suwalki.info - Suwalski Serwis Informacyjny
Login:
Hasło:
Suwalczanka w bitwie "You Can Dance"



Wywiad z Eweliną Tomaszewicz, tancerką z Suwałk, uczestniczką „bitwy” w programie TVN "You Can Dance"

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z tańcem?

Tańczę już od przedszkola. Zaczynałam od zajęć rytmiki, ale taka prawdziwa przygoda rozpoczęła się wtedy, gdy zaczęłam chodzić do szkoły tańca państwa Przekop. Trenowałam na sali w Wyższej Szkole Suwalsko - Mazurskiej. W wieku 11 lat zaczęłam jeździć na turnieje z partnerem tanecznym, później miałam rok przerwy - kolejny mój partner słabo tańczył i nie wystartowaliśmy w żadnym turnieju. W kolejnych latach udało mi się zdobyć klasę taneczną B w tańcu latynoamerykańskim i standardowym. Od roku tańczę sama, uczęszczam m.in. zajęcia tańca jazzowego.

Taniec towarzyski już Cię nie interesuje?

Dalej brnę w taniec towarzyski. To, że nie mam partnera, w niczym nie przeszkadza - tyle że nie jeżdżę na turnieje. Styl, w którym się dobrze czuję to jazz. W Białymstoku na warsztatach You Can Dance dominował hip hop i współczesny jazz. Nie miałam problemu, żeby odnaleźć się w tych technikach. Było to bardzo fajne doświadczenie - spróbowałam tańca na scenie, przed tysiącami ludzi na Rynku Kościuszki i kolejnymi przed telewizorami.

Tak liczna publiczność Cię onieśmiela, czy pomaga Ci w występie? Wiadomo, że oceny widzów mogą być różne, nie każdemu Twój taniec może się spodobać, nie każdy doceni Twoją pracę.

Publiczność jest dla mnie najważniejsza. Tańczę i dla siebie, owszem, ale to, że staram pokazać się z jak najlepszej strony, to wszystko robię dla ludzi. Z komentarzami bywa różnie. Pod moim filmem na stronie YCD wiele osób mnie krytykowało, ale i tak jestem wdzięczna wszystkim internautom. Skądś te głosy płynęły. Wiem, że zawsze znajdzie się ktoś, kto zazdrości lub po prostu przedstawia swoją opinię. Ma prawo, jest wolność słowa.

Przez pierwsze dni głosowania chodziłam trochę przybita i wkurzona. Myślałam sobie, że muszę być chyba beznadziejna, skoro ludzie tak piszą, ale mama podniosła mnie duchu. Powiedziała – przeszłaś casting, w ogóle tego nie czytaj. Później komentarze obróciłam w żart. W Białymstoku wymienialiśmy ze wszystkimi uczestnikami doświadczenia, każdy przypominał docinki na swój temat. Lepiej żartować z tego niż się przejmować.

Znalazłaś się w grupie Anny Muchy, w szczęśliwej dwunastce dziewcząt, które wystąpiły przed całą Polską. Czy wiesz, ile osób próbowało dostać się do programu „Po prostu bitwa”?

Do grupy Anny Muchy próbowało dostać się 270 dziewcząt. Właśnie tyle filmików pojawiło się na stronie Na casting zaproszono 50 dziewczyn, z których wybrano 25 najlepszych. Dwunastka została wyłoniona właśnie spośród nich. Tak samo było w przypadku grupy chłopaków tańczących z Michałem Pirógiem. Po castingu najlepszych tancerzy wybierali internauci i to dzięki ich głosom dotarłam tak daleko.

Jak wspominasz sam casting? Miałaś tremę?

Łatwo nie było. W komisji siedział znany choreograf - Anthony Kaye, który od dawna współpracuje z You Can Dance. Układał aranżacje dla takich ludzi jak Britney Spears, Kylie Minogue, Alicia Keys. Na początku bardzo się wystraszyłam występu. Mam umiejętności, ale kiedy wyjadę gdzieś dalej w Polskę, to zawsze znajdą się ludzie lepsi ode mnie. Wolę oceniać siebie jako tancerkę przeciętną niż spocząć na laurach.

Czy YCD daje popularność?

Chwilową. Tylko niektórzy stają się rozpoznawalni. Będzie nowa edycja, pojawią się nowe twarze. To, jak wykorzysta się popularność, zależy tylko i wyłącznie od samego uczestnika programu.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w tym programie – możliwość wygranej, wyjazdu do USA i nauka w Broadway Dance Center, satysfakcja czy sam sukces?

Chyba satysfakcja. Myślę, że te osoby, które do tej pory wygrywały program, były szczęśliwe dlatego, że została doceniona ich praca. Ważne jest to, że ludzie ich pokochali i to, że mogli zaprezentować się z jak najlepszej strony. Te nagrody to jest dodatek. Trzy miesiące w Broadway Dance Center to szansa na to, aby ktoś z zagranicy dostrzegł jakiś talent i żeby to później można było wykorzystać w międzynarodowej karierze. Są też pieniądze, ale pieniądze każdy przeznacza na taniec i szkolenia.

Będziesz próbowała swoich sił w kolejnej edycji You Can Dance?

Tak, to będzie moja druga próba. Do YCD mogą zgłaszać się osoby, które ukończyły 16 lat. Pierwszy raz próbowałam dostać się do czwartej edycji programu. Casting odbywał się w Białymstoku, a ja nie pojechałam i zmarnowałam szansę. Wybrałam się tylko na ostatni casting w Warszawie, kiedy został tylko jeden bilet dla dziewczyny. Cały czas się uczę, teraz wiem, że będę uczestniczyć we wszystkich castingach, będę walczyć. Na przygotowania mam czas do grudnia. Poproszę o pomoc choreografów, aby przygotowali mnie też do tańca w innym stylu. YCD to program, w którym trzeba być wszechstronnym. Sama nie mogę ułożyć sobie choreografii, bo jeszcze za mało umiem.

Jakie jeszcze warunki musi spełnić tancerz, który chce dostać się do programu?

Przede wszystkim nie może bać się się kamer. Jeśli jury zauważy, że ktoś czuje się nieswojo, rozgląda się wokół i obserwuje kamery, to znaczy, że ten program nie jest dla niego.

Jak wyglądał Twój tydzień intensywnych przygotowań do programu przed bitwą „Dziewczyny vs. Chlopaki”?

Zajęcia odbyły się już pierwszego dnia. Większość uczestników spędziła cały dzień w podróży. Niektórzy jechali z południa Polski, bo w „bitwie” wzięli udział tancerze z całego kraju. Z naszego województwa byłam ja i Patrycja Kozłowska - koleżanka z Białegostoku. Najpierw musiałam dotrzeć do Warszawy, a stamtąd wyruszyliśmy busami do Białegostoku. Po trzech godzinach od przyjazdu już mieliśmy zajęcia. Warsztaty odbywały się w szkole tańca „Fair Play Crew” Rafała Kamińskiego, uczestnika pierwszej edycji YCD.

Treningi rozpoczynały się o godz. 10.00, ale pół godziny wcześniej, czyli o 9.30, już były zbiórki. Z zajęć wracaliśmy o 22.00. Teoretycznie można było się wyspać, ale nikt z nas nie chciał zrezygnować z nocnych rozmów. Dwa razy byłam na basenie, pozostały czas spędziłam tańcząc. Finał YCD oglądaliśmy wszyscy razem. Najlepiej wspominam właśnie ten dzień, było bardzo przyjemnie. Kiedy oglądaliśmy finał, to ekipa TVN wparowała do nas z kamerami, pytając, jakie są nasze wrażenia. Podczas finału w telewizji pokazano fragment naszych warsztatów.

Któremu z tancerzy - finalistów kibicowałaś?

Obojgu. Na początku bardziej trzymałam kciuki za Paulinę, ale kiedy Kuba zatańczył swoją solówkę, to jednak stwierdziłam, że to jemu należy się nagroda. Paulina dzięki wsparciu prywatnej osoby i tak wyjedzie do Stanów. W tej edycji nie było przegranych. Myślę, że i potem znajdzie się ktoś, kto będzie ją promował. Paulina jest świetna, bardzo miła i otwarta. Miałam okazję ją poznać. Ani Kuba, ani ona nie zadzierają głowy. W tańcu nie można się obijać, tylko ciężką pracą można coś osiągnąć.

W Białymstoku nie brakowało znanych twarzy z TVN. Była tam Dorota Wellman i Marcin Prokop oraz całe jury YCD – Agustin Egurolla, Michał Piróg i Anna Mucha. Jacy są Ci ludzie po programie, kiedy już zgasną światła?

Michał Piróg niczego nie udaje. Bardzo go lubiłam oglądać. To jest bardzo miły człowiek, nie traktuje ludzi z góry i chętnie z nimi rozmawia. Podczas warsztatów w Białymstoku pracował ze swoją grupą, ale pracował też z nami, chociaż tworzyłyśmy ekipę Anny Muchy. Chciał nam pomóc. Byłyśmy z przeciwnej drużyny, ale zależało mu na tym, aby każdy zespół wypadł dobrze. Ania Mucha nie trenowała z nami, ale dbała o nas, pytała, czy czegoś nie potrzebujemy. Przed wyjściem na scenę przekonywała nas, że nie ważne, co by się stało i nie ważne, jaki będzie wynik bitwy, to i tak wszystko będzie w porządku. Ludzie, którzy pracują przy tym programie są fantastyczni. Często są niewyspani, ale nikt na nikim się nie wyżywa, podchodzą do wszystkiego z dystansem, na luzie. W takim programie człowiek musi być naturalny. Są jednak wyjątki - zdarzają się osoby, z którymi ciężko się dogadać.

Którego z jurorów polubiłaś najbardziej?

Z Agustinem Egurollą nie miałam okazji porozmawiać. W Białymstoku tylko przywitał się z nami, był bardzo zabiegany. Ania Mucha jest bardzo sympatyczna, ale Michała Piróga lubię bardziej. Nie wiem nawet dlaczego, może źle nastawiłam się do Ani, oglądając program i słysząc jej różne wypowiedzi.

Traktujesz przegraną w „bitwie” jak porażkę, czy raczej jak nowe doświadczenie?

Z mojej perspektywy trudno mówić o rywalizacji w tym programie, więc i o porażce także. Przed samą „bitwą” każda z ekip trenowała oddzielnie, jeździliśmy oddzielnymi busami - dziewczyny różowym, chłopaki niebieskim. Nie było jednak między nami konkurencji, kiedy czekaliśmy na wyniki, wszyscy stanęliśmy w kółku, przytulaliśmy się, dziękowaliśmy sobie wzajemnie. Tylko przed kamerami mieliśmy pokazać, że siebie nie lubimy i rywalizujemy ze sobą. Naszym zadaniem było zrobienie show. Jeśli już czymś rywalizowaliśmy, to tylko tańcem, nie osobowościami. Między nami nie było zgrzytów.

Miałaś nadzieję na wygraną grupy dziewczyn?

Wiedziałam, że to chłopaki wygrają. To była grupa Michała Piróga - wszyscy go lubią i doceniają. Oni mieli też lepszą muzykę i choreografię.

A kto tworzył choreografię i wybierał muzykę do waszych występów?

Do hip hopu choreografię tworzył Rafał Kamiński, a do jazzu Mariusz Olszewski. Z kolei dla chłopaków – Kasia Kizior i Justyna Lichacy. Podkłady muzyczne też wybierali choreografowie, bo to oni wiedzieli najlepiej, jaką chcą muzykę. Choreografię tworzy się do określonej muzyki, a nie odwrotnie. Producenci maczali palce w wyborze naszych ubiorów. Miało być kolorowo.

Można było wygodnie tańczyć tych strojach?

Niekoniecznie. Ja się w swoim źle czułam i dziwnie. Jazz tańczy się boso, a oni nam dali trampki. Oni mają „odjechane” pomysły, zawsze chcą coś wyciąć, coś pociąć, zmienić, ze spodni zrobić bluzkę. Strój wygląda super, ale nie jest praktyczny. Nie wiem od czego to zależy, możesz na żywo wyglądać okropnie, a telewizji prezentować się wspaniale.

Który moment programu wspominasz najmilej?

Było dużo takich momentów, jednak najmilej wspominam chwilę, kiedy ekipa odliczała sekundy do wyjścia na scenę. Słyszałam tych krzyczących ludzi, ten tłum pod scenę. Lubię publiczne występy, lubię kamery i flesze. To był ten moment, jeżeli chodzi o sam program, a jeśli mam oceniać warsztaty, to na długo zapamiętam chwilę, kiedy Mariusz Olszewski pochwalił mnie na jazzie. Postawił mnie z przodu grupy, żebym zatańczyła jako pierwsza. Przez całe warsztaty ćwiczyłam z tyłu, a on w ostatniej chwili zmienił ustawienie.

Co uważasz za swój największy sukces?

Zdecydowanie zdobycie klasy B w tańcach standardowych i latynoamerykańskich oraz przejście castingu do programu YCD. Usłyszałam wiele pochlebnych opinii od jurorów, a przecież próbowali się tam dostać ludzie z całej Polski.

Czy swoją przyszłość wiążesz z tańcem?

Wszyscy mnie o to pytają. Nawet nauczyciele, którzy boją się, że zrezygnuję z nauki i wyjadę. Wiem, że wieku 40 lat skakać już raczej nie będę. Nie jestem pewna, czy zajmę się zawodowo tańcem. Bardzo chciałabym zostać aktorką musicalową lub filmową. Pomysł nie wziął się znikąd - podczas otwarcia Plazy miałam pokaz w Fantasy Parku. Spotkałam się później z opiniami, że mam duże zadatki na to. Zastanawiam się, w którą stronę mam pójść. Chyba poddam się losowi, nie chciałabym niczego planować, nie wiadomo, co może zdarzyć się jutro. Kiedy dostałam maila z potwierdzeniem udziału w programie You Can Dance, nie bardzo mogłam się cieszyć - nie docierało to do mnie i chyba nadal nie dociera.

Uczysz się w klasie o profilu biologiczno-chemicznym. Biologia to działka, która niewiele ma wspólnego ze sztuką i występami. Czy to kolejne z Twoich zainteresowań?

Bardzo lubię biologię. Chemię polubiłam w III LO dzięki pani profesor Magdalenie Gaińskiej. Jest fenomenalna - w pół roku przekonała mnie, że chemia jest super. Początkowo chciałam iść na medycynę. Z racji, że nie miałam partnera tanecznego, to postanowiłam więcej czasu poświęcić nauce. Jednak nie potrafię żyć bez tańca, nawet po domu chodzę tanecznym krokiem. Dostałam się do „bitwy” You Can Dance, los mi sprzyja i może to znak od Boga, że powinnam iść w tym kierunku. Teraz głęboko zastanawiam się nad studiami na AWF-ie lub w szkole tanecznej. Chciałabym może potem zdawać na aktorstwo. Jedno jest pewne, na razie z Suwałk się nie ruszam.

Na czym w tej chwili najbardziej Ci zależy, za co można trzymać kciuki?

Za to, żebym się nie poddawała, nie rezygnowała z tańca i nie traciła wiary w siebie oraz zapału do pracy. Chciałabym też wypromować trochę Suwałki. Do niedawna była tu tylko jedna szkoła tańca towarzyskiego. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś otworzyć tu szkołę z prawdziwego zdarzenia, z własną salą do ćwiczeń, żeby tancerze nie musieli trenować na salach gimnastycznych.

Myślisz, że znalazłabyś wystarczającą liczbę chętnych?

Tak, zauważam to na przykładzie moich znajomych. Osiągam sukcesy, oni też tak by chcieli. Poza tym w okolicach Suwałk też mieszkają ludzie, w pobliżu są inne miasta, np. Olecko, Augustów. Wszystko zależy od chęci. Ja pokonywałam wiele kilometrów, żeby wziąć udział w 45-minutowych zajęciach z trenerem. Byłam w stanie wyłożyć na to duże pieniądze - tylko dlatego, że chciałam. Każdy sukces to 90 procent wysiłku i 10 procent talentu, a talent można rozwijać.

Dziękuję za rozmowę.
Fot. www.wrotapodlasia.pl
Fot. www.wrotapodlasia.pl
Fot. www.wrotapodlasia.pl
Fot. www.wrotapodlasia.pl
Fot. www.wrotapodlasia.pl








Dodano: 2010-06-13 09:05:46

Bajkowo
Usługi Rekreacyjne
Urodziny dla Dzieci

Cinema Lumiere

Dzisiaj: (25.05.2016)

Reklama

Z jakim problemem spotkałeś/spotkałaś się przy poszukiwaniu pracy?
zbyt niskie wynagrodzenie
zbyt wygórowane oczekiwania
brak umowy o pracę
brak szkoleń
brak odpowiednich warunków/narzędzi do pracy
brak świadczeń dodatkowych
inne

Kursy walut

Dane NBP
(kurs średni)
z dnia: 24-05-19

1 USD: 3,84361 EUR: 4,2989
1 CHF: 3,83271 GBP: 4,8768
1 RUB: 0,0595 


Start


Aktualności


Informacje


Biznes


Rozrywka


Turystyka



Ogłoszenia - Suwałki | Montaż kamer Suwałki | Agroturystyka Suwalszczyzna | Reklama Suwałki

Copyright © 2004-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone. Numer ISSN: 2080-6701
Redakcja: Suwalski Serwis Informacyjny ul. Noniewicza 95, 16-400 Suwałki
Serwis Suwalki.info nie ponosi odpowiedzialności za treści dodane przez użytkowników
tel: 87 730 5991 e-mail: [email protected], [email protected]
projekt i wykonanie: