http://www.suwalki.info

:: "Sprawa dla reportera” u nas - Elżbieta Jaworowicz zainteresowała się historią rodziny Jakubowskich ze wsi Wersele
Artykuł dodany przez: iva (2009-07-22 14:18:40)

„Sprawa dla reportera” u nas W środę, 1 lipca Z Elżbietą Jaworowicz i jej ekipą spotykam się w Suwałkach. Tuż po dziesiątej razem z matką i siostrą nieżyjącego Sławomira Jakubowskiego, wyruszamy do Wersel. - Ależ tu pięknie. I taki spokój – podziwia widoki dziennikarka. - Taka oaza zieleni i ciszy. Nie długo cieszyliśmy się tą ciszą. Języki poszły w ruch Przed gospodarstwem, które przez kilka pokoleń należało do rodziny Jakubowskich, grupka miejscowych. Są wśród nich przyjaciele nieżyjącego Sławomira, sąsiedzi, krewni. Jadące przed nami auto z Jakubowskimi zatrzymuje się. Do wysiadających podbiegają dwie kobiety: była żona i teściowa Sławomira. Starsza trzyma na ręku jego pięcioletniego synka. Gestykulując, wykrzykują pretensje i żale. Co śmielsi miejscowi włączają się do awantury. Widać, że wieś stoi murem za Jakubowskimi. - Pozwólmy opaść emocjom – Jaworowicz, ruchem ręki, zatrzymuje operatora. Pobożne życzenie. Teraz pretensje sypią się w stronę ekipy. - Nikt tu was nie zapraszał. To jest własność mojego syna. Proszę stąd wyjść, bo zawołam policję – krzyczy była żona Jakubowskiego. Dziennikarka nic sobie z tego nie robi. - Ale my nie przyjechaliśmy do pani, tylko na zaproszenie pani Danuty Jakubowskiej, która ma tutaj prawo przebywać i przyjmować gości. I proszę nie krzyczeć. Hałaśliwa gromada otacza ekipę. Jarosław Rączyński, operator kamery kręci się jak w ukropie i już nie wie, na czyją twarz skierować obiektyw. Usiłuje za nim nadążyć Damian Kostrzewa, dźwiękowiec, zręcznie wywijający mikrofonem na długim kiju. Dziennikarce nie udaje się opanować jazgotu. Fakt, raz puszczone w ruch języki niełatwo poskromić. Dla dobra dziecka? Rej wodzi teściowa Sławomira. Słusznej postury kobieta, z wnukiem na biodrze, energicznie rozpycha stojących, torując drogę do kamery. - Pani redaktor, to jest właściciel gospodarstwa – wyciąga ręce z chłopczykiem w kierunku dziennikarki. Wystraszony maluch tuli się do babki. - Proszę oddać komuś to dziecko – zdecydowanym głosem domaga się Jaworowicz. – Ono nie powinno na to patrzeć. Ale kobiety ani myślą jej słuchać. - To wszystko jego i on ma prawo tu być, a was nikt nie zapraszał - krzyczy starsza. – Jak się pani nie podoba, to niech pani w swoich programach walczy z prawem, które mówi, że dziecko dziedziczy po ojcu – dorzuca młodsza. Miejscowi ruszają do ataku. - One wszędzie włóczą tego dzieciaka. Po sądach i prokuratorach też, żeby robić wrażenie – krzyczą. Chórem wypominają byłej żonie Sławomira, że złapała go na „brzuch” i zostawiła dzień po ślubie, a teraz wydziera Jakubowskim, co się jeszcze da, chociaż pięciolatek dostał piękny majątek. - Chciwe, podłe, bez sumienia. Baby z piekła rodem – wołają. Młody mężczyzna krzyczy: „ To żmije i potwory. Wstyd, że takie nauczycielki uczą dzieci”. Kobiety nie pozostają dłużne i odcinają się ostro. Mlony, stare kawalery – pada w stronę przyjaciół Sławka. Sąsiadkom wypominają podbite przez mężów oczy, niezamężne córki z brzuchami i wszystkie grzechy, jakie pamiętają. Dostaje się każdemu. Wzajemne zacietrzewienie rośnie, padają coraz mniej wybredne epitety. A sukcesor i główny bohater zamieszania uciekł zacietrzewionej babce i siedzi na drodze grzebiąc w piasku. Mundurowi też nie pomogli Jest już po 12.00. Jaworowicz ostro strofuje kłócących się, na moment zapada cisza. - Proszę opowiedzieć nam, jak zginął pani syn – zwraca się do matki Sławomira. Operator kieruje kamerę na niedużą kobietę w czarnym kostiumie. Zanim jednak zdążyła otworzyć usta, obok jest już teściowa syna. Krzyczy, macha rękoma, usiłuje chwycić za obiektyw. - Ten wrzask wszystko zagłuszy. Tu nie da się kręcić, idziemy na podwórko – rzuca dziennikarka i energicznym krokiem rusza w kierunku ogrodzenia. Była żona i teściowa Sławomira są jednak szybsze. Już stoją przy bramie, nie pozwalając jej otworzyć. Starsza każe się wszystkim wynosić. - Nas zaprosiła pani Jakubowska – nie daje za wygraną dziennikarka. Ale je głos ginie w rozgadanym tumie, który wraz z ekipą przeniósł się pod bramę obejścia. I znowu operator z dźwiękowcem dokonują cudów, aby nagrać materiał, a teściowa Sławomira robi wszystko, żeby im w tym przeszkodzić. - Mój syn pracuje w Warszawie u Tuska i u Kaczyńskiego – rzuca bez związku i ku uciesze zebranych. Przez śmiech przebija męski głos. - To się zdecyduj, u którego. Była żona Sławomira wzywa na pomoc policjantów z posterunku w Przerośli. Jeden z mundurowych konsultuje się z kimś przez telefon, po czym oświadcza, że była właścicielka może zaprosić, kogo chce. - Nie będziemy wystawać pod bramą – decyduje Jawoworowicz.- Jedziemy w miejsce, gdzie zginął gospodarz. Za nami, wzniecając tumany kurzu, ruszają miejscowi. - Wreszcie pozbyliśmy się tych okropnych kobiet i spokojnie skończymy nagranie – cieszy się ekipa. Zatrzymujemy się na łące, przy betonowym sercu z figurką Matki Boskiej. Jakubowskie zapalają znicze, ręce tutejszych składają się do modlitwy. Ekipa przygotowuje się do pracy. - One nam nie odpuszczą – mówi Jaworowicz i głową wskazuje za siebie. Obie już są. Nie ma siły, aby je zatrzymać. - Wy bez pytania weszliście na własność mojego syna, to my możemy tutaj – rzuca młodsza. Starsza wpada w jazgot. - Proszę zachowywać się godnie, tu zginął pani zięć – słowa dziennikarki giną w zgiełku. Podczas, gdy matka Sławomira opowiada o dniu, kiedy na łące zobaczyła martwego syna, jego teściowa znowu robi wszystko, aby przeszkodzić w nagraniu. Tutaj nie będzie spokoju. Czas leci, zbliża się 14.00. Jaworowicz zaczyna tracić cierpliwość. Do Warszawy nie pogonią Dziennikarka podejmuje decyzję: jedziemy na posesję sąsiadów. - Chyba nie będą nas gnały do samej Warszawy – rzuca z nadzieją. Zapraszają nas państwo Krupińscy, z pobliskiej wsi Kłajpeda. Ruszamy, a za nami miejscowi. Już wchodząc na podwórko, słyszymy znajome głosy. Właściciele usiłują wyprosić nachalne kobiety, ale te się łatwo nie poddają. Zatrzymuje je dopiero „mur”, utworzony przez mężczyzn trzymających się za ręce. W odległym kącie między zabudowaniami Elżbiecie Jaworowicz udaje się w końcu spokojnie porozmawiać z rodziną Jakubowskich i ich sąsiadami. Wrzawa, którą robią kobiety użerające się z zatrzymującymi je mężczyznami, na szczęście nie przeszkadza w nagraniu materiału. Jest po 16.00, kiedy ruszamy z powrotem do Suwałk. Zmęczeni, zakurzeni i głodni. - Popatrzcie jak tu pięknie…. i wreszcie taka błoga ciszaaa – śmieje się Jaworowicz, kierowca, a reszta z nią. Dziennikarka dzwoni do swojej asystentki, ustala szczegóły dotyczące montażu i terminu emisji, planuje kogo zaprosić do programu. Zaczyna się drugi etap powstawania reportażu z Wersel, który będzie można obejrzeć 3 września wieczorem w programie pierwszym w „Sprawie dla reportera”. Ewa Gawęcka
W obce ręce W jednej chwili runął świat siedemdziesięcioletniej Danuty Jakubowskiej ze wsi Wersele w gminie Przerośl. Straciła ukochanego syna i dach nad głową. Dziedzicem gospodarstwa, będącego dorobkiem pracowitego życia rodziny Jakubowskich, został czteroletni wnuczek. Jego matka wystawiła majątek na sprzedaż. Kobieta nie może przeboleć, że ziemia pójdzie w obce ręce. Kiedy w 1960 roku Antoni Jakubowski przyprowadził żonę Danutę na ojcowiznę w Werselach, zaczęli od zera. Pracowali ciężko, dokupowali ziemię, maszyny, w oborach przybywało bydła. Dochowali się dwójki dzieci. Córka, po matce też Danuta, lubiła się uczyć, a syn Sławek rwał się do gospodarki. Po śmierci ojca, jako dziewiętnastoletni chłopak, został gospodarzem, a wkrótce prawowitym dziedzicem. W okolicy uważano go za dobrą partię: zamożny, przystojny, spokojny, bez nałogów. Małżeństwo przez zasiedzenie Spodobał się dziewczynie z sąsiedniej wsi, a ona też przypadła mu do gustu. Sławkowi nie przeszkadzało, że jest o pięć lat starsza i wykształcona. Ale matka nie miała złudzeń, że miastowa nauczycielka nie będzie pracowała na hektarach. Kobiety nie polubiły się, a gospodarz znalazł się między młotem, a kowadłem. Złego słowa nie dał na dziewczynę powiedzieć, ale do żeniaczki się nie kwapił, chociaż szło mu do trzydziestki. Rodzina Jakubowskich twierdzi, że dziewczyna narzucała mu się, aż po sześciu latach, złapała Sławka na „brzuch”. 17 stycznia 2004 roku młodzi złożyli przysięgę przed urzędnikiem stanu cywilnego. A już w dwa dni potem świeżo poślubiona małżonka zażądała, aby Sławomir odwiózł ją do matki. Na odchodnym rzuciła: weźcie sobie parobka, bo ja u was nie będę robiła. Nigdy już do męża nie wróciła. Po przyjściu na świat syna, Sławomir jeździł do żony, dawał pieniądze na utrzymanie dziecka. Z czasem relacje między nimi zaczęły się psuć. Mimo, że Jakubowscy rozwiedli się w 2006 r. była żona śledziła Sławomira, oczerniała przed znajomymi. Często powtarzała: uważaj, rośnie spadkobierca. Jeszcze przed ożenkiem, w 2003 r., Jakubowski podzielił się ojcowizną z siostrą. Zapisał jej 17 ha ziemi, maszyny i bydło. Uznał, że skoro Danuta razem z nim ciężko pracuje i nie ma swojej rodziny, niech posiada coś własnego, bo z pensji psychologa w suwalskim szpitalu nie da się wyżyć. Dzień 28 kwietnia 2008 r. tragicznie zapisał się w rodzinie Jakubowskich. Sławomir zginął na polu, przygnieciony maszyną, którą naprawiał. Miał 32 lata. Zgodnie z prawem, jego jedynym spadkobiercą został czteroletni synek. Chłopczyk otrzymał 55 ha ziemi, siedlisko z domem i budynkami gospodarczymi, pokaźną sumę z polisy ubezpieczeniowej oraz pieniądze z odszkodowania. Matka, przedstawiciel prawny dziecka, szybko wystawiła gospodarstwo do sprzedaży za niebagatelną kwotę 1.752.000 złotych. Nie przeszkadzało jej, że teściowa ma w domu zagwarantowane dożywocie, a szwagierka dziesięcioletnią dzierżawę na ponad 30 hektarów. Po tym, jak synowa odcięła jej prąd i telefon, Jakubowska opuściła dom w Werselach i zamieszkała u córki w Suwałkach. Siostra Sławomira dostała 24 godziny na zabranie z gospodarstwa swoich maszyn i bydła. Zdaniem rodziny Sławomira, jego była żona nie może darować, że część ojcowizny pozostała w rękach Jakubowskich i nie spocznie, póki wszystkiego nie wydrze. Posypały się więc doniesienia do prokuratury i pozwy sądowe: o sprzedaż siana, o kradzież maszyny, o fałszowanie umów. Jakubowskie, broniąc się, też wnoszą pozwy i skargi. I chociaż obie strony mówią, że marzą o spokoju, nie zanosi się na to, aby szybko zapanował on w Werselach. *** artykuł w całości można przeczytać na suwalki.info pt.” Straciła syna i dach nad głową”.


adres tego artykułu: http://www.suwalki.info/articles.php?id=132