suwalki.info - Suwalski Serwis Informacyjny
Zdobywca szczytów
Krzysztof Urynowicz ma 28 lat. Jest zawodowym wojskowym. Po pół roku spędził w Afganistanie i Iraku. Już to, wystarczyłoby na cykl barwnych opowieści, ale Krzysztof ma wielką pasję - górskie wspinaczki. Jest w trakcie zdobywania Korony Ziemi.

Apetyt na Koronę
Przygoda Krzysztofa z górami zaczęła się, kiedy odbywał służbę wojskową w Szczecinie.
- Dostałem 72-godzinnę przepustkę - wspomina. - Nie bardzo wiedziałem, co zrobić z czasem, bo zanim dowlókłbym się pociągiem do Suwałk, już musiałbym stawić się z powrotem w jednostce. Pomyślałem, że pojadę w góry.

Ja z Suwałk
Pierwszej wyprawy nie zapomni do końca życia.
- Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie. Idąc na Czerwone Wierchy zobaczyłem na ścieżce napitą krwią pijawkę. A ta skąd tutaj? - patrzyłem zdumiony. - Podniosłem głowę i zobaczyłem właściciela. Rzuciłem się do ucieczki, a niedźwiedź za mną. Na rozstaju dróg zobaczyłem pijącego piwo faceta. Krzyknąłem, że goni mnie niedźwiedź. Dalej pędziliśmy razem. Miś zrezygnował dopiero na bardzo stromym odcinku. Kilka dni później usłyszałem, że w tym samym miejscu niedźwiedź zaatakował turystkę. Zwierzaka uśpiono.
Ta przygoda nie zraziła Krzysztofa do wypraw. Chociaż do dzisiaj, kiedy wędruje szlakiem do Morskiego Oka, na widok niedźwiedzich odchodów ciarki przechodzą mu po plecach.
Z pierwszych spotkań z górami zapamiętał zabawną historyjkę. Wchodził na jeden z tatrzańskich szczytów.
- Było ciepło, grzało słońce. Włożyłem krótkie spodenki i koszulkę. Do głowy mi nie przyszło, że na dwóch tysiącach metrów panują zupełnie inne warunki. - Nie zimno panu? - zapytały dwie turystki patrząc na moje gołe nogi. - Nie, ja z Suwałk - zaśmiałem się.
W tamtych czasach chodził po górach samotnie. Dzika przyroda dawała wyciszenie. Stawianie sobie nowych wyzwań wciągało coraz bardziej.

Przewodnik choć cepr
O górskich wędrówkach Krzysztofa dowiedzieli się koledzy z jednostki. Jeden z nich poprosił, żeby oprowadził jego rodzinę po tatrzańskich szlakach.
- Dostałem wtedy porządna nauczkę - przyznaje. - Na Kasprowy Wierch wchodziliśmy tylko we dwóch. Kolega chwalił mi się wcześniej, że chodził po górach. Zapomniał tylko dodać, że były to Góry Świętokrzyskie. Wziąłem sobie balast na plecy. Również w dosłownym znaczeniu, bo musiałem nieść jego plecak. Na szczycie kolega zupełnie wymiękł. Wtedy po raz pierwszy poczułem, czym jest odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Do dziś Krzysztof nie toleruje lekkomyślności w górach. Ekipa ma ustalony plan i musi się go ściśle trzymać. Do furii doprowadziło go zachowanie członka wyprawy, który mimo fatalnej pogody, odłączył się od grupy i w pojedynkę atakował ponadpięciotysięczny szczyt. Omal nie przypłacił tego życiem.

Pechowy Blanc
Kiedy Tatry były już za niskie, Krzysztofowi zamarzył się Mont Blanc. Pierwszy raz wybrał się zimą. Francuscy alpiniści, spotkani po drodze zapytali, czy jest Polakiem?
- Tylko Polacy i Rosjanie są takimi szaleńcami, żeby wchodzić na Blanca zimą - skwitowali.
Szczt zaczął atakować o drugiej w nocy. Nie udało mu się jednak postawić na nim stopy. Na wysokości 3000 metrów znaleźli z Francuzami rannego Polaka, który odpadł od ściany. Zaczęli organizować akcje ratunkową. Poszkodowanego zabrał śmigłowiec. Krzysztof wrócił na dół.
Drugim razem wybrali się w trójkę. Krzysztof, Jarek Gwozdecki, jego kumpel, służący w marynarce i Sylwek, też wojak. Pech nie opuszczał ich od momentu kiedy wrzucili sprzęt do starego mercedesa.
- Najpierw krążyliśmy po Wrocławiu nie mogąc trafić na wylotówkę do granicy. Zapomnieliśmy kupić jedzenie na całą wyprawę po polskiej stronie granicy. Na dokładkę Sylwek na przejściu potrącił celnika. Zapomniał biedak, że samochód ma automatyczną skrzynię biegów i pomylił pedał hamulca z gazem. Na szczęście, skończyło się na drobiazgowej kontroli bagaży. Do Chamonix dojechaliśmy z prędkością 20 km/h, bo stare auto nie radziło sobie z górskimi serpentynami.
Drugiego dnia doszli pod szczyt, rozbili obóz na półce skalnej. Obok stało już osiem namiotów. W nocy rozszalała się zamieć.
- Zarządziłem odśnieżanie co godzinę. Każdy po kolei. Chłopaki swój dyżur przespali i kompletnie zawaliło nas śniegiem. Żeby wyjść, musieliśmy najpierw wciągnąć śnieg do środka namiotu, a potem go wyrzucić na zewnątrz. Kiedy się odkopaliśmy okazało się, że w obozowisku zostaliśmy tylko my i Rosjanie. Reszta zawróciła.
Rosjanie zaimponowali Krzysztofowi. Dwa tygodnie wcześniej byli na Evereście. Okazali się twardymi ludźmi, którzy potrafią sobie dać radę w najtrudniejszych warunkach. To po ich śladach wchodzili na szczyt.
- Tylko spirytusu z nimi nie daliśmy rady pić - mówi ze śmiechem.
W tych dniach Mont Blanc zebrał kolejne śmiertelne żniwo. Zginęła młoda dziewczyna.
- Odbijała się od skały jak manekin. Tego widoku nie zapomnę do końca życia - przeżywa Krzysztof.
Na szczyt Blanca weszli we trójkę.
- Byliśmy skrajnie wycieńczeni, ale warto było. Nad nami latały już tylko samoloty - Krzysztof wraca pamięcią do pierwszej górskiej wiktorii.

Zdobywca szczytów
Po zdobyciu Mont Blanc zaczął myśleć o Koronie Ziemi. Wybrał Elbrusa, zaliczanego razem z Mont Blanc do najwyższych szczytów Europy.
Na rosyjską wyprawę wyruszyli w lipcu tego lata. Do Krzysztofa i Jarka tym razem dołączył Michał, student weterynarii, znaleziony przez internet.
- Przekonaliśmy się, że system trójkowy jest najlepszy - tłumaczy Krzysztof. - Jeden niesie namiot, drugi liny, a trzeci "kuchnię". W czasie wspinaczki bardzo ważne jest rozłożenie ciężaru bagażu. Na szczęście z każdym dniem kilogramów na plecach ubywa.
Tradcyjnie szczyt zaczęli atakować nocą. Podobnie jak na Blancu załamała się pogoda. Rozpętało się piekło. Do śnieżycy i wiatru dołączyły pioruny.
- Schodzimy nie jesteśmy samobójcami - podjęliśmy z Jarkiem decyzję.
Michał odpiął się i mimo ostrzeżeń ruszył w górę.
 - Po kilku krokach straciliśmy orientację. Uratował nas GPS. Byliśmy chorzy z wychłodzenia. Wymiotowaliśmy. Jarek stracił czucie w palcach rąk i stóp. Ubrania i bagaż były mokre. Martwiliśmy się o Michała - opowiada.
Wrócili do bazy i na drugi dzień spróbowali jeszcze raz. Jednak na wysokości 5300 metrów Jarek zrezygnował. Krzysztof poszedł dalej.
- Kiedy wydawało mi się, że jestem już na szczycie, wyrosła przede mną jeszcze wyższa góra - wzdycha. - Rzuciłem plecak w śnieg i wszedłem tylko z czekanem. Choć i tak na kolanach.
Potem zaczęło się schodzenie, które wcale nie było łatwiejsze.
- Umierałem z pragnienia. Napój energetyczny w butelce zamienił się w lodową kaszę. Zwymiotowałem po wypiciu jednego łyka - opowiada. - Momentami nie wiedziałem, co się dzieje.
W obozie wyczerpanym Krzysztofem zajęli się Rosjanie i Polacy.
- Dali mi w rękę kawałek kiełbasy, którą ssałem, bo nie mogłem nic przełknąć - wspomina. - Napoili, ogrzali. Słowem, przywrócili życiu.
Wyniósł z tego lekcję, że trzeba znać swój organizm, wiedzieć, na ile starczy sił.
- Nie chodzi o to, żeby iść i zginąć, ale o to, żeby zdobyć szczyt - podkreśla.

Lista alpinisty
Dzisiaj Krzysztof nie ma problemów z pakowaniem bagażu. Za każdym razem robi listę. Na pierwszym miejscu znajduje się namiot.
- Nie jest to żaden extra sprzęt, ale zwykły, kupiony w promocji. Kiedy się go obuduje śniegiem zamienia się w prawdziwe igloo - opowiada. - Do namiotu człowiek przywiązuje się jak do kogoś bliskiego. Kiedy trzy dni szaleje zamieć, a ty leżysz wpatrując się w płócienny sufit, znasz każdy jego szczegół.
Do gotowania zabierają butlę z palnikiem i jakiś garnek. W zapasach są konserwy, suszone mięso, owoce, chińskie zupki i koniecznie czekolada oraz batoniki. Słowem wszystko, co ma dużo kalorii.
Z alpinistycznego sprzętu niezbędne są raki, czekan, dokładna mapa. I koniecznie okulary przeciwsłoneczne i krem z mocnym filtrem. Od niedawna zabierają też GPS.
- Przydałoby się jeszcze wiele innych rzeczy, ale w czasie wspinaczki liczy się każdy kilogram. Teraz zabieramy trzydzieści. Kiedy będziemy mieli więcej pieniędzy, zmniejszymy bagaż o połowę, bo miniaturyzacja kosztuje - rozmarza się Krzysztof.

Co ty takiego widzisz w tych górach?
Krzysztof ma dwie siostry i brata. Nie wszyscy podzielają jego pasję.
- Kiedyś zabrałem w góry młodszego brata. Chciał przekonać się, co mnie tam tak ciągnie. Na szlaku Orlej Perci, gdzie widoki zapierają dech, zadał mi po raz kolejny pytanie: Co ty fajnego widzisz w tych górach? Poddałem się.
Sprzymierzeńca Krzysztof ma za to w młodszej siostrze Justynie.
- Idę sobie kiedyś z przyjaciółmi przez Ustrzyki Górne i widzę przed sobą trzy fajne gąski. Jedna jakoś dziwnie znajoma. Podchodzimy bliżej i.... padamy sobie z siostrą w objęcia.
***
- Góry nauczyły mnie pokory - przyznaje Krzysztof. - Jeżeli góra nie chce cię wpuścić jednego dnia, to wycofaj się i spróbuj następnego. Jeżeli będziesz wystarczająco pokorny, w końcu się dogadacie. To tak jak z kobietą - uśmiecha się. - Jak będziesz wytrwały, w końcu umówi się z tobą na randkę.
Ze swoją narzeczoną, Magdą niedawno zeszli się po raz drugi. W czerwcu przyszłego roku planują ślub.

Ewa Gawęcka, Agnieszka Szyszko


"Tygodnik Suwalski" będzie patronował wyprawom alpinisty. Już w styczniu Krzysztof planuje zdobycie Aconcagui (6962 m), najwyższego szczytu Ameryki Południowej. Razem szukamy firmy bądź osoby prywatnej, która również chciałaby patronować wyprawie i wspomogłaby finansowo odważnego suwalczanina. 


Dodano: 2007-11-12 16:53:46

INDECO - Szafy z Drzwiami Suwanymi, Zabudowy Wnęk
Grafika na szkle

Cinema Lumiere


Reklama

Z jakim problemem spotkałeś/spotkałaś się przy poszukiwaniu pracy?
zbyt niskie wynagrodzenie
zbyt wygórowane oczekiwania
brak umowy o pracę
brak szkoleń
brak odpowiednich warunków/narzędzi do pracy
brak świadczeń dodatkowych
inne

Kursy walut

Dane NBP
(kurs średni)
z dnia: 18-11-19

1 USD: 3,87671 EUR: 4,2884
1 CHF: 3,91331 GBP: 5,0257
1 RUB: 0,0607 

Start


Aktualności


Informacje


Biznes


Rozrywka


Turystyka



Ogłoszenia - Suwałki | Nasz fanpage na FB | Agroturystyka Suwalszczyzna | Internetowe Biuro Nieruchomości | Reklama Suwałki

Copyright © 2004-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone. Numer ISSN: 2080-6701
Redakcja: Suwalski Serwis Informacyjny ul. Noniewicza 95, 16-400 Suwałki
Serwis Suwalki.info nie ponosi odpowiedzialności za treści dodane przez użytkowników
tel: 87 730 5991, 885-212-212 e-mail: redakcja@suwalki.info, reklama@suwalki.info
Projekt i wykonanie: