suwalki.info - Suwalski Serwis Informacyjny
Belfer na chmurze

Hubert Stojanowski ma 32 lata. Jest polonistą w suwalskim Zespole Szkół Technicznych, fotografikiem i paralotniarzem.

Odkąd pamięta pragnął latać.

- Jako kilkuletni chłopiec fascynowałem się szybownictwem. Bardzo chciałem mieć coś, na czym można się wznieść w górę. Zbudowałem więc skrzydło. Jednak na drewnianej konstrukcji się skończyło, bo nie wiedziałem czym to pokryć. Potem przyszła fascynacja lotnictwem z II wojny światowej i klejenie modeli samolotów.

Nie dawała mu spokój myśl zrobieniu o kursu szybowcowego, ale mama postawiła veto: Żadnych ekstremalnych sportów. I tak pozostało do czasu, kiedy przed dwoma laty pojechał z synkiem Miłoszem na suwalskie lotnisko, gdzie spotkał Stanisława Biłdę, dziś dyrektora Suwalskiego Aeroklubu.

- Stanisław był kiedyś spadochroniarzem w czerwonych beretach. Dogadaliśmy się w pięć minut – opowiada. – To on pożyczył mi pierwszą paralotnię. Na własną zamieniłem ją w zeszłym roku. I tak dołączyłem do tekstylnych, jak nazywają nas szybownicy.

Wreszcie w powietrzu

Pierwsze samodzielne loty, jeszcze bez silnika, Hubert będzie pamiętał długo.

- Kiedy wyciągarka wywindowała mnie na kilkanaście metrów, zaparło mi dech z wrażenia. Chyba za bardzo emocjonowałem się tym, co zobaczyłem, bo instruktor krzyczał przez radio, żebym się nie rozglądał, tylko patrzył jak lecę.

Po wylądowaniu, z zachwytu szpetnie zaklął, chociaż na co dzień mu się to nie zdarza. Nie ukrywa, że latanie stało się jego pasją. Sąsiedzi przyzwyczaili się już do tego, że widzą go z wielkim tobołem na plecach, często już o piątej rano.

- Bo tak się właśnie lata, wcześnie rano, albo pod wieczór – wyjaśnia. – Dzień zaczynam od sprawdzenia prognozy pogody. Jeśli nie jestem jej pewny gonię na lotnisko i patrzę, czy lata Grzesiek. On jest najbardziej doświadczonym paralotniarzem, takim naszym guru. Jeden krok i już odrywa się od ziemi. Jeden krok i już wylądował. A ja biegam sprintem po 15 metrów – śmieje się.

Huberta zachwyca świat widziany z góry.

- Nic mnie nie ogranicza. Przypadkowe i niedostrzegalne na ziemi linie zaczynają układać się w fascynujące kształty. Na pewno nikt ich nie zaplanował – opowiada. - Po prostu ktoś coś zasiał, ktoś zaorał, gdzieś wystają kamienie. A ja widzę psa, słonia. Aż się prosi, żeby chwycić za aparat fotograficzny.

Nie wypuszczam aparatu z ręki

Kiedy miał sześć lat dostał swoją pierwszą Smienę.

- Fotografowałem przyrodę, a szczególnie konie. I tak mi zostało. Koledzy pytali, dlaczego na moich zdjęciach nie ma ludzi.

Za „Kormorany na piaskach”, pierwsze zdjęcie robione już Zenitem, które wysłał na konkurs organizowany przez Wigierski Park Narodowy, dostał główną nagrodę.

Pierwszą ciemnię urządził w toalecie. Do dziś wspomina, ile emocji towarzyszyło wyjmowaniu odbitek z wywoływacza.

- Stoisz nad kuwetą i czekasz. Pojawiający się powoli obraz jest jak magia. Nigdy nie jesteś pewien, co się wyłoni. Uwielbiam przypadkowość.

Od początku Hubert eksperymentował z tak zwaną podwójną ekspozycją.

- Robi się zdjęcie i nie przewija filmu. Potem na tej samej klatce robi się kolejne.

Nie miał pojęcia, że fotograficy wykorzystują to jako celowy zabieg artystyczny, dopóki nie zobaczył prac Stanisława Wosia, znanego suwalskiego fotografika. Jego czarno-białe fotografie urzekły adepta.

- Pan Stanisław jest uznanym artystą , a przy tym niezwykle skromnym i życzliwym człowiekiem, czym mnie ujął. Jest moim Mistrzem – przyznaje.

Hubert uważa, że ktoś, kto nie wywoływał sam zdjęć w ciemni, nie powinien brać aparatu do ręki. W tej sztuce najważniejsza jest świadomość kadru.

- Bywało, że z ciężką torbą wyładowaną aparatami, obiektywami, lampami oraz statywem na ramieniu chodziłem parę godzin po lesie i przynosiłem 2-3 zdjęcia.

Teraz amatorzy pstrykają cyfrówką po 100 fotek na sekundę. Dopiero potem wybierają z tego najlepsze w ich mniemaniu.

- Ja również używam aparatu cyfrowego – przyznaje. – Ale moje myślenie o fotografowaniu nie zmieniło się. Nadal uważam, że trzeba mieć świadomość tego, co zobaczy obiektyw i zarejestruje aparat.

Uczę się pokory

Od momentu, kiedy uniósł się na paralotni, patrzy na świat nie z perspektywy żaby, ale bociana.

- Kiedy jestem sto metrów nad ziemią nic mnie nie ogranicza. – mówi z zachwytem. – Ciężko to wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie latał, bo to uczucie jest z niczym nieporównywalne. Czuję się wolny.

Hubert nie bije rekordów wysokości. Uważa, że niższy pułap nawet sprzyja lepszym zdjęciom, bo nie zatraca się interesujących szczegółów. Paralotnią można dotrzeć wszędzie i dobrze, że lata powoli.

- Lecąc trzeba uważać na druty i kominy, szukać miejsca na wypadek awaryjnego lądowania. Słowem mieć kontrolę nad lotem, a jednocześnie zrobić dobre zdjęcie. To wymaga ogromnej dyscypliny i koncentracji.

Jego fotografie z powietrza zyskały uznanie specjalistów. Wielokrotnie był za nie wyróżniany w prestiżowych konkursach. W maju tego roku zdobył II miejsce w IX edycji ogólnopolskiego konkursu fotograficznego „Parki narodowe” w kategorii „przyroda”. Znaleźli się chętni do kupna jego lotniczych zdjęć. W domowym budżecie polonisty każdy dodatkowy grosz cieszy.

Nie chodzę utartymi ścieżkami

Hubert nie jest zwyczajnym nauczycielem. Każdy z jego nowych uczniów ma we wrześniu do wykonania nietypowe zadanie domowe – nagrać wypowiedź babci lub dziadka o ciekawym miejscu w okolicy, najchętniej mówione gwarą.

- Przestrzegam uczniów, żeby nie była to kolejna opowieść o moście w Stańczykach, czy klasztorze wigierskim, ale historia drzewa, które posadził pradziadek, czy głazu na miedzy. Wiem, że młodzi ludzie często wstydzą się tego, że ich dziadkowie pochodzą ze wsi i nie mówią jak w książkach. Wtedy uświadamiam im, że ten prosty język to skarb. I dla zachęty zawsze na początku puszczam nagranie mojej babci. To, co znajdą umieszczamy razem na stronie internetowej szkoły.

Gwarami zainteresowała go na studiach profesor Barbara Falińska, wybitna językoznawczyni i miłośniczka Suwalszczyzny. Od prawie pół wieku prowadzi badania gwarowe na naszych terenach.

- Po zajęciach z panią profesor nagle zacząłem słyszeć mazurzenie i rozróżniać słowa wzięte z gwary – przyznaje Hubert.

Czuje się lokalnym patriotą i stara się do tego przekonać uczniów.

- To nie do pomyślenia, żeby nie znać historii najbliższej okolicy – podkreśla.

Wszystko, co robi związane jest z Suwalszczyzną. Nigdy nie myślał o wyjeździe stąd.

***

Hubert Stojanowski mówi o sobie, że dostał od życia wszystko, o czym marzył. Ma wspaniałą rodzinę i robi to, co lubi.

- Żona Agnieszka nie ma nic przeciw moim szaleństwom. Mój czteroletni synek Miłosz jest wspaniałym chłopakiem. Już dzieli moje zainteresowania. Razem wyprawiamy się na lotnisko, gdzie Miłosz gania z latawcem komorowym, który jest jego paralotnią. Zaczyna też fotografować i nie da sobie niczego narzucić. Jak chce zrobić zdjęcie brzucha, to nieważne, że obcina głowę. Chyba ma to po mnie .

Ewa Gawęcka, Agnieszka Szyszko - Tygodnik Suwalski



Dodano: 2008-07-23 14:06:32

ATRAKCYJNE DZIAŁKI
DZIAŁKA W POBLIŻU SUWAŁK - ZIELONE KRÓLEWSKIE

Cinema Lumiere


Reklama

Z jakim problemem spotkałeś/spotkałaś się przy poszukiwaniu pracy?
zbyt niskie wynagrodzenie
zbyt wygórowane oczekiwania
brak umowy o pracę
brak szkoleń
brak odpowiednich warunków/narzędzi do pracy
brak świadczeń dodatkowych
inne

Kursy walut

Dane NBP
(kurs średni)
z dnia: 22-10-19

1 USD: 3,84081 EUR: 4,2792
1 CHF: 3,88511 GBP: 4,9700
1 RUB: 0,0603 

Start


Aktualności


Informacje


Biznes


Rozrywka


Turystyka



Ogłoszenia - Suwałki | Nasz fanpage na FB | Agroturystyka Suwalszczyzna | Internetowe Biuro Nieruchomości | Reklama Suwałki

Copyright © 2004-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone. Numer ISSN: 2080-6701
Redakcja: Suwalski Serwis Informacyjny ul. Noniewicza 95, 16-400 Suwałki
Serwis Suwalki.info nie ponosi odpowiedzialności za treści dodane przez użytkowników
tel: 87 730 5991, 885-212-212 e-mail: [email protected], [email protected]
Projekt i wykonanie: