suwalki.info - Suwalski Serwis Informacyjny
Login:
Hasło:
Finnmarkslopet 2009

Czy jako jedyny polski zaprzęg startujący w Finnmarsklopet odczuwaliście presję? Wiele osób liczyło, że tym razem start w wyścigu zakończy się sukcesem.

Presja była szalona nie tylko tutaj. Z tego, co wiemy, informacja o naszym udziale rozeszła się po całej Polsce. Odnotowaliśmy około 100 tys. wejść na stronę Biegnącego Wilka. Darek był bardzo zestresowany – mówił, że to jest loteria. To jest tak, że niczego nie można przewidzieć, nikt nie może przewidzieć, czy uda się, czy nie uda. Inaczej byłoby, gdyby Darek pojechał za swoje pieniądze i za swoje pieniądze wyścigu nie ukończył. Byli przecież sponsorzy, którzy patrzyli na to, co się dzieje w danym momencie.

Jak układała się współpraca z ekipą Telewizji Polskiej? Kiedy będziemy mogli obejrzeć film z wyprawy do Norwegii?

Z ekipą współpracowało się wspaniale. Pomagaliśmy sobie nawzajem. Ekipa była bardzo sympatyczna.  Stworzyliśmy zespół już po kilku godzinach. To była prawdziwa przyjemność.

Film, nad którym pracuje ekipa,  będzie trwał około 40 minut. Będzie to materiał nie tylko traktujący o wyprawie, ale też o tym, co robi Darek. Zostanie ukończony za jakieś 2-3 miesiące. Nie można przewidzieć, kiedy wyemituje go Telewizja Polska. Za kilka miesięcy trafimy w okres letni i w tym okresie niekoniecznie będzie zainteresowanie taką tematyką. Film wyemituje na pewno TVP 1 lub TVP 2 i TVP Polonia. O Republice Ściborskiej cały czas jest głośno. Niedawno nakręcono odcinek „Kuchni z Okrasą”, zrealizowany właśnie w Republice Ściborskiej. Będą jeszcze kolejne dwa programy kulinarne. Kuchnia Republiki Ściborskiej to kuchnia wegetariańska, która jest w pełni spójna z przyrodą. Można powiedzieć - wynikająca z przyrody, z tego, co przyroda nam daje. Niekoniecznie poprzez zabijanie zwierząt.

A jak przebiegała współpraca z panem Wasilewskim?

Nie chciałbym wypowiadać się na ten temat. Mogę tylko powiedzieć, że ta osoba chyba nie do końca wiedziała, po co tam jedzie. Co więcej - to był chyba element decydujący o zakończeniu współpracy – pan Wasilewski miał nagrać film reklamowy dla Majonezów Kętrzyńskich. Rozmawialiśmy na ten temat jeszcze w Suwałkach. Wasilewski nie zgodził się nagrać materiału. Na miejscu musieliśmy szukać ekipy, która mogłaby to zrobić. Ekipa TVP nie mogła tego zrobić. Darek musiał wynająć bardzo drogą ekipę norweską. Materiał powstał. Jednak to, co było po wykluczeniu tej osoby z zespołu zakrawało na coś, co nie jest godne Polaka ani innego człowieka. Ten pan dostał od nas pieniądze na bilet lotniczy. Mimo to, rozmawiał z organizatorami, opowiadał niestworzone rzeczy, wnioskował o dyskwalifikację Darka. Próbowaliśmy to odkręcić, przekonać, że trzeba wysłuchać dwóch stron. W norweskiej gazecie ukazał się niepochlebny artykuł o nas. Kiedy byliśmy na ślubie lapońskim, zaczęliśmy rozmawiać z jednym z uczestników, on od razu skojarzył, że to ta ekipa która „wyrzuciła swojego fotografa”. Ale my nie zostawiliśmy go na pastwę losu. Dalsza nasza współpraca wywoływałaby niepotrzebne kłótnie, zdecydowaliśmy więc, że czas ją zakończyć.

Jakie przygody spotkały was w trakcie podróży? Jak długo jechaliście na miejsce?

Wracaliśmy bez tylnej szyby. Jadąc w tamtą stronę kamień rozbił nam przednią szybę. Mieliśmy jedno ostre hamowanie przed łosiem. Nie sfilmowaliśmy tego, nie zdążyliśmy. Generalnie podróż i treningi w Norwegii przebiegły spokojnie, bez zakłóceń. Odwiedziliśmy po drodze kilka osób zaprzyjaźnionych z Darkiem.

Samochodem podróżowaliśmy dwie doby, promem płynęliśmy 18 godzin. Liczmy 3 dni w jedną stronę. Poza tym, co sześć godzin musieliśmy wyprowadzać i karmić psy.

Jak przygotowywaliście się do wyścigu już na miejscu – w Norwegii? Czy to prawda, że wyścig jest tam wydarzeniem narodowym?

Kiedy dotarliśmy na miejsce, odbyliśmy cztery treningi po około 80 kilometrów. Z racji tego, że psy Darka przyzwyczajone są do biegania po leśnych drogach, ścieżkach, musiały przyzwyczaić się do nowego krajobrazu. Psy reagują na komendy, jednak kiedy zobaczyły otwartą przestrzeń, gubiły się, nie wiedziały, dokąd biec. To w tamtym roku zgubiło Darka - psy go nie słuchały, nie wiedziały, co mają robić, nie widziały śladu ani drogi. W którymś momencie zgubił drogę i zamiast dotrzeć do kolejnego punktu, wrócił na metę.

A sam wyścig – jest bardzo dobrze zorganizowany. Można pozazdrościć takiej organizacji. Jest tylko jeden człowiek zatrudniony na etacie, a przy wyścigu pracuje około 5 tys. wolontariuszy. W pewnym sensie wyścig jest wydarzeniem narodowym. Wszyscy mieszkańcy Finnmarku żyją tym wyścigiem.

Co należało do Pana obowiązków podczas wyprawy?

Moim zadaniem było przygotowanie kolejnego etapu. Opiekowałem się tymi psami, które nie biegły w zaprzęgu. Oczekiwałem na Darka w kolejnych punktach kontrolnych. Nieraz – żeby dostać się do kolejnego punktu kontrolnego – cała ekipa musiała przejechać  140-280 kilometrów. Odwiedziliśmy miejscowości, w których jest 3, 7 lub 20 mieszkańców. Tam sąsiad od sąsiada mieszka w odległości 100 kilometrów. Mieszkańcy Finnamarku żyją zgodnie z naturą. Co mnie szczególnie urzekło – tam wszystkie domy są otwarte. Nawet jeśli nie ma właścicieli – klucz wisi na drzwiach. Jest taka niepisana tradycja, że jeśli ktoś jest w potrzebie, może wejść do domu, odpocząć, skorzystać z zapasów właściciela, przyrządzić sobie posiłek. Jeżeli nie ma pieniędzy, może odwdzięczyć się sprzątając dom lub rąbiąc drwa.  Gotowałem też ekipie w warunkach ekstremalnych. Mieliśmy kuchenki gazowe, żadna z nich nie działała z powodu mrozu. Podgrzewaliśmy denaturatem butle gazowe, żeby można było gotować. To jest taka nauczka, nie przewidziałem takiej sytuacji.

Podobno mieliście poważne problemy z łącznością – niektóre relacje docierały do mediów z opóźnieniem.

Internet był. Okazało się jednak, że ten Internet nie jest do wysyłania ani do oglądania jakiejkolwiek strony innej niż strona Finnamrkslopet. Tam można było sprawdzić wszystko – jakie są wyniki, kto jak jedzie. Nie mogliśmy sprawdzić poczty, wysłać maila. Korzystaliśmy z różnych sposobów. Norweska karta do telefonu skończyła mi się błyskawicznie, nie miałem później możliwości nabycia drugiej. Przez dwa dni w ogóle nie mieliśmy zasięgu - byliśmy pod fińską granicą, pomiędzy dwoma pasmami górskimi. Całe szczęście, że wszyscy mieszkańcy – nawet tych najmniejszych miejscowości – mają Internet. Prosiliśmy ludzi o możliwość skorzystania z sieci.

Biegnący Wilk ukończył wyścig znacznie wcześniej, niż zakładał. Wyczerpujące treningi nie poszły na marne.

Po pierwsze sprzyjała nam aura. Po drugie Darek mógł przyjechać jeszcze szybciej – nie wiedział, jak przygotowane są psy. Teraz już wie, na ile może swoim psom pozwolić. Na każdym punkcie kontrolnym jest przeprowadzana weryfikacja psów i badania weterynaryjne. Jeżeli któryś pies jest odwodniony lub kuleje, musi zostać wycofany. Psy Darka nie chciały pić. Jadły śnieg, ale nie chciały pić. Nie chciały też jeść. Przez pewien czas Darek nie był pewien, czy na kolejnym punkcie nie odrzucą mu z tego powodu psów. Okazało się, że jego zwierzęta były w dużo lepszej kondycji niż pozostałe. Żaden nie został odrzucony. To sukces, ponieważ Darek ma psy ciężkie. Tam z kolei hoduje się mieszanki ras. Te psy są małe, szybkie i brzydkie. Kosztują majątek. To krzyżówki, które nie mają nic wspólnego z początkami tradycji psich zaprzęgów. Tak samo, jak maraton współczesny nie ma nic wspólnego z tradycją sprzed wieków. Co więcej, naszym psom śnieg nie przyklejał się do łap. Norweskie psy – pochodzące z różnych krzyżówek – tę cechę zatraciły. Tamte mieszanki biegają tylko w butach. Nasze psy przebiegły całą trasę bez nich.

Czy jako jedyny polski zaprzęg wzbudzaliście duże zainteresowanie? Z jakimi opiniami się stykaliście?

Od kilku lat w wyścigu startują zawodnicy z Europy – z Hiszpanii, z Włoch, z Austrii. Jednak są to osoby, które trenują i mieszkają w Norwegii, a startują w barwach swoich krajów. Jedyna zawodniczka, która - podobnie jak my - przyjechała na wyścig, była Czeszka. W tamtym roku debiutowała na 500 km i ukończyła wyścig. W tym roku startowała na 1000 kilometrów. Wyścig też ukończyła. Trzymaliśmy za nią kciuki. Jak na nas patrzyli? Nasz zaprzęg znacznie różnił się od innych. To była dla nich ciekawostka, taki smaczek. Podchodzili do nas bardzo pozytywnie. Prawdziwe  emocje towarzyszą wyścigowi  na 1000 km, bo w grę wchodzą duże pieniądze. Można wygrać dom, skuter. To jest poważny wyścig. My nie odczuliśmy, że ktoś podchodzi do nas z dystansem.

Czy planujecie wystartować za rok?

Darek chciałby wystartować w wyścigu na 1000 kilometrów. Wyprawa jest bardzo droga. Koszty udziału w wyścigu na 500 lub 1000 kilometrów są podobne. Koszt takiej wyprawy to około 50 tys. złotych. Do takiego wyścigu trzeba się dobrze przygotować. Darek musi teraz wytrenować 20 psów, z których wybierze 14. Nie nastąpi to w przyszłym roku. To byłby falstart. Planuje wystartować dopiero za dwa lata. W tym roku mieliśmy spore kłopoty. Póki nie kupiliśmy sań, byliśmy traktowani jak zaprzęg z muzeum. Najtańsze sanie kosztują około 10 tys. złotych, więc wydaliśmy wszystkie pieniądze przed startem. Potem borykaliśmy się z dylematem, czy spać w samochodzie, czy coś wynająć. Chciałbym pojechać tam jeszcze raz. Co prawda wyprawa jest wyczerpująca fizycznie, jednak poprzez kontakt z naturą, przyrodą można poczuć się prawie jak w raju.

Przed wyjazdem mówił Pan, że bardzo zależy Panu na tym, aby zobaczyć zorzę polarną. Przywiózł Pan pamiątkowe zdjęcia?

Zrobiłem około 2 tysięcy zdjęć reportażowych. W Norwegii krajobraz jest zupełnie inny. To są góry. Na tym terenie rosną głównie brzozy, czasem pojawia się sosna. Drzewa rosną tylko w dolinach, bliżej morza. Mieliśmy wrażenie, że oglądamy czarno-biały film: skały, zamarznięte wodospady, biała pokrywa, czarne drzewka. W Finnmarku musi być bajecznie w czerwcu. Z kolei zorza – przepiękne zjawisko, które czasami już się nam nudziło. Jak czekaliśmy na zorzę, to jej nie było. Widzieliśmy piękną zorzę polarną już drugiego dnia po naszym przyjeździe do Norwegii. Naprawdę wspaniałe zjawisko, można na nią patrzeć, patrzeć i patrzeć.

 



Dodano: 2009-05-21 23:03:01

Mecenat - Agencja ubezpieczeniowa
Mecenat - Agencja ubezpieczeniowa

Cinema Lumiere

Dzisiaj: (22.05.2016)

Reklama

Z jakim problemem spotkałeś/spotkałaś się przy poszukiwaniu pracy?
zbyt niskie wynagrodzenie
zbyt wygórowane oczekiwania
brak umowy o pracę
brak szkoleń
brak odpowiednich warunków/narzędzi do pracy
brak świadczeń dodatkowych
inne

Kursy walut

Dane NBP
(kurs średni)
z dnia: 22-05-19

1 USD: 3,86201 EUR: 4,3098
1 CHF: 3,82091 GBP: 4,8906
1 RUB: 0,0600 


Start


Aktualności


Informacje


Biznes


Rozrywka


Turystyka



Ogłoszenia - Suwałki | Montaż kamer Suwałki | Agroturystyka Suwalszczyzna | Reklama Suwałki

Copyright © 2004-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone. Numer ISSN: 2080-6701
Redakcja: Suwalski Serwis Informacyjny ul. Noniewicza 95, 16-400 Suwałki
Serwis Suwalki.info nie ponosi odpowiedzialności za treści dodane przez użytkowników
tel: 87 730 5991 e-mail: [email protected], [email protected]
projekt i wykonanie: