suwalki.info - Suwalski Serwis Informacyjny
„Wzrusza mnie niemal wszystko, co jest tworzone lokalnie” – rozmowa z Hubertem Stojanowskim

O zdobywaniu nagród, lataniu z aparatem i lokalnym patriotyzmie opowiada Hubert Stojanowski - fotografik, paralotniarz, nauczyciel języka polskiego z Suwałk.

Hubert Stojanowski został właśnie laureatem głównej nagrody XI edycji ogólnopolskiego konkursu fotograficznego „Ekologia w Obiektywie 2011”. Tematem tegorocznej edycji konkursu było przedstawienie „życia w lasach”.

Pretekstem do naszego spotkania jest Twoja wygrana w ogólnopolskim konkursie fotograficznym. To praca Twojego autorstwa „Oczne” została najwyżej oceniona wśród setek nadesłanych zdjęć.

No może nie jest do końca tak. Zdobyłem główną nagrodę w kategorii „dorośli – zdjęcie z aparatu fotograficznego”. Przyznaję, że byłem zaskoczony tym, że doceniono tak abstrakcyjną pracę i że nie tylko mi się ona podoba. Przysłuchując się jurorom odniosłem wrażenie, że przy wyborze prac starły się dwa sposoby postrzegania rzeczywistości: wydarzeniowo-reporterski i metaforyczny. Tym razem wygrała praca o charakterze bardziej dosłownym, choć przyznaję, że zdjęcie, które zdobyło Grand Prix - samotny lis w padającym śniegu – jest bardzo dobre. Według organizatorów na konkurs wpłynęło około czterech i pół tysiąca prac.

Właśnie wróciłeś z uroczystości wręczania nagród. Jakie są Twoje wrażenia? Czy choćby dla takich chwil warto zostać fotografem, a może należałoby powiedzieć: fotografikiem?

Samo wręczenie nagród było faktycznie ciekawym doznaniem. Pierwszy raz w życiu stałem przed fotoreporterami z czekiem wielkości połowy biurka i czułem się lekko zażenowany, ale rekompensatą była niewątpliwie możliwość spotkania Chrisa Niedentahala, który jest żywą legendą fotografii reportażowej. Oczywiście podczas rozmowy kuluarowej wcisnąłem mu swój autorski album o Suwalszczyźnie, który (może kurtuazyjnie, a może nie) pochwalił.

Ciekawostką było też to, że jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem, mimowolnie byłem świadkiem wywiadu udzielanego przez podróżniczkę i dziennikarkę Beatę Pawlikowską jakiejś stacji telewizyjnej. Pani Beata opowiadała z charakterystyczną dla siebie plastycznością... o moim zdjęciu. Dziwnie się czułem i przyznam, że prawdopodobnie wtedy lewitowałem. Z moją małomiasteczkową i lekko zahukaną osobowością miałem okazję porozmawiać z ludźmi znanymi i cenionymi. Miło było zobaczyć, że jednak te osoby, w takiej prywatnej rozmowie, są zupełnie normalne i ciekawe drugiego człowieka.

Był też wątek rodzinny, bo na to wręczenie zabrałem swoich rodziców, z którymi ostatni raz w stolicy byłem pewnie 25 lat temu, a moja mama jest autorką zdjęcia, które dołączam.
No i właśnie chyba dla takich chwil warto robić zdjęcia i wysyłać je na konkursy...

To nie jest Twój pierwszy sukces. Kiedy postanowiłeś pokazać szerszej publiczności swoje prace i co Cię do tego skłoniło? Kiedy pojawiły się pierwsze wyróżnienia, nagrody…?

Sam się często zastanawiam, czemu właściwie pokazuję publicznie swoje prace. Z jednej strony nie lubię być w centrum uwagi, głupieję wtedy doszczętnie i nie wiem co powiedzieć, z drugiej zaś strony mam jakąś potrzebę podzielenia się tymi swoimi tworami. Po każdej wystawie obiecuję sobie, że nigdy więcej takiego stresu świadomie sobie zadanego... ale chyba jestem masochistą.

Z konkursami jest trochę prościej. Wysyłasz i zapominasz, bo oceniają efekt twojej pracy, nie ciebie. Pierwszy raz wysłałem zdjęcie na konkurs organizowany przez Wigierski Park Narodowy w 1998 roku. Moje kormorany, zrobione Zenitem TTL zajęły wtedy I miejsce, a potem już poszło. Co jakiś czas wysyłałem prace na konkursy i czasem mnie dostrzegano, czasem nie.

Jednak za swój największy sukces uznaję realizację swego pierwszego albumu, filmu i związaną z nimi promocję. Według obliczeń znajomych, w PWSZ nawiedziło mnie około 400 osób... szok totalny. Cieszę się przede wszystkim, że mogłem współpracować przy tym projekcie ze Stanisławem Wosiem, którego wizje artystyczne cenię.

Mam w domu taki ołtarzyk, ścianę, na której powiesiłem prace zaprzyjaźnionych fotografików. Mam już Wosia, Bułanowa i Misiukiewicza. Piotrek Malczewski też mi coś obiecał, a już planuję pielgrzymki do następnych... Tak sobie patrzę na ich pracę i wiem, że jeszcze długa droga przede mną.

Opowiedz nam o początkach swojej przygody z fotografią.

Chyba każdy fotografik przechodzi pewne etapy w swoim życiu. Najpierw pstryka wszystko co się rusza (lub nie) tylko dla własnej przyjemności. Potem zaczyna pokazywać swoje prace najbliższej rodzinie i znajomym. Pech dotyka go wtedy, gdy ktoś się zachwyci. Ci bardziej świadomi twórcy zaczynają potem oglądać pracę innych, chodzić na wernisaże. Klepią wystawiającego artystę po plecach, a myślą, że sami lepiej by to zrobili. Czasem niektórzy szukają mentora, podsyłają zdjęcia jakiemuś uznanemu twórcy i czekają na pozytywną opinię.

Sam przechodziłem przez różne etapy fotograficzności i wiem, że tak jest. A zdjęcia robię chyba od końca podstawówki. Zaczynałem klasycznie, od Smieny, potem Zenita... teraz bawię się cyfrowo, a co dalej, zobaczymy, bo ciągnie mnie ostatnio w stronę filmu.

Skąd pomysł na „perspektywę bocianią”, czyli kiedy postanowiłeś fotografować z powietrza? Kiedy pojawiła się ta chęć czy też potrzeba, by się oderwać od ziemi? Opowiedz nam o tym, jak jest w chmurach.

O tym, że będę latał wiedziałem już w wieku kilku lat. Teraz tak sobie żartuję, że te chęci rozbudził we mnie pierwszy samodzielny lot. W wieku trzech lat wystartowałem z balkonu, a wylądowałem w szpitalu z urazem czaszki. Uraz zapewne przez lata się pogłębiał, no i teraz widać efekty.

Przez długi czas latanie było tylko marzeniem, które gdzieś tam tłumiłem biegając po polach z latawcami, sklejając modele. Jednak kilka lat temu udało mi się spojrzeć na świat z perspektywy bociana. Język jest zbyt ubogi by opisać to, czego doświadcza się latając samodzielnie...W swoim filmie stwierdziłem, że o istocie latania opowiedzieć się nie da i dalej trzymam się tej wersji. Dlatego polecam obejrzenie mojej produkcji, bo jest tam odpowiedź na kilka pytań (http://sturnusek.republika.pl/filmy/ptasznie.html)

I teraz pytanie zasadnicze: jesteś latającym fotografem czy fotografującym paralotniarzem?

Myślę, że w momencie podjęcia decyzji o kolejnym starcie jestem przede wszystkim paralotniarzem. Wielokrotnie powtarzałem swoim kolegom, którzy także próbują robić zdjęcia z powietrza, że fotografuje się przy okazji. Najważniejszy jest sam lot, bo w jego trakcie nie zawsze jest możliwość pstrykania. Cudna jest przyjemność z przemieszczania się w trójwymiarze, ale ważne jest także bezpieczeństwo. Jeżeli ktoś chce traktować paralotnię tylko jako rodzaj transportu lub statywu, to może sobie zrobić krzywdę. Paradoksalnie wcale nie lata się „z głową w chmurach”. Trzeba cały czas analizować przestrzeń wokół siebie pod kątem ewentualnego zagrożenia, awaryjnego lądowania, rozmieszczenia linii energetycznych... i przy okazji dyndać sobie radośnie nogami i robić zdjęcia.

Opowiedz proszę o swoich inspiracjach. Inni fotograficy, malarze, pisarze?

Jestem typem samouka artystycznego. Prawie do wszystkich wniosków związanych z fotografowaniem dochodziłem sam, ale z perspektywy czasu stwierdzam, że było to głupie, choć wynikało z mojej wrodzonej nieśmiałości. Na spotkaniu Rady Artystycznej ZPAF, w momencie gdy ważyły się moje losy jako artysty docenionego (lub nie) legitymacją członkowską, wzbudziłem ogólną wesołość szczerze stwierdzając, że przez długi czas myślałem, że wielokrotną ekspozycję to ja wymyśliłem...

Zbyt późno zacząłem kontaktować się lokalnymi grupami twórczymi i teraz tego żałuję. Przegapiłem np. działalność klubu Pacamera, zbyt późno spotkałem Staszka Wosia, Piotra Bułanowa, Radka Krupińskiego, Jarka Borejszo, Piotrka Malczewskiego, Wojtka Misiukiewicza... i wielu innych.

Gdzie w tym jest miejsce dla Twojej kolejnej pasji, która skłoniła Cię do zostania polonistą? Jak się przejawia w fotografiach Twoja fascynacja literaturą czy sztuką?

Myślę, że na to, jak postrzegam świat, ma wpływ wielu czynników. Niewątpliwie literatura także kształtowała moją świadomości. Dorastałem w czasach kiedy nie było takich komputerów, Internetu... w telewizji były dwa programy... ale mieliśmy więcej czasu na czytanie, spotkanie kolegami na boisku, ganianie po lasach okolicznych… Oczywiście to, że Słowacki „wielkim poetą był” dostrzegam, jednak szukam w literaturze innego rodzaju wzruszeń. Wciąż zachwyca mnie Kurt Vonnegut, Boris Vian, Joseph Heller. Wszystko to trąci lekkim surrealizmem, ale tak już mam. Ostatnio przeczytałem nowość (a rzadko mi się to zdarza, bo podobają mi się utwory, które raz już czytałem) – „Balladyny i Romanse” białostockiego pisarza i nie zawiodłem się…

W literaturze i w fotografii szukam „barthesowskiego” punctum. Banalne obrazy są banalne z definicji, nie przyciągają uwagi… Dlatego ciągle szukam zdjęć, ujęć, które do mnie mówią. Zarówno w tworzeniu jaki i w odbieraniu sztuki kieruję się prostą zasadą: wzrusza albo nie wzrusza, podoba się albo mi się nie podoba.

Kolejną „wartością dodaną” są tytuły Twoich prac. To, że jesteś polonistą przejawia się w nazwach fotografii. Tworzysz neologizmy, bawisz się językiem – „doleśne”, „niedorzeczne” (czuć w tym Leśmiana) – dla samej zabawy czy może oddaje to lepiej specyfikę Twoich prac? Ich wyjątkowość?

Leśmian jest niezły, bardzo plastyczny i być może mniej lub bardziej go powielam. Faktycznie zasób słownictwa czasem mnie ogranicza i spontanicznie słowotwórczo się realizuję... Mierzi mnie podpisywanie prac schematami: zachód słońca nad Wigrami. Być może niektórzy uznają to za manierę, może i faktycznie tak jest. Często jednak między obrazem a tytułem pojawia się jakieś sprzężenie. Wydaje mi się też, że zdjęcie czasem może trochę zyskać z odpowiednim podpisem... Choć właściwie słabego zdjęcia nic nie obroni.

Przyroda, natura to główny „bohater” Twoich prac. W jaki sposób wytłumaczyłbyś powód takiego wyboru? Fascynacja pięknem, zwłaszcza lokalnej, przyrody, a może ulotnością zjawisk?

Ja w fotografii szukam skończonych obrazów. Nie bawię się radykalnie photoshopem, bo uważam, że przyroda jest doskonałym twórcą. Trzeba tylko zauważyć odpowiedni wycinek i go utrwalić. Niektórym się wydaje, że dobre zdjęcie można zrobić tylko w Afryce lub innym Tybecie. Są też tacy, którzy twierdzą, że najłatwiej fotografować zachody słońca, góry, morze i dzieci. Są tacy, co tak samo mówią o fotografii z powietrza, spod wody. To (prawie) zawsze wzruszy odbiorcę, bo często taki punkt widzenia jest nieosiągalny dla przeciętnego człowieka. Czemu? Bo musi wykazać się aktywnością, wyjechać w tropiki, wstać rano, wejść na górę, zrobić kurs paralotniowy, zanurkować...

Proponuję wszystkim fotografom wykonać proste ćwiczenie: zróbcie dobre zdjęcie nie ruszając się z domu, z osiedla, z miasta, z Suwalszczyzny. Trudno? Moim zdanie bardzo, ale jak ktoś nauczy się dostrzegać walory estetyczne w najbliższym otoczeniu, to zauważy je na krańcu świata.

Z lotu ptaka fotografujesz także miasto. Wszystko, co robisz związane jest w jakiś sposób z Suwalszczyzną. Mówisz o sobie „lokalny patriota”. Co to właściwie oznacza teraz, kiedy tak powszechna stała się emigracja i jak to się przejawia w Twojej pracy, w twoich działaniach?

Suwałki nie są wdzięcznymi tematem fotografii z powietrza. Wszystkie niemal zdjęcia miasta są raczej zapiskiem dokumentacyjnym niż artystycznym… Dlatego spośród zdjęć Suwałk najbardziej podoba mi się to, na którym jest tylko mgła i komin.

Mój lokalny patriotyzm przejawia się na wiele sposobów. Ot chociażby w tym, że wyjeżdżając poza granicę Suwalszczyzny (traktowanej starowojewódzko) praktycznie nie robię zdjęć, wyręcza mnie w tym moja żona Agnieszka. Brakuje mi inspiracji i chęci. Nawet pracę magisterską pisałem z dialektyzacji, o gwarze Suwalszczyzny. Mamy ciekawą historię, kresową mentalność... Pięknie tu jest.

Wzrusza mnie niemal wszystko, co jest tworzone lokalnie, bo uważam, że w ludziach tu mieszkających tkwi olbrzymi potencjał. Denerwuje mnie to, że lokalne władze planując strategie promocji miasta zlecają to firmom zewnętrznym, które zupełnie nie znają (i nie poznają w tak krótkim czasie) klimatu tego miejsca. Jestem pewien, że wśród miejscowych stowarzyszeń, organizacji i twórców są tacy, którzy lepiej by to zrobili. Mamy świetnych fotografików, muzyków, plastyków... Być może jestem niesprawiedliwy, być może nie znam realiów, być może jednak lokalni twórcy są angażowani i doceniani... być może...

Wiem, że ten patriotyzm lokalny w moim przypadku bywa też niebezpieczny. Wymyśliłem sobie nawet, że radnym zostanę. Na szczęście opamiętanie przyszło w porę i nikogo swoją gębą ze słupów ogłoszeniowych nie atakowałem. Mogę tylko przeprosić i obiecać, że to się nie powtórzy. Nie była to moja stylistyka i wrażliwość...

Schodzisz też na ziemię, zmieniasz perspektywę i tematykę. Robisz również zdjęcia spod wody, ale wykonujesz także fotografie okolicznościowe, w tym ślubne. Nie ma w tym konfliktu? Jakiegoś dysonansu?

Kazik Staszewski dobitnie określił onegdaj kondycję artysty w jednej ze swoich piosenek… no i coś w tym jest, jednak nie czuję się splugawiony. Kiedyś myślałem, że faktycznie fotografia komercyjna jest uwłaczająca dla artysty, ale życie szybko zweryfikowało moje poglądy, bo jestem także mężem i ojcem, razem z żoną odpowiadamy za bezpieczeństwo naszych dzieci i musimy im zapewnić dobre życie.

Jakiś czas temu otworzyłem działalność gospodarczą. Teraz jestem prezesem, dyrektorem, szefem związków zawodowych… i sprzątającym też. Mimo komercyjnego podejścia do tematu fotografii czy filmu, zawsze staram się rzetelnie i twórczo podejść do tematu.

Miałeś też już kilka wystaw w Suwałkach. Na początku wakacji szykuje się kolejna, tym razem w Galerii „Rozmarino”. Jak mieszkańcy naszego miasta reagują na Twoje prace? Jakie docierają do Ciebie opinie z ich strony?

W sumie było już kilka wystaw i prezentacji. Człowiek zasadniczo ewoluuje, dorasta do pewnych ocen. Na początku traktuje np. książkę „Kubuś Puchatek” jako niewinną historyjkę o głupiutkim misiu. Z czasem jednak, nabierając doświadczenia, widzi postawy wręcz archetypiczne: Prosiaczek - być może molestowany w dzieciństwie, Tygrys - ewidentne ADHD, Kłapouchy - malkontent... Tak samo jest z odbiorem prac. Jak sobie dziś przypomnę, co pokazywałem kilka lat temu, to wzruszenie mnie ściska. Dziś chyba żadnego z tych zdjęć bym nie pokazał... no może jedno lub dwa.

Odbiór moich wytworów jest na ogół pozytywny, choć nie zawsze. Wielu jest takich, którzy twierdzą, że każdy wyniesiony w przestrzeń zrobiłby dobre zdjęcie... Jest w tym dużo racji, ale nie do końca. Mam możliwość obejrzenia zdjęć z paralotni, które robiłem kilka lat temu i widzę pewien progres...

Zobaczymy jaki odbiór przygotują mi internauci. Obserwuję suwalskie fora, czasem oglądam komentarze i z przykrością stwierdzam, że dziwnie się dzieje. Niezbyt często angażuję się w polemiki, ale jak już to robię, to podpisuję się imieniem i nazwiskiem... anonimowo łatwo jest kogoś wyśmiać, oczernić... Zatem apeluję o jawność w mediach! Chyba już tacy byli, co apelowali...

Dotychczasowe projekty to m.in. album fotograficzny oraz film „Ptasznie - czyli jak mi się lata”. Czy są już kolejne pomysły? Zdradzisz nam swoje plany?

Staram się robić to, co sprawia mi przyjemność. Latam, nurkuję swobodnie i łażę po łąkach, lasach, fotografuję i filmuję. Może uda mi się niedługo zrealizować kolejny projekt kompleksowo pokazujący świat wokół mnie. Plany są, projekt piszę, realizacja zatem też może się zdarzy.

Czego serdecznie życzymy i dziękujemy za rozmowę!



Dodano: 2011-06-12 19:46:29

ATRAKCYJNE DZIAŁKI
DZIAŁKA USŁUGOWA W SUWAŁKACH UL. PRZYTOROWA

Cinema Lumiere


Reklama

Z jakim problemem spotkałeś/spotkałaś się przy poszukiwaniu pracy?
zbyt niskie wynagrodzenie
zbyt wygórowane oczekiwania
brak umowy o pracę
brak szkoleń
brak odpowiednich warunków/narzędzi do pracy
brak świadczeń dodatkowych
inne

Kursy walut

Dane NBP
(kurs średni)
z dnia: 06-12-19

1 USD: 3,85001 EUR: 4,2721
1 CHF: 3,89631 GBP: 5,0527
1 RUB: 0,0604 

Start


Aktualności


Informacje


Biznes


Rozrywka


Turystyka



Ogłoszenia - Suwałki | Nasz fanpage na FB | Agroturystyka Suwalszczyzna | Internetowe Biuro Nieruchomości | Reklama Suwałki

Copyright © 2004-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone. Numer ISSN: 2080-6701
Redakcja: Suwalski Serwis Informacyjny ul. Noniewicza 95, 16-400 Suwałki
Serwis Suwalki.info nie ponosi odpowiedzialności za treści dodane przez użytkowników
Tel: 885-212-212 e-mail: redakcja@suwalki.info, reklama@suwalki.info
Projekt i wykonanie: