suwalki.info - Suwalski Serwis Informacyjny
Login:
Hasło:
Komentarze do Miasto sprzedaje lokale komunalne....

Skandal, populizm, rozdawnictwo i niegospodarność. - 2018-09-12 10:50:01
Nie bacząc na to, że budownictwo komunalne jest w głębokiej zapaści, że mieszkań komunalnych brakuje, że są wieloletnie kolejki po przydział lokalu komunalnego dla osób, których nie stać na kupno mieszkania bądź nie mają zdolności kredytowej (mówiąc inaczej - ubogich), to prezydent ogłasza rozdanie za pół darmo kilkuset lokali komunalnych. Przedwyborcza łapówka. Co na to Mackiewicz - pewnie nic, bo to temat niewygodny?
zgłoś do usunięcia | autor: ~Robert Grzybiński

Ale bezczelni czekali 4 lata aby kiełbasę wyborcza dać ... Ma tupet ten Czesio - 2018-09-12 11:54:57
Ale bezczelni czekali 4 lata aby kiełbasę wyborcza dać ... Ma tupet ten Czesio
zgłoś do usunięcia | autor: ~negatyw

jełopy - 2018-09-12 13:19:24
Bujajcie się - ludzie mieszkają lata, płacą czynsz, remontują i chcecie ich pozbawić możliwości wykupu mieszkania A ubogim (pomijając wyjątki) jest dziś z reguły ten komu nie chce się pracować. Ludzie dawno na to czekali. Wybory mogłyby być częściej he he
zgłoś do usunięcia | autor: ~on

usunięto przez administratora - 2018-09-12 13:25:37
usunięto przez administratora
zgłoś do usunięcia | autor: brak

~on i inne sieroty po komunie - 2018-09-12 13:39:03
Nikt was nie pozbawia prawa wykupu mieszkań, bo takiego prawa nie macie. Żadnego, nawet najmniejszego - nic a nic. Równie dobrze możecie sobie wykupić kolumnę Zygmunta albo resursę obywatelską, a czynsz płaci każdy. Prezydent Renkiewicz jest populistą i rozdaje wyborcze łapówki, ale niech pamięta, że mieszkańców którzy za to płacą jest więcej niż przekupionych.
zgłoś do usunięcia | autor: ~Robert Grzybiński

desperado i wiele twoich pseudonimow - 2018-09-12 13:39:14
Forum i komentarze to nie praca doktorancka, że kopiuj/wklej .
zgłoś do usunięcia | autor: ~suwalek

haaaaaaa rozdają mieszkania a gdzie byli przez 4 lata - wybory idą i rozdają.... - 2018-09-12 17:04:07
śmiechu warta te karzełki z magistratu myślą, że ludzie idioci, i nagle się obudzili z mieszkaniami .... mam nadzieję że pogonią tą czerwoną zarazę z magistratu i już nigdy więcej nie wrócą!
zgłoś do usunięcia | autor: ~Wacek

do negatyw - 2018-09-12 17:08:40
Uchwała rady miasta w tej sprawie została przyjęta przez prawie wszystkich radnych a w komisjach była jednomyślność. Głosowali za nią ludzie z PiS-u. Zastanow się człowieku co ty bredzisz o kiełbasie wyborczej i kto tu uprawia populizm!
zgłoś do usunięcia | autor: ~utrata

~utrata - 2018-09-12 17:14:19
trolu ratuszowy dużo ci płacą za trolowanie
zgłoś do usunięcia | autor: ~Wacek

Wacek - 2018-09-12 17:30:19
trolu Mackiewicza a co Tobie za malo PiS płaci i szukasz nowego klienta? ja Ci nie pomoge
zgłoś do usunięcia | autor: ~utrata

~utrata - 2018-09-12 17:35:26
PIS to jest patria socjalistyczna w przebraniu katolicko-narodowym, więc jeśli faktycznie głosowali za rozdawaniem mieszkań, to za bardzo mnie to nie dziwi. Prawda jednak jest taka, że większości nie mają więc i tak by ich przegłosowali.
zgłoś do usunięcia | autor: ~Marcin

marcin - 2018-09-12 17:50:13
PIS w radzie jak coś popiera to się wstrzymuje od glosu. Polecam oglądać sesje rady miasta, nieraz jest wesoła.
zgłoś do usunięcia | autor: ~suwalek

Mieszkania - 2018-09-12 18:03:48
Mieszkania w bloku Emilii Plater 37 ZBM objął za darmo. Mieszkańcy 40 lat temu opłacało duże pieniądze aby ten blok w ogóle powstał. Po upadłości firmy mieszkania przeszły pod gminę miasta Suwałki. Teraz ma je wycenić rzeczoznawca a miasto przyznać bonifikatę. Troszkę śmieszne bo skoro coś dostało się za darmo to w interesie społecznym jest to aby wspierać mieszkańców. Tak jak prezydent miasta Ełk sprzedał takie mieszkania z 90% bonifikata. Duży plus dla tego prezydenta. Ciekawe jak nasz Pan prezydent podejdzie do tematu. Ale z tego co widać to Pan prezydent i ZBS są aspołeczne. Budują mieszkania TBS i sprzedają je za cenę wyższą niż deweleoper - 4400 zł/m2.
zgłoś do usunięcia | autor: ~Barbara1977

~Barbara1977 - 2018-09-12 18:28:04
To że Renkiewicz jest populistą połowicznym (50%), a prezydent Ełku prawie całkowitym (90%) to dla mnie żadna pociecha. Niedawno ten ełcki paskudny rozdawacz rokładał bezradnie ręce twierdząc, że mieszkań nie ma, a chodziło o mieszkanie dla niepełnosprawnego dziecka na parterze. Zapewnienie potrzeb mieszkaniowych jest jednym z podstawowych zadań gminy. Bez mieszkań się tego nie zrobi. Rozdawanie mieszkań jest niegospodarnością i działaniem na szkodę gminy.
zgłoś do usunięcia | autor: ~Robert Grzybiński

nie wszystkie mieszkania można wykupić - 2018-09-12 18:43:30
Poprzednia Uchwała Rady Miasta zabraniała wykupu mieszkania komunalnego. Blok przy ul. Kowalskiego 4 B ma 20 lat. Znalazł się również na liście mieszkań nie przeznaczonych na sprzedaż dlatego, że stanowi on w 100% własność gminy ponieważ nie ma w nim wykupionego żadnego mieszkania i nie ma wspólnoty. A jak może być skoro wcześniejsza uchwała nie pozwalała na wykupienie mieszkań. Paranoja czysta. Nowa uchwała mówi, że okres najmu nie może być krótszy niż 10 lat. Ale mimo to, że mieszkamy tu od 20 lat to i tak znalazł się w uchwale podpunkt, który jednak nie daje mieszkańcom tego bloku możliwości takich samych jakie mają mieszkańcy innych mieszkań komunalnych. Uważam, że to nie jest sprawiedliwe.
zgłoś do usunięcia | autor: ~Beti

wysoość czynszów - 2018-09-13 01:52:20
Jestem z zasady przeciwny sprzedawaniu mieszkań komunalnych, ale spróbuję wyjaśnić dlaczego ZBM tak broni się przed sprzedażą choćby jednego lokalu w budynku będącym całości własnością miasta. Otóż wyodrębnienie choć jednej nieruchomości powoduje z mocy prawa powstanie wspólnoty mieszkaniowej, a to jest dla ZBM kłopot. Od tego momentu nie płaci się ZBM-wi czynszu, tylko pokrywa "koszty utrzymania nieruchomości", a te nie mogą być dowolne, tylko właśnie powiązane z rzeczywistymi kosztami rynkowymi. Nie da się więc wliczyć w koszty zarządu pensji iluśtam pracowników, prezesów, rady nadzorczej, konserwatorów i - dajmy na to - utrzymania klubu Wigry (mają mieszkanie służbowe od miasta). Co więcej, uchwałę o wysokości opłat można zaskarżyć w sądzie, można mieć wgląd w rzeczywiste koszty administrowania. Który prezes chciałby się spowiadać z kosztów funkcjonowania firmy ? W czynsz można określić w wysokości wziętej z sufitu, a lokator nie może go skutecznie kwestionować. Już teraz opłaty w komunałkach biją wszelkie rekordy w porównaniu z innymi zarządcami i spółdzielniami.
zgłoś do usunięcia | autor: ~Robert Grzybiński

Kazus Salon krakowski versus Salon suwalski-Yelita=Rys historiograficzny - 2018-09-13 22:07:15
Jeśli ktoś jest kumaty i nie lelakowaty jak to brzmi w gwarze suwalskiej to dokładnie zrozumie i wyciągnie własciwe logiczne wnioski na czym polega kongresowy fenomen tygia enticzicznego o nazwie Suwalszcyzna czyli tzn Kongresówka i dlaczego w tym specyficznym tyglu etnicznym zrodził się tak osobliwy Salon Yelity suwalskiej który ma bardzo specyficzne stosunek do Polski i państwowości polskiej. ..Bantustan Cytuję: bbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbb Pana dr. Krzysztofa Pasierbiewicza z Krakowa. Moja lekcja historii dla posła Grupińskiego + apel do mediów 2016-08-30 19:07 ;Prezydent Andrzej Duda dla retorycznych popisów i przypodobania się prezesowi PiS zakłamuje historię i "podporządkowuje ją swoim prymitywnym, ideologicznym poglądom" - ocenił poseł PO Rafał Grupiński, który w ten sposób odniósł się do wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy w Gdańsku w czasie uroczystości pogrzebowych Inki i Zagończyka. Ponieważ nie zgadam się z powyższą opinią postanowiłem napisać do posła Rafała Grupińskiego. Szanowny Panie Pośle, Postaram się teraz Panu wytłumaczyć, kto i jak historię zakłamywał i swoim prymitywnym ideologicznym poglądom podporządkowywał, a także podpowiedzieć dziennikarzom, co powinni teraz zrobić. Jak starsi pamiętają, a młodsi niestety już nie, gdyż nie mieli się skąd o tym dowiedzieć, w latach powojennych (lata 40/50) komuniści dokonali bardzo sprytnej socjologicznej sztuczki. Z zacofanej i zabiedzonej prowincji,piszę prowincji a nie ze wsi, by prawdziwych polskich chłopów nie urazić, przerzucono wtedy do miast rzesze prostych i nie wykształconych ludzi. Brano głównie tych ;nijakich; i bez charakteru. W miastach, zazwyczaj w pobliżu zakładów przemysłowych, pobudowano dla nich bloki, które im się zdały pałacami. Potem im umożliwiono zrobienie zaocznej matury, co oni uznali za awans społeczny. Ci właśnie ludzie, z grubsza okrzesani w hotelach robotniczych i temu podobnych ośrodkach krzewienia kultury masowej, przepoczwarzyli się z czasem w coś w rodzaju ;przyzakładowych wierchuszek. Słowem ni pies, ni wydra, albo, jak kto woli zdegenerowany twór bez rodowodu. Jednocześnie komunistyczna propaganda przypominała im bezustannie, że swój awans zawdzięczają dbającej o ich interesy władzy ludowej, co się w ich świadomości zakodowało na trwałe w formie ślepej wdzięczności dla komuny. To ci właśnie ludzie stanowili służący wiernie stalinowskiemu reżimowi pierwszy rzut zasilający szeregi PZPR, milicji i urzędu bezpieczeństwa. To z tych właśnie szeregów wywodzili się oprawcy Inki i Zagończyka. W następnym pokoleniu (lata 60, ich dzieci pokończyły już częściowo studia tworząc grupę ;nowej inteligencji, drastycznie odmiennej kulturowo od ideałów inteligencji „starej wywodzącej się z czasów przedwojennych. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu nowa inteligencja&; określeniem klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu. Ta grupa społeczna od inteligencji starej różniła się głównie tym, iż nie wyniosła z domu praktycznie żadnych głębszych wartości. I choć nieźle wykształcona zawodowo, nie miała, świadomości, bądź jej nie dopuszczała, iż jest genetycznie skażona piętnem służalczej wdzięczności wobec komunistów, którzy umożliwili ich ojcom społeczny awans. Myślę, że to ci właśnie ludzie poparli, a jeszcze żyjący nadal popierają wprowadzenie stanu wojennego traktując generała Wojciecha Jaruzelskiego jako męża stanu. Zaś z tej grupy wywodzili się ludzie, którzy wtedy, gdy "Solidarność" walczyła o wolność, oni, w zaciszu swoich gabinetów tworzyli na sępa obłudne pryncypia Trzeciej RP. Z tej grupy pochodzili także szubrawcy, którzy w nocy z 4 na 5 czerwca pamiętnego roku 1989, kiedy upadła& komuna, rozbili młotem nagrobną tablicę z nazwiskiem mojego Ojca Akowca, którego ubecja wykończyła w roku 1952. Po upadku komuny wydawało się przez moment, że nastąpi odrodzenie prawdziwych polskich elit. Otóż nic bardziej złudnego, gdyż proces ten skutecznie storpedowali zbałamuceni przez pewnego redaktora wnukowie tych, których w latach 40/50 przesiedlono do miast. W tym przypadku, ten genetycznie służalczy, tym razem wobec post-komuny, materiał ludzki został wykorzystany, trzeba przyznać genialnie, przez owego redaktora poczytnej Gazety. Mechanizm był identyczny jak w okresie powojennym, czyli utwierdzenie ludzi w poczuciu społecznego awansu. Mechanizm psychologiczny tej chytrej sztuczki jest następujący. Otóż, jeśli garbatemu powiedzieć, że się prosto trzyma, to, choć wie, że tak nie jest, chętnie w to uwierzy. Jeśli szarej myszce ktoś powie, że wygląda jak hollywoodzka gwiazda też się nie oprze pokusie uwierzenia w tę oczywistą nieprawdę. Podobnych przykładów można mnożyć wiele. O ile sztuczka z awansem społecznym prim (tata 40/50) polegała na utwierdzeniu prostych i niewykształconych ludzi w przekonaniu, że przynależą do lepszej od reszty społeczeństwa awangardy władzy ludowej, to trik zawansem społecznym bis (po upadku komuny) polegał na utwierdzeniu ich już z grubsza okrzesanych i lepiej wykształconych wnuków w poczuciu, iż przynależą do grupy światlejszych i bardziej od reszty społeczeństwa postępowych ELIT. W pierwszym przypadku wykorzystano ciemnotę i niedouczenie, w drugim próżność, pychę i kompleksy ludzi, których na swój prywatny użytek nazywam intelektualnie nowobogackimi. Bezsprzecznie sprytny redaktor wspomnianej Gazety doskonale znał odbierającą rozum magiczną moc utwierdzenia nowobogackiego inteligenta w przekonaniu o przynależności do krajowej elity. Pan redaktor wiedział, że jak takiemu powie, że przynależy do me de lame III Rzeczypospolitej, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego społecznego awansu (bis) bezkrytycznie bronił do ostatniej kropli krwi. Więcej, w obawie przed utratą nowego statusu wyróżniającego go ponad resztę ciemnego społeczeństwa, taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę. I tu moim zdaniem leżała tajemnica irracjonalnie wysokich notowań ówcześnie rządzącej partii, popieranej w znakomitej większości przez takich właśnie ludzi. Popierających bezkrytycznie, w obawie, że ewentualny upadek tej partii grozi weryfikacją elit, co dla nich oznaczałoby możliwość utraty ich awansu społecznego (bis). W tym miejscu jednak pragnę dobitnie zaznaczyć, że tych ludzi nie należy, broń Boże, społecznie dyskryminować. Jest to grupa niekwestionowanej inteligencji. Trzeba im tylko uświadomić, jak im zawrócono w głowach. Że dali się nabrać wspomnianemu redaktorowi, iż przynależą do grupy społecznej, która jest bardziej światła, więc de facto lepsza niż reszta obciachowej ciemnoty. Tu ważną rolą dziennikarzy jest wytłumaczenie im, że choć w większości przypadków kulturalni i całkiem nieźle wykształceni, stanowią jednakże grupę inteligencji szeregowej, której daleko do prawdziwych elit. Więcej, trzeba ich przekonać, że utrata bądź wyrzeczenie się ich nieuprawnionego statusu (przynależności do elity) to nie żadna klęska, ale wręcz przeciwnie, powrót na sprawiedliwie im przynależny szczebel w hierarchii społecznej. Że jeśli się z tym pogodzą, staną się bardziej autentyczni, a co za tym idzie bardziej wiarygodni. Że nie będą się już musieli już bać o utratę nienależnego statusu. Że nie będą już musieli brnąć w zakłamanie. No i co najważniejsze, będzie im wtedy łatwiej się porozumieć z resztą społeczeństwa, że staną się znowu częścią narodowej wspólnoty. Może to właśnie tędy wiedzie droga do pojednania Polaków? Dlatego uczciwi dziennikarze powinni obecnie obnażyć kompleksy, zakłamanie, płytkość ideową i pretensjonalność "elit" III RP. Jeśli się tego uda dokonać, stojąca na glinianych nogach doktryna Donalda Tuska i jego kolegów z boiska piłkarskiego rozpadnie się jak domek z kart, co powinno otworzyć drogę do pojednania Polaków. Rodzi się, więc pytanie, jak to zrobić? Otóż uważam, że naczelnym obecnie zadaniem uczciwych dziennikarzy, zarówno tych z prawej, jak i z lewej strony jest demaskowanie, wszystkimi możliwymi sposobami, rzeczywistej jakości post-komunistycznych elit III RP. Trzeba bezlitośnie obnażać ich prawdziwy rodowód, mierny poziom, zakłamanie, miałkość ideową i bezpardonową hipokryzję. Bezlitośnie i konsekwentnie demaskować, ale, co bardzo ważne, bez agresji, starając się unikać nadmiernego patosu i nut martyrologicznych, co bardzo drażni i zniechęca młodych. Wiem, że to trudna i niebezpieczna gra, czego najlepszym przykładem może być Waldemar Łysiak, który kilkanaście lat temu odważył się zdemaskować kulisy różowego salonu. W efekcie nazwisko jednego z najbardziej poczytnych współczesnych polskich pisarzy zostało dosłownie wymazane z mediów. Przekonałem się również o tym na własnej skórze. W roku 1995, na drugi dzień po wyborze Aleksandra Kwaśniewskiego na Prezydenta, kiedy rankiem ogłoszono oficjalne wyniki, w odruchu desperacji napisałem coś w rodzaju listu otwartego, który wręczyłem wybranym znajomym z krakowskich kręgów biznesowych, artystycznych i naukowych. Oto jego tekst: W dniu zwycięstwa Olka pragnę pogratulować bezspornego sukcesu wszystkim zwolennikom grubej kreski, którzy pozostawili postkomunistów u władzy de facto na kilka pokoleń. Gratuluję również elitom naszej partii inteligenckiej, która przez kilka lat wmawiała Polakom, że to już nie ci sami komuniści. Największe gratulacje należą się jednak panu Adamowi Michnikowi i jego gazecie za to, że nawołując razem z panem Cimoszewiczem do pojednania przekonali ludzi do głosowania na postkomunistów. To nie naród należy winić za to, co się stało z polską 19-go listopada 1995 Krzysztof Pasierbiewicz Kraków, 20 listopada Reakcją na ten list był graniczący z furią ostracyzm krakowskiego salonu wpływu, a także dystans ze strony przyjaciół bojących się salonowi narazić. W efekcie, o ile przez całe lata dostawałem rokrocznie kilkadziesiąt zaproszeń do różnych krakowskich salonów, po moim liście zaproszenia prawie się urwały, z wyjątkiem kilku najbliższych przyjaciół, którzy mnie wciąż zapraszają okupując to jednak stresem i widocznym w ich oczach strachem bym przypadkiem nie wystrzelił z czymś politycznie niepoprawnym. Nie było to miłe doświadczenie, ale pozwoliło mi się przekonać naocznie, że tak zwany salon to rodzaj loży ze świetnie zorganizowanymi nieformalnymi strukturami, której orężem jest zmowa milczenia i tak zwane przyprawianie gęby. Bo kiedy dziesięć lat później mój list opatrzony tytułem Nabrani przez redaktora przedrukował Newsweek (Nr 20/2005) okrzyczano mnie natychmiast lokalnym PISowcem, choć nawet nie wiedziałem, gdzie ta partia ma swoją siedzibę w Krakowie. Już wtedy jakakolwiek krytyka pod adresem obozu wywodzącego się z pnia Unii Demokratycznej kończyła się okrzyknięciem krytykującego PISiorem, oszołomem, ciemniakiem i obciachowym szaleńcem. W efekcie doszło do sytuacji iście kuriozalnych. Podam dość zabawny przykład. Otóż od czasu, kiedy swoje poglądy ogłosiłem publicznie, jedna z moich przyjaciółek zaczęła wydawać imieniny w dwu turach. Przyczyną był szantaż krakowskich salonowców polegający na tym, że jeśli ktoś się odważył zaprosić osobę politycznie niepoprawną zostawał z automatu usunięty z towarzystwa. Ponieważ mojej wieloletniej przyjaciółce w żaden sposób nie wypadało mnie nie zaprosić, zaczęła urządzać imieniny dwuetapowo. Salonowców zapraszała w pierwszej, a mnie w drugiej turze, na którą dopraszała ludzi spoza towarzystwa. Najsmutniejsze jest jednak to, że robiła to ze strachu przed zemstą salonu, narażając na szwank wieloletnią przyjaźń. A wmawia się ludziom, że to Kaczyńscy podzielili Polaków. Nic bardziej pokrętnie kłamliwego Panie Grupiński. Dlatego rzetelni dziennikarze powinni uparcie przypominać, że Polaków podzielił już w roku 1995 wspomniany redaktor wpływowej Gazety wraz z pewnym miłośnikiem białowieskich żubrów. To wtedy Polska pękła na pół, rozpadając się na lewacko& post-komunistyczną i prawicowo& patriotyczno-solidarnościową, a resztki prawdziwej inteligencji udały się na emigrację wewnętrzną, na której pozostają do dzisiaj. I tu mam kolejny apel do dziennikarzy myślących z autentyczną troską o Polsce. Trzeba koniecznie uaktywnić stojącą świadomie z boku sceny politycznej awangardę inteligencji wywodzącej się z tradycji przedwojennych. To wielki potencjał intelektualny. Muszą to jednak zrobić dziennikarze, bo politycy dowiedli, że tego nie potrafią. Ale jak? zapytacie. Podpowiadam. Uczmy się od wspomnianego redaktora wszechwiedzącej niegdyś gazety. I tu zwracam się do rzetelnych dziennikarzy, niekoniecznie prawicowych. Trzeba pisać PRAWDĘ! Pisać! Pisać! I jeszcze raz, pisać! Do znudzenia. Świetny wzór przytoczył kiedyś w Klubie Dziennikarza Pod Gruszką pan profesor Nowak, który przypomniał setki artykułów w sprawie Jedwabnego zamieszczonych na łamach Gazety Wyborczej w ciągu zaledwie kilku miesięcy. A więc piszcie śmiało, dziesiątki, setki artykułów nawet, gdy ludzie Grupińskiego będą was regularnie opluwać, niszczyć i wyszydzać. Piszcie prawdę! Odważnie! Nie bacząc, że inteligencja z awansu zrobi wszystko by zabić naruszających podstawy jej egzystencji posłańców złej nowiny. Więcej, uczcie młodych kolegów cywilnej odwagi oraz odporności na niesprawiedliwą krytykę i wredną intrygę. Wielu komentatorów zastanawia się nad genezą szerzącej się w Polsce plagi nienawiści, przybierającej często formy wręcz wynaturzone. Lewackie media konsekwentnie oskarżają o ten stan rzeczy Jarosława Kaczyńskiego wmawiając Polakom, że to on jest powodem wszelkiego zła. A prawda jest taka, że to nie Jarosław Kaczyński sieje nienawiść, lecz ci, którzy się panicznie boją, że zostaną przez niego zdemaskowani. Bowiem zdają sobie sprawę, że ten człowiek jest na tyle zdolny i odważny, iż może tego dokonać. Stąd ich patologicznie nienawistna agresja. Moim zdaniem ten sam rodzaj strachu zrodził ideę grubej kreski, wywołał zaciekły opór przeciwko lustracji, a obecnie stymuluje dywanowe ataki na Jarosława Kaczyńskiego. Co zatem robić? Trzeba niezbyt chlubnym wzorem Szkła kontaktowego& przypominać i wykpiwać mentorstwo panów Wajdów, obleśność panów Kutzów, nienawistne zaplucie panów Bartoszewskich, antypisowskie fobie panów Niesiołowskich, chamstwo, pretensjonalne stroje i fryzury panów Palikotów, żałosne anegdoty panów Żelichowskich i tak dalej. Bo to oni siali i nadal sieją ową wynaturzoną nienawiść, którą lewackie media przypisują obozowi Jarosława Kaczyńskiego i samemu Prezesowi. Pójdźmy dalej. Trzeba koniecznie odkłamać wylansowany ostatnimi laty stereotyp myślowy, że lewactwo to cnota, a patriotyzm to obciach. Uważam to za jedno z najważniejszych obecnie wyzwań dla uczciwych dziennikarzy. I należy zapomnieć o dumnej zasadzie nie zniżania się do poziomu przeciwnika, bo w ten sposób zostawiamy drugiej stronie monopol na bezkarność i jedynie słuszną rację. Samą dumą nigdy się nie wygra. Trzeba uaktywnić błyskotliwych dziennikarzy i dowcipnych satyryków, a także pisarzy. Odpowiednio wycelowana drwina daje częstokroć więcej niż długie, poważne wywody, szczególnie teraz, gdy młodzież prawie nic nie czyta. Trzeba odkłamać zakodowane podstępnie w mózgach wielu Polaków (oszołomionych upadkiem komuny i wchodzeniem do Europy) toksyczne slogany, że: patriota to oszołom; historia to zbytek; duma narodowa to antysemityzm; tradycja to ksenofobia; honor to przeżytek; sprawiedliwość to naiwniactwo; moralność to frajerstwo; wiara to ciemniactwo; normy etyczne to atak na wolności demokratyczne; skromność to nieudaczność; kombinowanie to sposób na życie; uczciwość to frajerstwo; rodzina to anachronizm PIS to obciach; Jarosław Kaczyński to chodząca nienawiść i tak dalej. Trzeba mówić i pisać ze zdecydowaną pewnością siebie i poczuciem racji, ale nie wyższości. Jak ognia unikać tonu mentorskiego, stronić od tonów smutnych i śmiertelnie poważnych. Używać częściej języka młodzieżowego, również tego, który nas drażni. Trudno. Taki jest wymóg chwili. Szkody naprawimy później. Należy unikać smutku i pesymizmu, bo to sprawia wrażenie cierpiętnicze, co młodzi biorą za słabość. Wiem to z obserwacji swoich studentów. I trzeba Pisać! I to nie pięć, dziesięć czy piętnaście artykułów, ale sto lub więcej rocznie. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Trzeba wypracować jasny i przejrzysty program naprawy Rzeczypospolitej, coś na modłę narodowej dezynsekcji. A jest, o czym pisać, bo spustoszenia są ogromne. A jak braknie dziennikarzy niech piszą obywatele i blogerzy, mamy przecież wielu uzdolnionych ludzi. Trzeba za wszelką cenę przywrócić Polakom umiejętność samodzielnego myślenia. Przykro mi o tym mówić, ale nawet w środowisku akademickim, w którym spędziłem kilkadziesiąt lat, wciąż jeszcze gros moich koleżanek i kolegów, nie wyłączając kadry profesorskiej, do godziny jedenastej przed południem nie ma własnego zdania. Dlaczego? Bo około dziesiątej kupują w uczelnianych kioskach Gazetę Wyborczą. Dopiero po przełknięciu, bez konieczności przeżuwania, gotowej papki informującej o obowiązujących w eleganckim towarzystwie& trendach, powtarzają bezrozumnie podsunięte im sprytnie opinie i komentarze. Tak, nie bójmy się tego powiedzieć, że sprytnie sterowana bezmyślność zagościła na dobre również na naszych uczelniach. Innym zagadnieniem jest nowoczesna cenzura, którą zwykłem nazywać terrorem poprawności politycznej&. Ludzie nadal się boją głośnego artykułowania myśli, które mogłyby zostać uznane za niepoprawne politycznie. Kolejnym zadaniem dziennikarzy jest, zatem odważne i systematyczne uświadamianie Polakom, że jesteśmy już od paru dobrych lat krajem formalnie demokratycznym, w którym prawo nie zabrania głośnego mówienia o swoich przekonaniach. Uważam, że większość rodaków nadal sobie tego nie uświadamia. Komuna zrobiła swoje, a ostatnie pięć lat przywróciło do życia najgorsze praktyki tamtego okresu. Trzeba, więc ludziom tłumaczyć, że swobodne wyrażanie myśli nie jest już przestępstwem. Trzeba ludziom przypominać, że już wolno głośno mówić. Więcej. Że czasem warto się nawet trochę narazić w imię dobrej sprawy. Charakterystycznym jest, że większość Rodaków wciąż, gdy rozmowa schodzi na tematy polityczne przysłania bojaźliwie dłonią usta i mamrocze pod nosem ledwie słyszalnym szeptem. Trzeba ludziom przywrócić odwagę swobodnego wyrażania myśli. Więcej, trzeba gremiom naukowym, oraz innym kształtującym opinię publiczną odważnie wytykać ich zachowawcze postawy. Tłumaczyć, że takie zachowania nie przynoszą chwały, a w wielu przypadkach są po prostu hańbiące. Pozdrawiam Szanownego Pana Posła z nadzieją na odpowiedź, Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)
zgłoś do usunięcia | autor: ~Kongresowy Bantustan

To tylko kiełbasa wyborcza pana czesia , macenie ludziom w glowach ... - 2018-09-14 08:33:55
To tylko kiełbasa wyborcza pana czesia , macenie ludziom w glowach ...
zgłoś do usunięcia | autor: ~Mulcha



podaj: imię / nick *
e-mail
temat *
treść *
Wpisz kod z obrazka *:
Pola oznaczone * są wymagane, aby dodać komentarz na portalu suwalki.info!
 


F.H.U. "HYDRAULIK"
JCB mlot hydrauliczny uslugi

Reklama

REKLAMA
Jak oceniasz dotychczasowe rządy prezydenta Renkiewicza?
bardzo dobrze
dobrze
średnio
źle
bardzo źle

Start


Aktualności


Informacje


Biznes


Rozrywka


Turystyka



Ogłoszenia - Suwałki | Mieszkania z dopłatą MdM | Olimpijskie ogrody | Opieka Niemcy | Markowe świece zapachowe | Tanie Odżywki | Agroturystyka Suwalszczyzna | Reklama Suwałki

Copyright © 2004-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone. Numer ISSN: 2080-6701
Redakcja: Suwalski Serwis Informacyjny ul. Noniewicza 95, 16-400 Suwałki
Serwis Suwalki.info nie ponosi odpowiedzialności za treści dodane przez użytkowników
tel: 87 730 5991 e-mail: [email protected], [email protected]
projekt i wykonanie: