suwalki.info - Suwalski Serwis Informacyjny
Login:
Hasło:
„Jestem poszukiwaczem kadru, którego nie znajdę” - wywiad z Hubertem i Miłoszem Stojanowskim

Hubert i Miłosz Stojanowscy zostali laureatami ogólnopolskiego konkursu „Zawsze ciekawi. Ojciec i Syn”. Zrealizowany przez nich minutowy film docenili jurorzy Discovery Channel. Specjalnie dla portalu suwalki.info laureaci opowiadają o swojej pasji, fascynacji Suwalszczyzną i dlaczego nazywają siebie Sudawcami.



Właśnie dowiedzieliśmy się, że Twój talent po raz kolejny został doceniony. Tym razem wraz z synem zostałeś nagrodzony w konkursie zorganizowanym z okazji 30-lecia Discovery Channel. Cieszycie się?

H: Tak, zajęliśmy z Miłoszem trzecie miejsce. Zresztą to właśnie on usłyszał o tym konkursie, w którym mieliśmy pokazać jak ojciec i syn inspirują się do wspólnych przygód, poznają świat, a dzięki temu także siebie. Cieszymy się z nagrody, ale trzecie miejsce mobilizuje nas do dalszej pracy. Do konkursu zostały zgłoszone filmy, które realizowały profesjonalne ekipy, czasem po kilka osób, a my zmierzyliśmy się z tym sami. Opracowaliśmy koncepcję, także zdjęcia, które wykorzystaliśmy, są zarówno moje, jak i Miłosza.

Jak to się stało, że polonista stał się cenionym i nagradzanym fotografikiem?

H: Ładnie to brzmi. Przygodę z fotografią rozpocząłem jako dziecko. Miałem wtedy Smienę, taki standardowy aparat i właśnie nim robiłem swoje pierwsze zdjęcia. Nie potrafiłem rysować, nie grałem zbyt dobrze na gitarze, ale czułem, że muszę wyrażać się artystycznie. Wtedy aparat i fotografia wydawała mi się najprostszą formą. Bardziej świadome robienie zdjęć zaczęło się w szkole średniej. Zbiegło się to z konkursem organizowanym przez Wigierski Park Narodowy - wysłałem swoje zdjęcia i wygrałem.

A co Ciebie inspiruje? Skąd pomysły na zdjęcia?

H: Suwalszczyzna. Tylko i wyłącznie. Ja nigdzie indziej zdjęć nie robię. Nawet jak wyjeżdżam do innych krajów - nie fotografuję. Poza Suwalszczyzną nie czuję natchnienia. Ta ziemia i jej wewnętrzne tchnienie tak na mnie działają. Jest tak jak mówię w filmie: łatwo się zachwycać obcymi stronami, ale najpierw trzeba się zachwycić najbliższym otoczeniem. Tego właśnie uczę Miłosza. W ubiegłym roku byliśmy z Młodym (synem Miłoszem przyp. red.) w Egipcie i faktycznie było pięknie - przejrzysta woda, rafy. To było coś nowego, ale prowodyrem tego zamieszania był syn, a jego doświadczenia stały się kanwą filmu zrealizowanego podczas tej wyprawy. Może dlatego właśnie łatwiej było mi filmować, bo w sumie Miłosz stał się takim swoistym łącznikiem.

Co było zatem pierwsze - miłość do Suwalszczyzny czy miłość do zdjęć?

H: Byłem kiedyś harcerzem, w związku z tym dużo chodziłem po naszych terenach. Regularnie odwiedzałem Suwalski Park Krajobrazowy czy Wigierski Park Narodowy. Mieliśmy z chłopakami tak zwane zbiórki plenerowe, bo i drużyna była trochę wywrotowa. Z czasem zapragnąłem uwieczniać to, co mnie otacza na zdjęciach. Idąc tym tropem można dojść do wniosku, że otoczenie wpłynęło na moją decyzję o fotografowaniu.

Obiektyw pomógł jednak jeszcze bardziej zachwycić się tymi wyjątkowymi terenami?

H: Oczywiście. Patrzenie przez obiektyw to sztuka dość trudna, bo trzeba selekcjonować pewne rzeczy. Przyłapuję się na tym już dziś, że jak patrzę na coś, to patrzę pod kątem fotograficznym. W tej przygodzie musisz być świadomy tego, co „odcinasz”. I czasami warto się przesunąć o kilka centymetrów, zmienić perspektywę, by poprawić ujęcie.

Robisz zdjęcia nie tylko z ziemi. Pojawiają się też ujęcia z paralotni czy podwodne. Czy to znaczy, że na ziemi czasami brakuje Ci inspiracji?

H: Od zawsze chciałem latać. Zawsze mówię, że pierwszy raz wystartowałem w wieku 3 lat z balkonu, a wylądowałem w szpitalu. 10 lat temu zacząłem latać na paralotni i teraz z perspektywy bociana szukam nowych kadrów terenu, który wcześniej poznawałem z ziemi. Zachwyca mnie to, co człowiek i przyroda wyczarowują na ziemi.

Podejmując się fotografowania wiesz, co chcesz ująć czy robisz zdjęcie z tego, co znajdziesz?

H: Wychowywałem się na fotografii analogowej. Jak szedłem w plener, to czasami nie robiłem żadnego zdjęcia, ewentualnie jedno lub dwa. Jeśli uważałem, że coś nie jest godne, aby „zaszczycić” klatkę negatywu, to nie pstrykałem. Teraz jest trochę łatwiej, bo można łapać kadry na potęgę, ale dzisiaj nie sztuką jest zrobić dobre zdjęcie, ale sztuką jest wybrać to najbardziej interesujące spośród swoich wielu i pokazać ludziom, aby oni je też docenili.

A masz jakieś autorytety w kwestii fotografii?

H: Wielkim człowiekiem jest dla mnie wciąż Staszek Woś, którego poznałem, i który mnie przeprowadził przez kilka zawiłości fotografii. Generalnie jestem samoukiem i do wszystkiego dochodzę sam - filmów i fotografii nikt mnie nie uczył. Dopiero teraz po raz pierwszy w życiu zapisałem się na warsztaty filmowe, które odbędą się w SOKu. Na razie wszystko robię intuicyjnie, ale to pewnie też nie jest dobre. Wyważam drzwi, które można z czyjąś pomocą otworzyć. Młody ma łatwiej - ma więcej sprzętu, może mnie też zawsze o coś zapytać.

No właśnie Miłosz, a kiedy ty pierwszy raz wziąłeś do ręki aparat?

Miłosz do ojca: Pamiętam jak kupiłeś mi aparat i wyszliśmy na ulicę.
Hubert: Miał może 4 lub 5 lat. Chodził i robił ludziom zdjęcie brzucha, albo stóp, tłumacząc, że tak właśnie chce. I to mi się w sposobie myślenia dzieci bardzo podoba, że pozbawione są konwenansów. On pewne rzeczy także robi intuicyjnie i to mnie bardzo cieszy. A robi zupełnie inne zdjęcia niż ja.

Miłosz powiedz co najbardziej lubisz fotografować?

M: Najbardziej lubię fotografować owady i mniejsze zwierzęta.
H: Swego czasu fascynowały go pająki, teraz uwielbia fotografować ptaki. To właśnie chcieliśmy pokazać w filmie konkursowym. W każdym razie poszedł trochę inną drogą niż ja, jeśli chodzi o fotografię.

Mówisz, że na paralotnię syna jeszcze nie weźmiesz, ale zdjęcia podwodne robiliście już razem.

H: Tak, pod wodę to Miłosz mnie zaprosił. Ja pływałem swobodnie na Suwalszczyźnie i te kilka metrów, na które można było zanurzyć się bez butli w zupełności mi wystarczały. Ale Młody znalazł ogłoszenie o kursie nurkowania dla dzieci. Miłosz był wtedy jedynym chętnym, on nurkował, a ja stałem i patrzyłem. Instruktor zaproponował mi dołączenie do syna, no i zrobiliśmy kurs, a potem pojechaliśmy do Egiptu. Pięknie było, ale jednak to na Suwalszczyźnie łatwiej mi się nastroić.

Aparat codziennie bierzecie do ręki? Jak często fotografujecie?

H: Uczyniłem z tego drugi zawód, więc siłą rzeczy muszę to robić częściej. Młody raczej weekendowo. Często jeździmy w teren i wtedy też fotografujemy. W ostatni czwartek, przed szkołą, siedzieliśmy sobie o świcie na skraju lasu i słuchaliśmy ryku jeleni. Nie udało nam się co prawda zrobić zdjęć, bo stado zeszło w innym miejscu, ale i tak było świetnie.

A jakie masz podejście do aparatu?

H: Na pewno sprzęt nie przeszkadza w robieniu zdjęć, tylko może pomóc. Nie oznacza to, że zrobi zdjęcie za fotografika. Pamiętam, że pierwsze zdjęcie podwodne, dzięki któremu wygrałem konkurs ogólnopolski, zrobiłem zwykłym, jednorazowym aparatem podwodnym za kilkadziesiąt złotych. Przy odbiorze nagrody wszyscy konkurenci pytali mnie, jakim sprzętem wykonałem zdjęcie, taka dziwna maniera „zawodowców”. Samo zdjęcie mniej ich interesowało.

Czy masz jakieś fotograficzne marzenie, co byś chciał jeszcze ująć w kadrze?

H: Cały czas robię zdjęcia miejsc, które już widziałem, ale za każdym razem wyglądają inaczej. Zależy to od pory roku, dnia, od nastroju fotografującego. Zauważyłem, że kiedy jeżdżę z Miłoszem w plenery, to robię mniej zdjęć, a bardziej koncentruję się na tym, co on robi. Przekazuję swoją wenę właśnie jemu. A marzenie mam takie, by podczas następnego wywiadu Miłosz mówił więcej ode mnie (śmiech).

Twoje zdjęcia zostały także zebrane. Gdzie można je zobaczyć?

H: Pierwszy album był w 2010 roku, teraz przygotowuję się do wydania drugiego.Wpadliśmy z Miłoszem na pomysł, że będziemy pisali bloga. Będzie to blog ojca z synem o Suwalszczyźnie pod nazwą Sudawcy. To określenie ma nawiązywać do Sudowii, czyli dawnej nazwy naszych terenów. Mamy zamiar dawać subiektywną wizję Suwalszczyzny innym. Chcemy się dzielić spostrzeżeniami, filmami i zdjęciami, czasem techniką ich wykonania, chcemy też robić wywiady z ciekawymi ludźmi i pokazywać miejsca bardziej znane i te trochę mniej. Wszystko będzie „przefiltrowane” przez nasz punkt widzenia, ale może skłoni kogoś do jakiejś formy aktywności. Na razie blog jest bardzo surowy, a i wpisów zamieściliśmy niewiele. Cały czas jednak poddajemy go szlifowaniu i niedługo osiągnie właściwą formę (adres bloga sudawcy.blogspot.com )

A jak Ty sam oceniasz swoje fotografie?

H: Mam zawsze niedosyt. Dlatego poniekąd cieszę się, że nie zajmuję pierwszych miejsc, bo gdyby tak było, to byłbym już skończony, nie miałbym co robić. A tak jest ciągła potrzeba rozwoju. Mówię o sobie, że jestem permanentnym poszukiwaczem kadru, którego nigdy nie znajdę. Wiem, że szukać trzeba, ale do końca nigdy nie będę zadowolony. Staram się też wpajać synowi, że nie można myśleć, że się jest najlepszym w czymś, bo zawsze ktoś może być lepszy. Nie chodzi mi tu o przysłowiowe „podcinanie skrzydeł”, tylko o samokontrolę. Cały czas trzeba się rozwijać i walczyć o kolejne ujęcie.

Miłosz, a ty swoją przyszłość wiążesz z fotografowaniem?

M: Myślę, że cały czas będę robić zdjęcia, że tata będzie mi w tym pomagał.
H: Ja ci już nie będę pomagał (śmiech).
M: Planuję też w szkole zrobić wystawę swoich fotografii. Rozmawiałem już z panem Dyrektorem i mam zgodę. Chcę też pomagać robiąc zdjęcia na uroczystościach szkolnych. Nie będę wtedy musiał siedzieć w miejscu.

Swoje zdjęcia macie oprawione w domu, wiszą gdzieś na ścianie?

H: Jesteśmy świeżo po przeprowadzce, dlatego kilka zdjęć stoi opartych o ścianę, ale są to zdjęcia moich przyjaciół fotograficznych. Taka dodatkowa motywacja do pracy. Swoje zdjęcia wykorzystałem jako fototapety. Miłosz też ma już zdjęcia, które na pewno znajdą się na naszych ścianach.

Znajomych i przyjaciół też obdarowujesz swoimi zdjęciami?

H: Czasami mi się zdarza, ale nie chcę się narzucać. Nie chcę stawiać kogoś w kłopotliwej sytuacji i doprowadzić do nerwowych poszukiwań „prezentu” za szafą, kiedy pojawię się z wizytą. Jeśli ktoś ładnie poprosi to zawsze fotografię dostanie (śmiech).

Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych sukcesów.




Dodano: 2015-09-26 11:24:05

Kawiarnia - Pizzeria Pinokio Suwałki
Kawiarnia - Pizzeria Pinokio Suwałki

Cinema Lumiere

Dzisiaj: (14.12.2016)
Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi (dubbing)
Seanse:
12:00
17:45
Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi (napisy)
Seanse:
20:45
Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi 3D (dubbing)
Seanse:
16:45
Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi 3D (napisy)
Seanse:
19:45
Cicha noc
Seanse:
19:00
Zabicie świętego jelenia
Seanse:
21:00
Pierwsza gwiazdka
Seanse:
09:30
16:00
Mikołaj i spółka
Seanse:
09:30
12:15
14:15

Reklama

Ile pieniędzy zamierzasz wydać na przygotowanie świąt Bożego Narodzenia?
mniej niż 500 zł
500 - 700 zł
700 - 1000 zł
więcej niż 1000 zł

Kursy walut

Dane NBP
(kurs średni)
z dnia: 14-12-17

1 USD: 3,57161 EUR: 4,2216
1 CHF: 3,61441 GBP: 4,8060
1 RUB: 0,0609 

Start


Aktualności


Informacje


Biznes


Rozrywka


Turystyka



Ogłoszenia - Suwałki | Mieszkania z dopłatą MdM | Olimpijskie ogrody | Opieka Niemcy | Markowe świece zapachowe | Tanie Odżywki | Agroturystyka Suwalszczyzna | Reklama Suwałki

Copyright © 2004-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone. Numer ISSN: 2080-6701
Redakcja: Suwalski Serwis Informacyjny ul. Kościuszki 112c lok. 4, 16-400 Suwałki
Serwis Suwalki.info nie ponosi odpowiedzialności za treści dodane przez użytkowników
tel: 87 730 5991 e-mail: [email protected], [email protected]
projekt i wykonanie: