malować?

– Fotografia jest dla mnie w jak najmniejszym stopniu ilustracją tego, co widzimy. Korzystam zaborczo z tych gotowych cudnych zjawisk, które nas otaczają, ale one w największej mierze służą mi do ilustrowania tego, co powstało gdzieś w środku. Dlatego fotografię ostatnimi laty wysunąłem na plan pierwszy. Odczuwam jednak tęsknotę, żeby znów malować, a najbardziej – żeby połączyć fotografię z malarstwem i malować takie obrazy dualistyczne. Fotografie byłyby niewielkich rozmiarów, natomiast stanowiące z nimi całość obrazy byłyby prawie monochromatycznymi płaszczyznami o fakturze, która też w jakiś sposób naśladowałaby rzeczywistość.

– A co myślisz o takich eksperymentach jak na przykład rozdawanie aparatów fotograficznych dzieciom, aby każdy mógł fotografować?

– To jest przepiękne, że fotografia jest w tej chwili taka żywiołowa i masowa. Mnie to bardzo cieszy. A wnioski z każdego fotografowania też zawsze mogą być głębsze.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Szyszko - Tygodnik Suwalski

Wernisaż wystawy „Fotografia” Stanisława Wosia odbędzie się 4 czerwca o godz. 18.00 w galerii PAcamera Regionalnego Ośrodka Kultury i Sztuki.

Za credo fotografowania należałoby przyjąć twierdzenie jednego z fotografików, że jeśli nie zauważysz w promieniu pięciu metrów nic interesującego dla twojej fotografii, to nie zauważysz tego również dalej. Dlatego też wielokrotnie mówiłem, że nie jest ważne, jaka pogoda jest dobra na plener fotograficzny. Wszędzie i zawsze dzieją się cuda fotograficzne i w każdych warunkach oświetleniowych.

Stanisław Woś


adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=14