http://www.suwalki.info

:: Wyrzuciła matkę na bruk
Artykuł dodany przez: iva (2009-09-25 12:28:39)

Jadwiga Radziwiłowicz mieszkała przy ulicy Szpitalnej nr 3 od 1944 roku. 85-letnia suwalczanka nie ma się teraz gdzie podziać, ponieważ jej córka postanowiła „przejąć” nieruchomość. Od powrotu z turnusu rehabilitacyjnego starsza kobieta nie może wejść na posesję – zostały tam jej rzeczy, lekarstwa i żywność. Wszystko dzieje się na oczach policji, która bezradnie rozkłada ręce. Problemy zaczęły się w 2005 roku. Wtedy Tekla Ciszewska zakręciła matce wodę. Jadwiga Radziwiłowicz jest praktycznie niewidoma, ma pierwszą grupę niepełnosprawności, jest chora na astmę. Bez pomocy drugiej córki – Jadwigi Rusińskiej i jej syna, nie byłaby w stanie normalnie funkcjonować. W wrześniu doszło do kolejnego, bardzo nieprzyjemnego incydentu. Wówczas miarka się przebrała. 85-letnia Jadwiga Radziwiłowicz wróciła właśnie z dwutygodniowego turnusu rehabilitacyjnego. Ze względu na zły stan zdrowia, w czasie pobytu w Golubiach koło Ełku towarzyszyła jej córka – Jadwiga Rusińska. Kiedy kobiety wróciły do Suwałk, okazało się, że matka pani Rusińskiej z dnia na dzień stała się bezdomna. Z pokoiku, który zajmowała, wyrzuciła ją własna córka. - Wróciłyśmy 18 września i nie mogłyśmy dostać się do domu. Bramka była zamknięta. Przed dom wyszedł mąż mojej siostry – Kazimierz Ciszewski i oznajmił, że to posesja prywatna – mówi zrozpaczona Jadwiga Rusińska. - Wezwałyśmy policję, przyszła też sąsiadka i znajomi. Chciałyśmy mieć świadków, ponieważ znamy już podłość i złośliwość siostry – dodaje suwalczanka. Nawet obecność policjantów w niczym nie pomogła. - Okazało się, że otwory od zamków zostały zalane jakąś masą i zatkane szpilkami – relacjonuje Rusińska. Kobieta wspomina, że funkcjonariusze poradzili, żeby nie wyważać drzwi, tylko wezwać ślusarza, który wymieni zamki. Za zniszczenie mienia musiałybyśmy płacić. Przyjechał ślusarz, ale wówczas Kazimierz Ciszewski stanął przy drzwiach i nie pozwolił fachowcowi zbliżyć się do zamków. W środku wciąż są rzeczy starszej kobiety, lekarstwa i żywność. 85-letnia suwalczanka opłaca abonament telefoniczny, choć z telefonu nie może korzystać. Z opowieści Jadwigi Rusińskiej wyłania się przerażający obraz. Tekla Ciszewska działa stopniowo i konsekwentnie, uprzykrzając przy tym życie swojej rodzinie. Jak twierdzi J. Rusińska – pomysły poddaje je znana suwalska prawniczka. - Sprawa spadkowa toczy się od roku. Pani mecenas kieruje siostrą, namawia ją do „ustawiania” świadków – na rozprawy przychodzą ludzie z marginesu, którzy nie wiedzą nic o sprawie, a tym bardziej o naszej rodzinie. Pani adwokat chodzi o przeciągnięcie sprawy sądowej w czasie. Jeśli tak dalej pójdzie, mama może nie doczekać rozstrzygnięcia – uważa Jadwiga Rusińska. Nie pomaga wzywanie policji, nie pomagają wnioski kierowane do prokuratury. Kobiety są bezradne. Jadwiga Radziwiłowicz pomieszkuje kątem u córki, u swojej siostry i brata. - Tekla Ciszewska wysyła do sądu oszczerstwa pod moim adresem, pod adresem mojego syna. Twierdzi m.in., że nie zajmuję się mamą, awanturuję się ze szwagrem – mówi Jadwiga Rusińska i zapowiada, że wniesie przeciwko siostrze sprawę o zniesławienie. Tekla Ciszewska jest niewzruszona. Nie chce rozmawiać ani z siostrą, ani z matką. Od kilku dni jest nieuchwytna. Jej mąż – Kazimierz Ciszewski powtarza, że żony nie ma w domu. Zapytamy przez nas o zajścia opisane przez Jadwigę Rusińską szybko ucina rozmowę. - Nie mam nic do powiedzenia. Dziękuję, do widzenia – mówi i odkłada słuchawkę. Następna rozprawa jest 29 września. Jadwiga Rusińska zaczyna wątpić, że problem da się szybko rozwiązać. - Ta sprawa może toczyć się latami – uważa. Jadwiga Rusińska: Moja rodzina otrzymała działkę i stary dom w spadku po pradziadkach. Nowy dom został wybudowany przez Jadwigę Radziwiłowicz i jej męża. W 1969 roku działka i stary dom stały się własnością moją i mojego rodzeństwa. Nowy dom nie został ujęty w masie spadkowej. Właścicielką 2/3 nieruchomości jest Tekla Ciszewska. 1/3 to udział mojego syna. W 2000 roku przeprowadziliśmy podział geodezyjny, wydzielono wtedy cztery działki. Połowę domu otrzymała siostra, a połowę mama. W sprawie o zniesienie współwłasności sąd wydał postanowienie, że wszystko otrzymuje siostra. Nie wskazał jednak, że ma ona zapewnić lokatorom mieszkania. Sprawa spadkowa z udziałem Jadwigi Radziwiłowicz toczy się od roku. Bogusława Bartoszewicz: Nieruchomość przy ul. Szpitalnej 3 została nabyta zgodnie z prawem poprzez sądowne zniesienie współwłasności, a wspomniana starsza pani mieszka razem z córką Jadwigą Rusińską od 2000 r. w bloku przy Emilii Plater W chwili obecnej prawdopodobnie Pani ta chce pozbyć się schorowanej matki, dlatego posuwa się do tak niskich działań jakimi są oszczerstwa w internecie. Więcej: http://kuriersuwalski.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=631:nasza-interwencja-druga-strona-medalu&catid=1:wydarzenia&Itemid=3


adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=139