suwalki.info - Suwalski Serwis Informacyjny
Sceny jak z kultowej komedii “Sami swoi”
Ani Kozłowscy, ani Kowalewscy na dobrą sprawę nie pamiętają, kiedy rozpoczęła się między nimi waśń o granicę. Kiedy Kowalewscy kupili gospodarstwo Kujałowiczowej w Morgach, ta pokazała im miedzę ręką. Geodety nikt wtedy nie zapraszał. Po paru latach na posesjach sąsiadów dzieją się sceny jak z kultowej komedii "Sami swoi"

Bo pies za głośno szczeka...

- Granica biegnie po tych dwóch jesionach, co je jeszcze mój ojciec posadził - tłumaczy  Józef Kozłowski, sołtys Morgów, pokazując drzewa, za którymi rozciąga się jego siatka.
Zapytany dlaczego postawił płot za drzewami i tym samym na działce sąsiadów, ma gotową odpowiedź.
Płot na cudzym

- A jak miałem  grodzić? Po jesionach? Nie mogłem od siebie, bo by wyglądało jakbym zniweczył pracę ojca. To on sadził te drzewa - powtarza.

Jak od natrętnej muchy opędza się od pytania, dlaczego złamał prawo.
- Eee tam,  zaraz złamał - zżyma się. - A sąsiad nielegalnie wybił dziurę w stodole i teraz kury wychodzą od naszej strony - sprytnie zmienia temat.

Nie zaprzecza, że postawił płot, nie pytając sąsiada o zgodę.

- Kowalewskim płot chyba nie przeszkadza, bo ani razu nie mówili, że źle postawiony. Chociaż kiedy z synem naciągaliśmy siatkę, to Kowalewska  krzyczała, że szybko będziemy rozbierać.

Przywiązanie do ojcowej pracy nie przeszkadzało jednak Kozłowskim wystąpić do gminy o pozwolenie na wycięcie jesionów.
- Jeden schnie. O,  niech patrzy, jaki suchy konar. Jakby spadł na stodołę,  to by dach połamał - pokazuje zdrowe drzewo z podeschniętą gałęzią.

Gołym okiem widać, że jesionowi daleko do sołtysowej stodoły, ale Kozłowski ciągnie niezrażony.
- Myślałem o tym, żeby sąsiadowi nie zagrażał - tłumaczy i uśmiecha się pod wąsem.

Barbarę Kowalewską "troska" sołtysa wprawia w stan wrzenia. Przypomina, jak w 2007  roku chcieli  z mężem ogrodzić podwórko. Poprosili  sąsiada o uprzątnięcie drewna z ich posesji i wyrażenie zgody na postawienie płotu. Wówczas Kozłowski miał powiedzieć, że mogą postawić, ale w odległości jednego metra od granicy i taki, żeby mu się podobał.  Inaczej  zgody nie da. Kobieta do dzisiaj nie może zapanować nad głosem, kiedy opowiada jak sołtys, w niedługi czas potem, postawił ogrodzenie z siatki za jesionami po ich stronie. Jej zdaniem Kozłowski, mimo protestów,  nic sobie z tego nie robi. Za to ciągle wyrzeka, że jej kury  chodzą za blisko płotu, a pies za głośno szczeka.

Sprawa wycięcia jesionów dolała oliwy do ognia. W związku z podaniem o zgodę na wycinkę gmina zarządziła wizję lokalną  i pozwolenia Kozłowskiemu  nie dała.

 "Dnia 22 stycznia 2008 roku odbyła się wizja lokalna, w wyniku której stwierdzono, że przedmiotowe drzewa rosną na granicy działek. Dlatego też, aby móc usunąć przedmiotowe drzewa potrzebna jest zgoda właściciela nieruchomości sąsiadującej z nieruchomością wnioskodawcy w formie oświadczenia. Pan Przemysław Kowalewski, obecny na wizji, nie wyraził takiej zgody, a Wnioskodawca nie przedłożył opinii geodety, w związku z tym brak jest podstaw do wydania zezwolenia na wycięcie drzew" - można wyczytać z urzędowego pisma.

Kozłowski kwituje:
- Teraz Kowalewski będzie odpowiadał za szkody, skoro się nie zgodził.

Barbara Kowalewska twierdzi, że nie było potrzeby ścinania drzew, któremu nikomu  nie przeszkadzają i dlatego mąż  zajął w sprawie takie, a nie inne stanowisko. Kiedy jednak sąsiad zaczął naciskać zaproponowała,  aby drewno z granicznych jesionów podzielić na połowę. Podobno  Kozłowskiemu  natychmiast przeszła ochota na wycinkę.   

Gacie na płocie

Sołtys uważa, że sąsiedzi robią mu na złość.

- Jakoś  w połowie marca wracam z miasta, a żona mówi, że Kowalewska zabrała z płotu nasze pranie i zaniosła do swojego domu - opowiada. - Co miałem robić? Zadzwoniłem na policję i pranie odzyskaliśmy.  

Barbara Kowalewska nie ma wątpliwości, że sołtysowa wykorzystuje płot, aby im dokuczyć. Opowiada, że kiedy tylko mają gości,  na siatce zaraz pojawiają się jakieś portki, koszule, skarpety. Nie zaprzecza, że któregoś razu zdenerwowała się i  zdjęła pranie. Jej zdaniem Kozłowscy  niepotrzebnie  zrobili z tego  aferę.

Kobieta dopowiada, że nie zawsze tak było.  Żyli w zgodzie do wesela syna Kozłowskich w 2006 roku.  Zostali zaproszeni na uroczystość, ale on  akurat musiał wyjechać, a ona  uważała, że samej nie wypada. Sąsiedzi obrazili się,  bo rok z nimi nie rozmawiali, a potem  posypały się  wyzwiska i złośliwości.

"Wyzwiska /.../ słyszeliśmy kilkakrotnie i nie tylko my. Robią to nawet przy naszych dzieciach 6 i 11 lat. Była nawet taka sytuacja, gdy pani Kozłowska mówiła tylko do samych dzieci, pod naszą nieobecność np: "niech wasza matka idzie się leczyć razem z psem"  - napisali w oficjalnej skardze na sołtysa,  skierowanej do Urzędu Gminy w Przerośli.
Lista pretensji do  rodziny zza płotu jest długa: układali na ich działce drewno na opał, kosili ich trawę, łamali drzewka, wylewali pomyje do ogródka, dokuczali psu. A na koniec postawili płot na ich posesji. Kobieta nie potrafi opanować emocji. Powtarza, że nerwów jej już na to wszystko  brakuje.

Sołtys twierdzi, że złośliwa jest Kowalewska.

- Z sąsiadem na pewno bym się dogadał, ale u nich Barbara rządzi. Jak już się chłop ze mną zgodzi, to ona go  zaraz  przekabaci. Teraz trochę ich postraszę - planuje Kozłowski. -  Rozbudowali dom, a nie mają na to pozwolenia, dowiadywałem się w starostwie. Jak mnie wkurzą, to zgłoszę do nadzoru budowlanego. Na wszelki wypadek przygotowuję się do sądu, bo bez tego się chyba nie obejdzie.  

 Zmęczone konfliktem są obie strony. Z coraz większym przekonaniem mówią o tym, że trzeba wziąć geodetę, aby wytyczył granicę,  a koszty podzielić po połowie. Tylko Barbara ma wątpliwości, dlaczego to ona powinna udowadniać sąsiadowi, że to jej kawałek ziemi i jeszcze  słono za to płacić.
 
Na kłótników  nie ma paragrafu

Zwaśnieni sąsiedzi zaprzęgli w swój spór władze gminy w Przerośli. Na biurku wójta Sławomira Renkiewicza  wylądowała skarga Kowalewskich, że od kilku miesięcy sołtys  nie przynosi im urzędowych pism, a tym samym nie informuje o sprawach wsi i gminy. Wójt odpowiedział: "Została przeprowadzana rozmowa z sołtysem wsi panem Józefem Kozłowskim, w wyniku której zobowiązano sołtysa do dostarczenia kart informacyjnych mieszkańcom wsi. Urząd Gminy nie posiada instrumentów prawnych umożliwiających zdyscyplinowanie sołtysa wybranego przez mieszkańców wsi większością głosów w demokratycznych wyborach."

Jednak od sporu o miedzę wójt zdecydowanie się odciął.

- Wytłumaczyłem jednym i drugim, że sąsiedzkie konflikty muszą rozwiązać sami. Radziłem, żeby wzięli dobrą wódkę, geodetę i na wytyczonej granicy  załatwili sprawę po gospodarsku.

W gminie możliwości Kowalewskich tym samym się wyczerpały,a sołtys pism dalej nie nosił.

- Nie będę do nich  chodził, bo pies na mnie szczeka.  A i sąsiadki się boję. Barbara bluzkę na sobie porwie i jeszcze mnie posądzi o niecny czyn. Kto ją tam wie?

Ten ostatni  argument  63-letniego sołtysa u, poważnej  zazwyczaj, Kowalewskiej  wywołuje  śmiech.

Od pewnego czasu urzędowe pisma z gminy dostarcza  mieszkańcom  poczta. Listonosz przynosi je pod wskazane  adresy na obu końcach wsi, a potem sąsiad przekazuje sąsiadowi. Wszyscy są zadowoleni.

Policjant, osoba też urzędowa, nie opowiada się ani za Kozłowskimi, ani za Kowalewskimi.

- To nieporozumienie sąsiedzkie - uważa aspirant Dariusz Bednarek z gminnego posterunku policji,  który bywał wzywany na interwencje - Tłumaczymy im, że na dobrą sprawę, nie ma się o co kłócić, czy chodzić po sądach. Ale przekonać zwaśnionych niełatwo - macha ręką.

We wsi aż huczy

Spokojne dotąd Morgi mają o czym mówić.

- Przyszli młodzi, pracowici, to im stary sołtys pozazdrościł. A oni grzecznie próbowali rozmawiać, nie znali nikogo, obcy tu byli - mówi młoda mieszkanka wsi.

Starsi aż oczy otwierają ze zdumienia, że ktoś może nie szanować sołtysa.
- Dwadzieścia kilka lat jest na urzędzie. Zawsze każdemu doradzi, pomoże. Nie wierzę, że komuś mógłby zaszkodzić - kręci głową stary rolnik.

 Jeden z sąsiadów  ścisza głos do szeptu.

- Tylko nazwiska nie podawajcie, bo oni się pogodzą, a ja zostanę wrogiem i będzie następna kłótnia w Morgach. Jedni i drudzy to dobrzy ludzie. Usiedliby na miedzy pod tymi jesionami i wypili jak Kargul z Pawlakiem dla spokojności.  
Ale do spokoju, po obu stronach "jesionowej granicy"  raczej daleko. Tak, jak  to zwykle bywa w sporach o miedzę.

***

Aż się prosi, aby przy tej okazji przypomnieć  stary dowcip.
Stary adwokat wydał córkę też za adwokata. W prezencie dał mu sprawę - spór o miedzę. Po kilku miesiącach, przy okazji rodzinnego obiadu, mecenas pyta zięcia:
- Powiedz synu, jak wygląda sprawa Kowalskich?
Zadowolony zięć chwali się.
- Tato, ja już zapomniałem, zakończyłem ją po trzech miesiącach.
Teść tylko pokręcił głową.
- Młody człowieku, a ja z tej sprawy dostatnio żyłem przez dziesięć lat.


Dodano: 2008-06-10 14:22:09

ATRAKCYJNE DOMY
Dom z lokalem usługowym w Puńsku

Cinema Lumiere


Reklama

Z jakim problemem spotkałeś/spotkałaś się przy poszukiwaniu pracy?
zbyt niskie wynagrodzenie
zbyt wygórowane oczekiwania
brak umowy o pracę
brak szkoleń
brak odpowiednich warunków/narzędzi do pracy
brak świadczeń dodatkowych
inne

Kursy walut

Dane NBP
(kurs średni)
z dnia: 10-12-19

1 USD: 3,87111 EUR: 4,2880
1 CHF: 3,92511 GBP: 5,0945
1 RUB: 0,0609 

Start


Aktualności


Informacje


Biznes


Rozrywka


Turystyka



Ogłoszenia - Suwałki | Nasz fanpage na FB | Agroturystyka Suwalszczyzna | Internetowe Biuro Nieruchomości | Reklama Suwałki

Copyright © 2004-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone. Numer ISSN: 2080-6701
Redakcja: Suwalski Serwis Informacyjny ul. Noniewicza 95, 16-400 Suwałki
Serwis Suwalki.info nie ponosi odpowiedzialności za treści dodane przez użytkowników
Tel: 885-212-212 e-mail: redakcja@suwalki.info, reklama@suwalki.info
Projekt i wykonanie: