suwalki.info - Suwalski Serwis Informacyjny
Tradycja się zmienia, ale nie ginie - czyli kilka słów o wielkanocnych zwyczajach

- Wszyscy eleganccy, radośni. A na świątecznym stole różnie bywało przez te lata. Do dziś pachną mi kiełbasy mamy, która nie żałowała czosnku i majeranku oraz pieczony prosiaczek. A te mazurki i baby drożdżowe z pieca. Każde podniebienie by ucieszyły. W lany poniedziałek kawalerowie nie oblewali panienek wiadrami wody, tylko pryskali delikatnie. Dzieciaki grały w wybitki na jajka malowane w cebulniku.
Dzisiaj dzieci o cebulniku nie mają pojęcia, ale garną sie do malowania pisanek. Tradycja się zmienia, ale nie ginie.

Pisanki, święconka, allelujka   
- Maczamy patyczek w wosku i malujemy jajeczko – instruuje kilkunastoosobową gromadkę
Bogusława Dźwilewska, twórczyni ludowa z Grudziewszczyzny, koło Sejn. - Maczamy i jajeczko - powtarza, patrząc na ręce dzieci.
W pracowni Regionalnego Ośrodka Kultury i Sztuki pachnie woskiem. Na środku długiego stołu stoi elektryczna kuchenka, a w metalowych puszkach rozgrzany wosk pszczeli. Maluchy ze Szkoły Podstawowej nr 2 wianuszkiem otoczyły mistrzynię. Niektóre same wybierają wzory. Inne proszą, aby im pokazała choćby jeden szlaczek. Kobieta bierze niemalowane jajko i w jednej sekundzie pojawiają się na nim charakterystyczne łezki.
- Ja na wszelki wypadek napisałam też swoje imię, żeby wszyscy wiedzieli, że sama ją zrobiłam – tłumaczy Karolinka Karalus pokazując pisankę.
Pani Bogusława upomina, żeby dzieci nie naciskały mocno patyczka zakończonego szpilką , bo jajko pęknie. Po nałożeniu wzorków woskiem jajka trzeba pomalować.
- Do jakiego koloru wkładamy? – pyta Izę.
Dziewczynka pokazuje słoik z zielonym płynem. Jajko znika w nim na dziesięć minut, aż kolor chwyci.

Od cebulnika do cekinów
Twórczyni wspomina dawne barwniki - zendrę i cebulnik.
- Zendrę robiło się z kory i rdzy. Jajka wychodziły po niej brązowe i czarne. Z cebulnika – herbaciane - wspomina. - O jaskrawych kolorach można było tylko pomarzyć.
Dziś używa sztucznych farb. Najbardziej ceni te do wełny, bo są najtrwalsze. Na warsztatach z dziećmi używa jednak farb spożywczych.
- Jak któremuś przyjdzie ochota, żeby zjeść pisankę, to nic mu się nie stanie – tłumaczy.
Żeby wzór się udał, wosk trzeba zdjąć na ciepło. Lepiej nie zdrapywać go paznokciem, ani nożem, bo zostają ślady.
Bogusława Dźwilewska zrobiła już tysiące pisanek, palm i pająków ze słomy zawieszanych pod sufitem. Część z nich trafiła do domowego minimuzeum. Choć ceni tradycję, ostatnio pozwala sobie też na artystyczną ekstrawagancję i zdobi pisanki cekinami, bo ładnie wyglądają i mogą być ozdobą domu przez cały rok.
Nowoczesne pisanki wystawiła niedawno na „Suwalskim Kaziuku”. Pomysł chwycił.
Na warsztatach z dziećmi trzyma się jednak tradycji.
- Malowanie jajek jest najfajniejsze z całych świąt – podsumowuje Angelika Morozow. – U nas w domu najlepiej robi to babcia. Ja w ubiegłym roku próbowałam tylko pisać mazakami, ale w tym zrobię już prawdziwe, woskowane.
Siedmioletnia Karolina maluje pisanki razem z rodzicami. Farby dobiera tata.
- Kiedy jajka są już kolorowe, daję świąteczne naklejki – opowiada Karolinka. – Najlepiej pasują z króliczkiem i jajkami. Ale jakiś piękny wzór też może być.
Pomalowane jajka są potrzebne do święconki. W koszyczku Karolinki obowiązkowo muszą też znaleźć się świąteczne wiktuały.
- Kiełbaska posolona, sól, pieprz, baranek z ciasta albo z cukru – wylicza dziewczynka. – Potem się to w domu ze smakiem zje.

Rezurekcja to trudne słowo
Dzieci nie potrafią powiedzieć, jak nazywa się najbardziej uroczysta wielkanocna msza, ale chętnie idą rano z rodzicami do kościoła.
- Lubię jak tak głośno biją dzwony – przyznaje Karolina.
Róża huszcza wie, że Wielkanoc jest obchodzona na pamiątkę zmartwychwstania Chrystusa.
- W sobotę w kościele jest grób pana Jezusa. To taka jakby jaskinia - opisuje. - Jest przykryty biała szatą. A w niedzielę Pan Jezus zmartwychwstał i grób już jest pusty. Wiem, bo rodzice mi o tym opowiadali wiele razy.
Róży w ubiegłym roku trochę się w kościele dłużyło, bo czekała na prezenty.
- Zajączek gdzieś je w nocy poukrywał, a ja nie wiedziałam gdzie i całą mszę musiałam myśleć, gdzie one mogą być.

Zajączek z Allegro
O wielkanocnym zajączku wiedzą wszystkie dzieci.
- Zajączek to jest mój ojciec chrzestny, Sebastian – tłumaczy Karolinka. – Zawsze ma dla mnie zabawkę-niespodziankę. W tym roku już wiem, co dostanę, bo sama wybrałam na Allegro domek w kształcie kwiatu, taki jak w bajce.
Danielowi Sikorskiemu zajączek przynosi pieniążki, a Roksanie Maciejczuk rodzice i chrzestni dają słodycze.
Róża porównuje święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy.
- W zasadzie podobają mi się jedne i drugie – stwierdza rezolutnie - W święta Bożego Narodzenia ubieramy choinkę i dostajemy duże prezenty. W Wielkanoc, co prawda, dostajemy drobiazgi, ale za to malujemy jajka, a ja uwielbiam to robić.

Dyngus z wiadra
Najmłodsi nie mogą się też doczekać śmigusa-dyngusa. Karolinka najbardziej zapamiętała lany
poniedziałek u babci na wsi.
- Miałam wtedy cztery lata – opowiada z przejęciem. - Dziadek przyniósł garnek wody i jak nie chluśnie na nas wszystkich. Byliśmy cali mokrzy – śmieje się dziewczynka.
Roksana też lubi "mokry" poniedziałek.
- Razem z mamą i tatą zaleliśmy kiedyś całą kuchnię – wspomina. – Ale mama nie gniewała się, bo oblewała się razem z nami.
Dzieci mogłyby jeszcze długo rozprawiać o świątecznych atrakcjach. Przysłuchująca się im wychowawczyni, Kamila Stelmach włącza się do rozmowy i opowiada o tradycjach wielkanocnych w jej rodzinie.

Z pokolenia na pokolenie
W wielki czwartek w domu dziadków Kamili cała rodzina, razem z babcią ze strony mamy, gromadzi się na malowaniu pisanek.
- Babcia przygotowuje pszczeli wosk i farby. Teraz kupuje gotowe, ale pamiętam, jak barwiliśmy pisanki w cebulniku - opowiada Kamila. - Każdy wykonuje dwie pisanki z własnymi wzorkami. Moimi ulubionymi kolorami są żółty i zielony, kolory wiosny. Najładniejsze pisanki wkładamy do koszyczka ze święconką, którą wspólnie w sobotę niesiemy z domu babci do kościoła.
Tradycyjnie już, w domu Jadwigi i Eugeniusza Stelmachów, dziadków Kamili, na wielkanocnym śniadaniu spotyka cała rodzina. Do stołu zasiada 14 osób. Aby sprostać świątecznym przygotowaniom do pracy włączają się wszyscy.
- Moda na potrawy zmienia się, ale od kiedy pamiętam, na świątecznym stole nie mogło zabraknąć białej kiełbasy z chrzanem albo ćwikłą, mazurków i drożdżowych bab, koniecznie lukrowanych - wspomina. - A najważniejsze miejsce zajmował na nim koszyk z pisankami. Kiedy byłyśmy małe, grałyśmy w "zbijaka". Teraz zabieramy pisanki do domu, a potem obdarowujemy nimi przyjaciół.
Babcia Jadwiga, która bardzo przestrzega wielkanocnych zwyczajów, pilnuje, aby w lany poniedziałek każdy był popryskany wodą. Przy stole zawsze znajdzie czas na wspomnienia o tym, jak obchodzono Śwęta Wielkanocne w czasach jej młodości. Ma nadzieję, że wnuki przeniosą rodzinne tradycje do swoich domów.
 
Tradycji nie wolno zagubić
Bogusława Dźwilewska uważa, że pokazywanie dzieciom dawnych zwyczajów to obowiązek starszych. W jej rodzinnym domu w Grudziewszczyźnie pisanki robiła mama, ojciec rzeźbił. Potem Bogusława nauczyła robić pisanki swoje córki. A teraz najpilniejszego ucznia ma w sześcioletnim wnuku.
-U nas w święta każdy musi zrobić swoją pisankę – mówi. – Dawniej częściej braliśmy jajka kacze, bo się nadawały do "wybitek". Nie pękały, nawet jak się mocniej stuknęło.
Z dawnych zwyczajów w rodzinnej wsi zachowało się chodzenie „po Allelui”.
-Kiedyś chodzili młodzi mężczyźni, dzisiaj raczej dzieci. Ale też śpiewają stare pieśni, choć już tylko pierwszą zwrotkę – opowiada. - Gospodarze chętnie ich przyjmują.
Helena Kozłowska z Centrum Kultury Ludowej Suwalszczyzny i Przygranicza Regionalnego Ośrodka Kultury i Sztuki też wspomina „Allelujników”.
- Każdy chciał, żeby mu pod oknem zaśpiewano mu „Alleluję” – tłumaczy etnografka. – To była radość i dobra wróżba dla domu – mówi. – „Allelujnicy” zawsze rozpoczynali pieśnią i oracją. Cieszyli się ze wszystkiego, co dostali w podziękowaniu za odwiedziny. Najczęściej obdarowywano ich jedzeniem, bo dawniej na wsi ludzie byli bardzo biedni – tłumaczyła uczestnikom wielkanocnych warsztatów.
Bogusława Dźwilewska żałuje natomiast, że dziś już nie śpiewa się w domach pieśni wielkopostnych.
-Dawniej w Wielkim Poście sąsiedzi zbierali się w którymś z domów i modlili się tymi pieśniami. Dzisiaj każdy jest pochłonięty oglądaniem telewizji i nikt nie z domu nosa nie wyściubi - wzdycha. – Dlatego trzeba dzieciom opowiadać o dawnych zwyczajach. Nasze pokolenie odchodzi, niech młodsi poznają i polubią tradycję.

Tygodnik Suwalski

Dodano: 2008-03-19 13:48:09

Mecenat - Agencja ubezpieczeniowa
Mecenat - Agencja ubezpieczeniowa

Cinema Lumiere


Reklama

Z jakim problemem spotkałeś/spotkałaś się przy poszukiwaniu pracy?
zbyt niskie wynagrodzenie
zbyt wygórowane oczekiwania
brak umowy o pracę
brak szkoleń
brak odpowiednich warunków/narzędzi do pracy
brak świadczeń dodatkowych
inne

Kursy walut

Dane NBP
(kurs średni)
z dnia: 13-12-19

1 USD: 3,82341 EUR: 4,2747
1 CHF: 3,89191 GBP: 5,1292
1 RUB: 0,0613 

Start


Aktualności


Informacje


Biznes


Rozrywka


Turystyka



Ogłoszenia - Suwałki | Nasz fanpage na FB | Agroturystyka Suwalszczyzna | Internetowe Biuro Nieruchomości | Reklama Suwałki

Copyright © 2004-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone. Numer ISSN: 2080-6701
Redakcja: Suwalski Serwis Informacyjny ul. Noniewicza 95, 16-400 Suwałki
Serwis Suwalki.info nie ponosi odpowiedzialności za treści dodane przez użytkowników
Tel: 885-212-212 e-mail: redakcja@suwalki.info, reklama@suwalki.info
Projekt i wykonanie: