suwalki.info - Suwalski Serwis Informacyjny
Suwalczanin na podium

Czy był Pan w Japonii pierwszy raz? Co w Tokio zrobiło na Panu największe wrażenie?

Trudno powiedzieć. Wszystko mi się podobało, bo wszystko jest inne. To są inni ludzie, o zupełnie innej mentalności, tam jest zupełnie inna infrastruktura. W Tokio jeździ się autostradami na wysokości 2 lub 3 pięter. Autostrady znajdują się metr od balkonów lub od okien, podobnie tory pociągów. Może się to dla nas wydawać dziwne i niesamowite, możemy być zdziwieni, że ludzie mogą żyć w takim zagęszczeniu. Podczas pobytu w Japonii zostałem zaproszony też na spotkanie do Ambasady Polskiej w Tokio.

Czy podczas pierwszego pobytu zdołał Pan zobaczyć jakieś zabytki, odwiedził Pan ciekawe miejsca?

Nie bardzo. Problem w tym, że przyjeżdżamy dzień przed zawodami i wyjeżdżamy dzień po zawodach. Dwa dni to tak krótko, że nie ma czasu na dłuższe zwiedzanie. Rok temu byliśmy z Mateuszem w Kamakura - w świątyni i przy posągu Wielkiego Zielonego Buddy z brązu. W tym roku przed zawodami mieliśmy czas tylko na małe zwiedzanie miasta i sklepów. Mistrzostwa Świata były 3-dniowymi zawodami: Dominika Lisiewicz startowała piątek, w czwartek mieliśmy badania lekarskie które zakończyły się o 14.00, my z Mateuszem startowaliśmy w sobotę, a w niedzielę odbyły się zawody w najpoważniejszej kategorii mężczyzn i kobiet. Te trzy dni zleciały nam błyskawicznie i został nam tylko poniedziałek. Wymyśliliśmy, że w poniedziałek pojedziemy na górę Fudżi. Wykupiliśmy sobie wycieczkę z hotelu. Dotarliśmy na górę – dowieziono nas na wysokość 2400 m n.p.m. Okazało się jednak, że nie jesteśmy w stanie niczego zobaczyć - chmury były wtedy bardzo nisko. Później dotarliśmy do miejscowości Hakone, gdzie widzieliśmy błota powulkaniczne i poczuliśmy wyziewy, opary siarkowe. Mnóstwo ludzi tam przyjeżdża, każdy oczywiście trzyma się za nos ze względu na niewyobrażalny smród. Japończycy chodzą tam w maseczkach, ale nie sądzę, żeby im w czymś pomagały - jeśli człowiek nie poczuł tego zapachu, to nie jest w stanie go sobie wyobrazić. Ciekawostką jest również to, że znajduje się tam budynek, w którym Japończycy gotują jajka. Jajka wkładają do zasiarczonej wody w żelaznych koszach i czekają aż się ugotują. Interesujące jest to, że wstawiają jajka białe, a wyjmują czarne. Potem sprzedają je po dwa w torebce, w cenie 500 jenów. To musi być widocznie jakaś atrakcja dla turystów, ponieważ Japończycy zjadają te jajka na miejscu. My się nie skusiliśmy - przy tym zapachu nie bylibyśmy w stanie nic przełknąć.

Przejdźmy do celu Pana wizyty w Japonii - Mistrzostw Świata w Karate Kyokushin. Ilu zawodników reprezentowało nasz kraj?


Były to 22 osoby z całej Polski. Cała ekipa liczyła 40 osób. Oprócz zawodników byli też lekarze, trenerzy, osoby towarzyszące oraz karatecy, którzy zdawali na wyższe stopnie wtajemniczenia. U nas w karate zdaje się na stopnie dan, czyli stopnie mistrzowskie. W Europie zdaje się do trzeciego dan, w Polsce można zdać na pierwszy i drugi mistrzowski stopień. Aby zdać na trzeci i czwarty dan można jechać do Japonii lub do Pappendal w Holandii, gdzie ja zdawałem. Nadanie dan w Japonii to taka pamiątka - zdaje się przed Japończykami, w honbu – czyli takim naszym głównym dojo.

Wśród 22 zawodników była i nasza trójka – Dominika Lisiewicz, Mateusz Krejpcio i ja, tym razem jako zawodnik, nie jako trener. Odzwyczaiłem się od tego, ale Mateusz zachęcił mnie i trochę przymusił do startu. Pomyślałem, że może nie będzie już takiej okazji. Co prawda wiedziałem, że poziom jest wysoki, ale nie aż tak, aby sobie nie poradzić. Najtrudniejszą rzeczą jest dobre przygotowanie.

W jaki sposób się przygotowywaliście?

Na trening trzeba było poświęcić trochę czasu. Mateusz i Dominika poświęcili całe wakacje. Zawody odbyły się pod koniec sierpnia - siła wyższa, trzeba było trenować 6 tygodni. Ćwiczyliśmy dwa razy dziennie w Suwałkach, wyjeżdżaliśmy na obozy szkoleniowe – w takich obozach uczestniczyliśmy trzykrotnie. Dominika i Mateusz podczas obozu w Krakowie zdawali na wyższe stopnie, przed wyjazdem do Japonii otrzymali brązowe pasy.

To nie były „zwykłe” treningi?

Treningi w grupach to treningi wytrzymałościowe i szybkościowe, czyli ogólnorozwojowe, także nauka karate, przypominanie i nauka nowych technik. Natomiast wtedy, kiedy przygotowujemy się do zawodów, odbywamy treningi, których celem jest poprawienie wszystkich parametrów. Chodzi o zwiększenie szybkości, siły, wytrzymałości. Są to treningi mocno wysiłkowe, trwające 1,5 godziny. Ćwiczyliśmy codziennie - od poniedziałku do soboty, do tego biegaliśmy rano około 5 kilometrów i trenowaliśmy w OSiRze - na siłowni.

Dużo wyrzeczeń kosztowało Pana przygotowanie się do MŚ?

Prawie 2 miesiące treningu to duże wyrzeczenie, spory wysiłek. Musiałem trochę stracić na wadze – dojść do 70 kilogramów. Stosowałem dietę, ale spadek wagi spowodował głównie wysiłek fizyczny. W wieku 40 lat nie było to proste. Młodzi ludzie mają inną - lepszą wydolność, a w moim wieku wszystkie parametry spadają.

Czy spodziewał się Pan wygranej? Za jakim nastawieniem jechał Pan do Japonii?

Nie mogłem liczyć na wygraną. Mój ostatni start w Polsce miał miejsce w 2003 roku - wtedy zostałem wicemistrzem Polski w kategorii mężczyzn powyżej 35 lat. Mistrzostwa Polski w kategorii open odbywają się raz w roku, są to zawody bez podziału na kategorie wagowe. Startują w nich najlepsi zawodnicy z całego kraju. Walczą ze sobą zarówno osoby mojej postury, jak i „poważniejszej”. W 2003 roku - po kilku latach przerwy - zdobyłem tytuł Wicemistrza Polski, ale w walce finałowej pękła mi kość w nadgarstku, walczyłem z przeciwnikiem który ważył 115 kg. Swoją karierę zawodniczą zakończyłem już wcześniej - w wieku 30 lat, między innymi z powodu kontuzji. Odpuściłem sobie i skupiłem się na prowadzeniu zawodników. Moi podopieczni odnoszą znaczące sukcesy, co mnie - jako szkoleniowca - bardzo cieszy. Syn mnie jednak podkusił, chciałem zrobić sobie pamiątkę. Mogę powiedzieć, że start na Mistrzostwach Świata był takim marzeniem człowieka, który już od wielu wielu lat trenuje karate. Właśnie rozpocząłem 27 rok treningów, a sam udział w zawodach przypomniał, że to nie jest łatwe, szczególnie w tym wieku. Cieszę się, że zdobyłem medal, ale doszedłem do wniosku, że w tym wieku trzeba sobie już odpuścić systematyczne starty. Raczej był to wybryk jednorazowy. Najbardziej cieszę się, że wróciłem z Japonii bez kontuzji. Seniorzy startowali w ochraniaczach – dzięki temu nie przywiozłem kontuzji a medal.

Jako trener na pewno jest Pan dumny z Dominiki i Mateusza. Czy sami zawodnicy nie czują się jednak troszeczkę rozczarowani startem na MŚ?

Gorycz porażki trzeba przełknąć. Do Japonii jechaliśmy z takim zamierzeniem, aby pokazać się z jak najlepszej strony. Myślę, że tragedii nie ma – Mateusz i Dominika ani nie przegrali przed czasem, ani przez zdobycie punktów przez przeciwnika. W karate jest tak, że można przegrać przez wazari. To utrata 0,5 punktu – oznaczy to, że technika była na tyle skuteczna, żeby na około 3 sekundy odebrać przeciwnikowi ochotę do walki. Walka toczy się jednak dalej - jeśli ty nie zdobędziesz punktu, to przeciwnik z wazari wygrywa bezdyskusyjnie. Ippon to już jest nokaut – kiedy przeciwnik odebrał ci całkowicie ochotę do walki – otrzymuje się wtedy cały punkt. Przygotowanie wydolnościowe Dominiki i Mateusza było więc bardzo dobre. Czy są rozczarowani? Nie sądzę, bo przegrali z lepszymi od siebie. Dominika i Mateusz przekonali się, ile jeszcze pracy przed nimi, mimo że pojechali do Japonii jako Mistrzowie Europy.

Jak ocenia Pan poziom zawodników na świecie?

Będąc tam, zobaczyliśmy, że Mistrzostwa Europy a Mistrzostwa Świata to zupełnie inny poziom. Chodzi głównie o Japończyków i Rosjan - oni ćwiczą razem, przylatują do siebie, jeżdżą na wspólne obozy. Efekty widać od razu - sposób walki, taktyka walki są bardzo podobne. Jest to głównie walka siłowa. Zawodnicy są znacznie silniejsi od naszych juniorów. W tej kategorii tylko Aleksandrze Zajkowskiej z Łomży udało się zdobyć wicemistrzostwo. Podczas walk było widać, że siła jest po tamtej stronie. Z zawodnikami innych krajów można było wygrać, jednak Japończycy i Rosjanie byli praktycznie nie do przejścia. Moja kategoria to jest trochę inna bajka, ponieważ startują w niej ludzie, którzy mają 35-40 lat lub więcej i duże doświadczenie. Udało mi się pokonać dwóch Japończyków, ale odczuwałem siłę ich uderzeń. W kategorii seniorów poziom był wyrównany, można by więc zapytać, dlaczego młodzież wystąpiła tak słabo. Jako szkoleniowiec mogę powiedzieć tylko w ten sposób - w Polsce na zawodach startuje się w lekkim kontakcie. U nas jest taki przepis, że walka przebiega w ochraniaczach i praktycznie przeciwnika dotyka się, a nie uderza. Sędziowie przyznają punkty za technikę trafioną, a kiedy trafi się przeciwnika za mocno, to przegrywa się walkę przed czasem przez faul. Podczas Mistrzostw Świata było zupełnie odwrotnie – trzeba było dążyć do tego, żeby przeciwnika znokautować, zabrać mu punkty - odbierając ochotę do walki - tam trzeba wejść ciosem z całej siły, nie cofać się. W Polsce walka jest bardziej techniczna niż siłowa. Przyznaję, że juniorzy są o krok z tyłu. Pokazaliśmy jednak, że możemy coś zdobyć w wyższych kategoriach. Nie jesteśmy najlepsi, ale po medale możemy sięgnąć.

Czy można wyrównać poziom młodszych zawodników – np. zmienić zasady walki w kategorii juniorów?

My - jako szkoleniowcy nie możemy tego zmienić. Zasady ustala Polski Związek - my możemy tylko monitować i starać się o wprowadzenie zmian, tłumaczyć, że warto by wprowadzić semi kontakt (półkontakt). Najwyższy czas by pewne rzeczy zmienić. Jak widać, nasza młodzież nie dochodzi do tego najwyższego poziomu, mimo że odnosi sukcesy. Dominika i Mateusz udowodnili to podczas Mistrzostw Europy w Warnie. W tym roku (28 listopada) Mateusz będzie bronił mistrzowskiego tytułu. Sądzę, że powinien przywieźć medal - w Europie jego wyszkolenie jest na wysokim poziomie. Niejednokrotnie to udowadniał w różnych turniejach europejskich. Ale nie będzie też łatwo. Mistrz ma najtrudniej – dążyć do mistrzostwa jako pretendent jest łatwiej, niż bronić tytułu Mistrza Europy. Wszyscy zawodnicy wiedzą, z kim walczą i dają z siebie wszystko, aby pokonać Mistrza.

Jakim zainteresowaniem cieszy się karate w Suwałkach? Czy sukcesy przyciągają nowych adeptów sztuki walki?

Porównując karate z innymi dyscyplinami sportu mogę powiedzieć, że źle nie jest. Cały czas mamy w klubie około 100 ćwiczących. Jesteśmy nastawieni na szkolenie wszechstronne - u nas trenują dzieci od 6 roku życia i dorośli. Najstarszy uczestnik ma około 50 lat. Na początku liczba uczestników waha się w przedziale 120-140 osób, ale treningi robią swoje i część się wykrusza. Karate jest dla wszystkich, ale treningi to bardzo duży wysiłek – nie wygląda to tak, jak w filmach - to jest trening wysiłkowy, trzeba dawać z siebie wszystko, wiele osób się zniechęca. Forma treningu w sumie nie zmieniła się w Suwałkach od 1982 roku. Ja zacząłem trenować w 1983 roku, a w 1991 roku założyłem klub sportowy. Propagujemy sztukę walki jaką jest Kyokushin, ale oprócz tego propagujemy karate jako sport. Nie każdy jest zawodnikiem, większość ludzie trenuje dla siebie, podczas ćwiczeń można również rozwinąć się fizycznie i duchowo, wzmocnić psychikę.

Jakie sukcesy swoich podopiecznych uważa Pan za najważniejsze?

Wychowałem 20 Mistrzów Polski, ponad 50 medalistów Mistrzostw Polski. Klub działa 19 lat, więc 20 mistrzów daje świetną statystykę. Na sukcesy staram się patrzeć globalnie. Indywidualny sukces cieszy chwilę, przez pewien czas. Lata mijają i patrzy się na wszystko z dystansu. Cieszę się, że klub się rozwija. Dotarliśmy do Mistrzostw Świata, są więc u nas ludzie mający wysoki poziom wyszkolenia. Na świecie nie wygrywamy, ale to pewnie kwestia czasu. Sukces to przede wszystkim praca zawodnika i nie poddawanie się.

Czego można Panu życzyć?

Tylko wytrwałości, niczego więcej. Chciałbym dalej być trenerem, to jest całkiem fajne zajęcie. Chcę to robić tak długo, jak tylko starczy mi sił i jeśli się da, to robić to na jak najwyższym poziomie.

Tego właśnie Panu życzę. Dziękuję za rozmowę.

Fot.: Klub Karate Kyokushin w Suwałkach

Autor: Iva





Dodano: 2009-09-11 11:31:30

ZAKŁAD STOLARSKI
ZAKŁAD STOLARSKI

Cinema Lumiere


Reklama

Z jakim problemem spotkałeś/spotkałaś się przy poszukiwaniu pracy?
zbyt niskie wynagrodzenie
zbyt wygórowane oczekiwania
brak umowy o pracę
brak szkoleń
brak odpowiednich warunków/narzędzi do pracy
brak świadczeń dodatkowych
inne

Kursy walut

Dane NBP
(kurs średni)
z dnia: 13-12-19

1 USD: 3,82341 EUR: 4,2747
1 CHF: 3,89191 GBP: 5,1292
1 RUB: 0,0613 

Start


Aktualności


Informacje


Biznes


Rozrywka


Turystyka



Ogłoszenia - Suwałki | Nasz fanpage na FB | Agroturystyka Suwalszczyzna | Internetowe Biuro Nieruchomości | Reklama Suwałki

Copyright © 2004-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone. Numer ISSN: 2080-6701
Redakcja: Suwalski Serwis Informacyjny ul. Noniewicza 95, 16-400 Suwałki
Serwis Suwalki.info nie ponosi odpowiedzialności za treści dodane przez użytkowników
Tel: 885-212-212 e-mail: redakcja@suwalki.info, reklama@suwalki.info
Projekt i wykonanie: