http://www.suwalki.info

:: Wywiad z Sylwią Hanff, tancerką butoh
Artykuł dodany przez: iva (2009-08-17 11:07:07)



W piątek (14.08) odbył się w Suwałkach pierwszy dzień warsztatów tańca butoh. Jakie są Pani wrażenia?

O wrażenia najlepiej zapytać uczestników. Warsztat był na pewno wyczerpujący.

Wyczerpujący?

Tak, dziewczyny były wykończone. Warsztat jest dosyć duży, można rzeczywiście troszkę popracować - trzy dni po 5 godzin. To czas, w którym można zacząć proces uruchamiania i otwierania ciała. Pracujemy nad świadomością ciała, ponieważ tańca butoh nie tyle mogę nauczyć, ile raczej pomóc każdej z osób uczestniczących zatańczyć swoje butoh. Mogę doprowadzić ciała i umysły uczestników do momentu, w którym butoh się zatańczy, coś się zdarzy, coś się objawi. Butoh jest w każdym z nas i w każdej z osób, które ćwiczą. Na początku warsztaty są męczące, ponieważ to walka z nawykami. Butoh jest próbą przekroczenia ciała społecznego, które jest bardzo ważne i pożyteczne dla nas na co dzień. Funkcjonujemy w rzeczywistości codziennej, wykorzystujemy pewne nawyki, automatyzmy i funkcje, natomiast jeżeli mówimy o sztuce - sztuce tańca, ekspresji, czy o czymś autentycznym dla każdego tańczącego, to musimy „przekopać się” przez te różne nawyki. To trudne i dla ciała, i dla psychiki, bo trzeba zmierzyć się czasem z lękiem czy wstydem.

Czym się butoh i czym jest butoh dla Pani?

Jak już wielokrotnie mówiłam, to jest najtrudniejsze pytanie. Możemy mówić o tańcu butoh
w kontekście historycznego momentu lub geograficznego miejsca, w którym powstało butoh. A powstało 50 lat temu, zostało zatańczone po raz pierwszy przez Japończyków. Japończycy są twórcami butoh, twórcami zainspirowanymi bardzo, bardzo mocno kulturą Zachodu, m.in.: rewolucją artystyczną, filozofią. Tylko że to nie definiuje butoh. Możemy mówić o tym wszystkim i nie dotkniemy jego istoty.

A jaka jest Pani interpretacja?

Moja interpretacja... Najlepiej to pokazać. Butoh można określić jako taniec postmodernistyczny, antytaniec - bez techniki. Tancerz nie opowiada o sobie, nie opowiada swojej historii, to nie jest ekspresja moich przeżyć w sensie psychologicznym. Butoh nie jest przedstawieniem. To jest pewne wydarzenie tu i teraz - to stworzenie przestrzeni w tym miejscu i czasie, bez względu na to, czy to jest improwizacja, czy spektakl wyreżyserowany. To jest właśnie cel i kwintesencja butoh - czasoprzestrzeń wytworzona tu i teraz. Butoh nie jest też techniką. Choreografia w sensie dosłownym czy przenośnym jest partyturą, którą ja wykorzystuję jako klucz, narzędzie do tego, aby coś wydarzyło się tu i teraz.

Od jak dawna zajmuje się Pani butoh?

Od kilkunastu lat - trzynastu lub czternastu.

Jak wyglądało Pani pierwsze spotkanie z butoh? Co Panią najbardziej w butoh urzekło?

Tancerzem butoh trzeba się urodzić. Pamiętam, że zaczęłam intensywną pracę w Teatrze Pantomimy. Zajmowałam się mimem ciała, poszukiwałam czegoś. Czegoś, czego nie mogłam zdefiniować. Ciało było dla mnie pewnym medium. Cały czas szukałam czegoś nieokreślonego. Robiłam trening indywidualny i tańczyłam sobie „coś”. Po czym - jakiś rok czy półtora roku później - trafiłam na spektakl tańca butoh i okazało się, że to właśnie to, co ja tańczyłam. To było olśnienie – stwierdziłam, że znalazłam to „coś”. „Coś”, co ja już trochę znałam. Uczyłam się butoh podczas spotkań z różnymi tancerzami - bardzo ważnymi na świecie [Sylwia Hanff butoh uczyła się u Ko Murobushiego, DaisukeYashimoto, Carlotty Ikedy, Atsushi Takenouchi, Kana Katsury, Tadashi Endo – red.]. Mistrzami, którzy zajmują się butoh od kilkudziesięciu lat. Co mnie urzekło? Po pierwsze to, co jest czasem nieznośne dla widza zachodniego, czyli taka bardzo japońska powolność i bezruch, pewnego rodzaju minimalizm i oszczędność w ruchach. Ta oszczędność oznacza, że każdy ruch jest niesłychanie precyzyjny, nawet jeśli to jest improwizacja.

Nie ma w butoh miejsca na przypadek?

Butoh jest przyzwoleniem, żeby coś się pojawiło - gdzieś tam, w „głębokiej głębi” tancerza. Jest jakby obrane ze wszystkich ozdobników, z czegoś niepotrzebnego. Kolejna rzecz, którą można „dorzucić” do definiowania butoh, to jest pewien rodzaj wrażliwości, sposób odbierania świata. Przychodzi mi na myśl porównanie – kamień leżący w rzece zmienia kształt. Jednak tego nie zauważamy. Wszystko dookoła nas zmienia się w ten sposób. Butoh jest jak mikroskop, to narzędzie do przyglądania się, jak wszystko „płynie”. Wszystko ulega zmianom, my sami się zmieniamy.

Ile osób w Polsce zajmuje się butoh profesjonalnie? Trudno jest określić liczbę tancerzy?

W tej chwili może trudniej niż kiedyś. Od wielu wielu lat butoh w Polsce ma wierną i dosyć sporą widownię. Butoh nie jest dla każdego widza, jak każda inna forma sztuki. Tancerzy było dotychczas niewielu, może pięć osób. Butoh jest trudną formą do uprawiania, niemniej jednak to dobrze, że ludzie pojawiają się na warsztatach. Są to aktorzy, tancerze lub osoby nie związane z teatrem. Butoh może być doświadczeniem rozwijającym dla każdej osoby - jako doświadczanie siebie, czy inny sposób doświadczania świata. Od kilku lat zauważam coraz większe zainteresowanie, ale niekoniecznie przekłada się ono na to, że liczba tancerzy profesjonalnych wzrasta. Być może ma to związek z tym, że zmienia się zarówno taniec, jak i teatr w Polsce.

Czy są jakieś kanony butoh? Czy w trakcie spektaklu tancerz musi mieć kostium, czy wykorzystuje rekwizyty?

Absolutnie nie. Ważnych jest kilka elementów, często pojawia się nagie ciało. W tańcu butoh to ciało ma przemawiać - samo najlepiej. W tańcu, czy teatrze tańca butoh - bo to są różne formy - nie ma żadnych ograniczeń co do kostiumu, rekwizytów, muzyki czy miejsca.

Zajmuje się Pani wieloma rzeczami – jest Pani nauczycielką jogi, tancerką-mim; prowadzi Pani Teatr Limen...

Prowadzę Teatr Limen od 7 lat. Zaczęłam od formy solowej. Pracowałam i pracuję z różnymi osobami. W Teatrze Limen realizujemy projekty, to nie jest stały zespół aktorów. Poza muzykami i plastykami, z którymi współpracowałam, w spektaklach zespołowych pojawiają się najczęściej te same osoby. Zawodowi tancerze, performerzy, którzy pracują też w innych teatrach. Wracam teraz do formy solowej, bo jest ogromna różnica - i od strony performera, ale przede wszystkim od strony widza - w odbiorze i przekazie. To innego rodzaju kontakt z widzem, inny kanał komunikacji.

Występowała Pani w spektaklach w Teatrze Narodowym, współpracowała Pani również z Operą Narodową. Co najbardziej zapadło Pani w pamięć, czy korzysta Pani z tamtych doświadczeń?

Tak, współpracowałam. To akurat były teatry instytucjonalne, ale współpracowałam też
z tetrami niezależnymi. W teatrach dramatycznych czy muzycznych pojawiałam się w zupełnie innych rolach. Miało to związek z moją pracą w Teatrze Pantomimy i techniką pantomimy. Gościnnie pojawiałam się w tych miejscach. Są to teatry, gdzie aktor fizyczny nie jest pierwszoplanową postacią, ale potrzebną, bez niego nie byłoby spektaklu. Pracowałam tam na tyle długo, że zdążyłam przejść różne etapy rozwoju zawodowego i na pewno udział w spektaklach był bardzo ważny w moim rozwoju. Bycie na scenie, praca z różnymi reżyserami, spotkania z artystami wysokiej klasy. Miałam szczęście pracować ze wspaniałymi reżyserami - obserwowałam ich pracę, co samo w sobie było ciekawym doświadczeniem dla mnie - jako performerki i dla mnie - jako osoby, która reżyseruje teraz swoje spektakle. Niezwykle ważnym wydarzeniem było dla mnie poznanie Jerzego Grzegorzewskiego. Jego teatr był dla mnie zawsze bardzo istotny. Spektakle Grzegorzewskiego oglądałam kilkakrotnie, po kilku latach zostałam zaproszona do udziału
w sztuce. To było niesamowite. Obserwowałam go przy pracy i obserwowałam fantastycznych aktorów, którzy z Jerzym Grzegorzewskim pracowali przez lata. Był to specyficzny reżyser i bardzo specyficzny, autorski teatr. Ta praca i możliwość obserwowania bardzo dużo mi dały, bardzo dużo się wtedy nauczyłam.

Jaki spektakl obejrzą w poniedziałek (17.08) suwalczanie? Czy zdradzi Pani, co specjalnego Pani przygotowała?

Będzie to mój nowy spektakl - „Dromenon”, którego premiera odbyła się w kwietniu na festiwalu „Mandala” we Wrocławiu. Nie wiem, co mogę zdradzić. Jeśli podczas spektaklu objawią się jakieś tajemnice, to będą to również tajemnice dla mnie. Zajmuję się teatrem tańca, tym to się różni od tańca butoh, że taniec butoh może zaistnieć jako forma czysto improwizowana. Pojawiam się w danym miejscu, zaczynam tańczyć i sprawdzamy, co się dzieje. Natomiast forma teatru tańca jest już wyreżyserowana, co niekoniecznie oznacza choreografię. Jeśli ta choreografia jest - w pewnym sensie istnieje jako partytura, jako pewnego rodzaju szkielet. Są to punkty, pomiędzy którymi zawsze jest jakaś improwizacja – przestrzeń, w której wszystko może się wydarzyć i nawet mnie to może zaskoczyć. Mam nadzieję, że będzie to ciekawe.



adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=135